To był…dobry rok. Dobry z tych naprawdę pięknych.

Tych, które ukoiły moją duszę i wpuściły w nią światło, spokój, wiarę. Niezachwianą, bo ten rok umiał zatrząść świat w posadach. Był to czas o odkrywaniu siebie. O wejściu na swoją ścieżkę i umocnieniu się w niej. O pogodzeniu się ze wszystkim i zaakceptowaniu rzeczy takimi, jakie są. Był to czas o ludziach i o kryzysach, tych najkrytyczniejszych. O zaufaniu, zachwianym i powróconym. O wypłakanych łzach, sercu złamanym na pół, roztrzaskanym na kawałki i dostrzeżeniu ważnych, dobrych rzeczy, które z tego płynęły. Był to rok o wykorzystanych szansach. O ludziach, którzy pojawili się nagle i zostali na długo. O kłótniach, demonach, złości i pogodzeniu. O pożegnaniach. O czarowaniu codzienności. O artystycznym rozwoju, filmie, o którym będzie głośno, a który opowiada o wolności, ciele i drodze. O podcaście, telewizji, dużych pieniądzach i małych przyjemnościach. Był to wreszcie czas pierwszych razów, wchodzeniu w świat głębiej, o magii i o byciu gotowym. To był rok mówienia „tak”. 

Kończę dziś dwadzieścia trzy lata. Żyję z dwoma pięknymi psicami, mam kampera, mam kasę na jedną szóstą Wolnego Domu. Później dozbieram jeszcze na trzyletnią podróż do Nepalu lądem. Fotografuję kobiety w naturze, tworzę akty, które zmieniają życie, myślenie, podejście. Robię sesje wiedźmowe, neutralizuję ciało, uczę o bliskości, bezinteresowności, cieple i uwadze. Czytam cudowne książki. Na cały sierpień lecę do Kenii, na wolontariat i samotną włóczęgę później. Umiem odnaleźć się w każdej sytuacji, a życie czasami rzuca mnie tak, że mogłabym się roztrzaskać. Nie roztrzaskuję, wiem, że to nie ma sensu. Że dostaję problemy na miarę swoich możliwości przerobowych, a ja pracowity człowiek jestem. Od ostatnich urodzin przeszłam na weganizm, ostatni rok dużo uczy mnie o śmierci. Uczy mnie też o odpuszczaniu, o byciu blisko.

Ostatni rok był dla mnie mówieniem „tak”. Co rusz dostawałam szanse, z których korzystałam, bo czułam, że jestem na nie gotowa. W tym roku też poczułam, że mam zintegrowane w sobie wszystkie jakości, że z niczym nie walczę, o wszystkim mogę mówić, bo jestem z tym pogodzona. W tym roku uczyłam się o mówieniu o problemach, gdy się wydarzały, a nie po fakcie – i to świadczyło o dużej odwadze i luzie. Mówiłam o nich nie tylko Przyjaciołom, ale też światu, bo przestałam udawać. Zautentyczniałam bez reszty. I zrozumiałam jeszcze jedno – że być dla innych to nie tylko ich słuchać, ale także pozwolić im wysłuchać mnie. Bo ludzie chcą czuć się potrzebni. Wiem to, bo byłam po stronie, gdzie nie czułam się potrzebna. Życie w tym roku z lekko łobuzerskim uśmiechem stawiało mnie cały czas.po dwóch stronach barykady. 

A konkrety? A konkretnie to nauczyłam się jeszcze, że nie ma jednej prawdy i że to jest ok. Że mogę nie wiedzieć, co dalej i nie muszę nazywać swoich stanów, relacji i planów. Konkretnie, to nauczyłam się, że wszyscy jesteśmy różni i że do każdego trzeba wychodzić z ogromem wrażliwości, szacunku i miłości, bo nigdy nie wiesz, co dany człowiek przeszedł i co go do tego miejsca doprowadziło. I konkretnie jeszcze to…zaczęłam jeszcze mocniej odwracać wektor, zadawać pytanie, czy to co widzę, to prawda czy tylko projekcja – czy to moje myśli czy narzucone przez świat? Nauczyłam się być dla ludzi, ale i stawiać granice, do głębi i asertywnie, krótko zwięźle i na temat. Ach, no i jeszcze zżyłam się z Mamą Ziemią. Zaczęłam medytować, praktykować jogę, przywitałam małe rytuały. I powstał dokument – o mojej pracy i życiu w drodze, który powoli przybiera ostateczny kształt i niedługo będę się nim z Wami podzielić. 

No ale konkretnie, Zofia. Długo nie pisałam. Poszłam w małe instagramowe formy – co było o tyle dobre, że tekstu i tak było dużo, a był dużo częściej i zarzuciłam bloga, ale wiem, że to jest część procesu i pozwalam sobie na to. Odkryłam fotografię analogową i poczułam, że to ona najlepiej odzwierciedla moje emocje, postrzeganie i myślenie. Moja kreatywność zaczęła szukać innych form ekspresji. O, i od lutego pracuję fizycznie, na nocki. A co! 

Konkrety! 

Ten rok dał ludzi. Ludzi w czasie trzech Ognisk Nomadów, Oponówki, Wibracji, Kocham Cię, Węgajt. Ludzi, z którymi gadałam całe noce przy ogniu, tańczyłam do rana, płakałam, śmiałam się, włóczyłam się Kostkiem po Polsce. Pozdrawiam serdecznie tę noc, gdzie w szóstkę w nim spaliśmy, z dwiema psicami. Dał też rozstania, wielkie powroty, pożegnania i kryzysy, które umocniły znajomości jak nic innego.

Ten rok otworzył na dotyk, głos i taniec. W czasie festiwali oswajałam swoje ciało z ruchem i śpiewem, a w codzienności uczyłam się głośno mówić o swoich graniach, lękach, potrzebach i strachach. Gdy zaczęłam mówić wprost i otwarcie, zniknęły moje problemy z oddychaniem, odblokowałam gardło. 

Ten rok przyniósł mi trzy tygodnie jazdy po Polsce z człowiekiem z kamerą, który kręcił film o drodze, o wolności, o ciele. Z tych dni powstaje właśnie dokument, jest w ostaniej fazie montażu, a ja się na niego bardzo cieszę, bo stworzyliśmy coś ważnego, dobrego i pięknego. I mimo że pod koniec nie mogliśmy na siebie z Michałem patrzeć, to mogliśmy sobie z miłością powiedzieć „mam Cię dość” i to było jak najbardziej na miejscu. Bo to on po zdjęciach nazwał mnie siostrą, to on przyjechał z Krakowa do Warszawy po tym, jak się rozstałam, pojechał ze mną do Babci, a następnego dnia rano wracał przez całą Polskę do domu. Mówiłam, że pojawili się Cud Ludzie?

Ten rok przyniósł mi piękną miłość, szczerą, czystą i otwartą. Człowieka, z którym mogłabym konie kraść i medytować w jaskini. Ideał, tak go sobie nazywam. Wraz z nim przyszły demony, z którymi nie umiałam walczyć i obudziłam się za późno. Przyszło więc rozstanie, rozrywające serce, zabierające oddech i żłobiące w duszy szeroką i głęboką ranę. I pisałam o tym, gdy się działo – to duża rzecz – bo chciałam prawdy i szczerości ze światem. I po raz pierwszy nie bałam się publicznie swoich łez w tak prywatnej sprawie. Po rozstaniu przyszła wdzięczność, uśmiech, zrozumienie. Bo dzięki temu wiem, o czym jest miłość, jak chciałabym, by wyglądała, jak dobra może być i czego muszę się wystrzegać. To była jedna z najważniejszych lekcji mojego życia. A z ideałem dziś się przyjaźnimy, gadamy godzinami, żegnamy się kilkanaście razy przed naciśnięciem czerwonej słuchawki. I jest dobrze, tak po ludzku, tak dojrzale. Tak z szacunkiem i wzajemnością. Tak w wolności, tak w odpuszczeniu i w sile. 

Ten rok przyniósł mądre książki, ważne wnioski i parę świetnych dokumentów, by wspomnieć chociażby ostatnio czytane  „Moment niedźwiedzia”, „To jest wojna”, „Nomadland”, „Pieśń Życia”, „Umarł mi”, czy oglądane „Captain America”, „The Game Changers”, „Cowspiracy”, „Seaspiracy”. 

Ten rok dał jesienią strach, niepewność i zwątpienie. Pokazał, że kluczem do wolności jest jedność, ale nie umiałam się w niej odnaleźć. Na ulicach czułam się jak małe zwierzątko, które ktoś zaszczuł i postawił przy murze. Dopiero później przyszła do mnie chęć walki, wcześniej czułam, że to moja sprawa, ale nie moja energia. Odpuściłam, nie krzyczałam, za dużo mnie to kosztowało. Po czasie, wiedziałam, że zrobiłabym inaczej. Starałam się jednak nie żałować i sobie nie wyrzucać – zrobiłam, co mogłam najlepiej dla siebie i sprawy. 

Ten rok pokazał, o czym jest śmierć. W dzień po urodzinach pomagałam przejść zranionej kunie na drugą stronę. To był moment ostatecznego przejścia na weganizm. Latem zbierałam z drogi pisklęta, które wypadły z gniazda. Część zginęła pod kołami aut, ale część z nich udało się uratować. Wiosną na moich rękach umierała Owca, która stała się przewodniczką w walce o lepsze jutro wszystkich istot i uważniejszym i mocniejszym mówieniu o weganizmie, ochronie planety, naszych obowiązkach względem innych Żyć. 

Ten rok był przyniósł plan na Wolny Dom, miejsce, gdzie za dekadę będę mieszkać. Otwarte dla ludzi, którzy będą mieli się tam znaleźć, z przestrzenią na vany, kampery, namioty. Ze stodołą do warsztatów, tańców, jogi. Połączone z sanktuarium dla zwierząt, którym śmierć jednak nie będzie pisana i w ostanim momencie – albo jednym z ostatnich – trafią do spokoju, natury, istot, które pokażą, jak można być kochanym. 

Ten rok umocnił w planie na podróż do Nepalu za pięć lat, a przed nią – na rok do Francji. Dał motywację do szlifowania języka, odkładania pieniędzy, planowania. 

Ten rok rzucił najpierw na przedmieścia Warszawy do małego, spokojnego, codziennego życia, przed którym tak się z początku wzbraniałam, a które tak pokochałam i nauczyło mnie o nowych jakościach: stabilizacji i pewności jutra, tak cennych i wcale nie nudnych. A później rzucił mnie półtora tysiąca kilometrów dalej, do Norwegii, gdzie po raz pierwszy w życiu pracuję na stałe na etacie, zaiwaniam jak dzika norka, jestem mistrzynią ogarniania – nie tylko swoich – spraw urzędowych. I polubiam powtarzalność, spokój w codzienności, brak ekscytacji. Roztapiam się w nich, cieszą mnie. Mam cel, ale nie trzymam się go kurczowo, płynę. 

Ten rok zaprzyjaźnił mnie ze sobą i światem. Przyniósł codzienną medytację, afirmację, mapę marzeń w nowiu w Baranie, jogę, poranne rytuały i przestrzeń dla siebie w spokoju zewnętrznym. Zapisałam się na kosmogram, zaczęłam obserwować niebo i planety, od połowy czerwca rusza kurs astrologii, do której dojrzałam i poczułam, że mam w sobie na nią czas i przestrzeń. Zrozumiałam, że w życiu dostajemy to, na co jesteśmy gotowi, jeśli tylko powiemy „tak” i zaczniemy działać w tym kierunku. Myślę tylko dobrze, wizualizuję namiętnie i dostaję wszystko to, co mi służy, nawet jeśli na początku zaboli. I nagle jasnym stało się, że wszystkie moje założenia się spełniają, a Kosmos daje mi morze możliwości – bo w to wierzę.

Ten rok dał pracę na ASP, gdzie pozowałam studentom do aktów i w kurierce, gdzie nocami rozwożę gazety. Pokazał, że każdą pracę można lubić, bo w sumie czemu nie? Dał parę wywiadów – w gazetach, telewizji, cud podcast z Wolnymi Ścieżkami. Możliwość wyjazdu do Kenii (kumacie los, który pamiętał, że pięć lat temu chciałam jechać na wolontariat, i parę miesięcy temu pewna siostra wykupiła siostrze voucher na sesję do mnie, miałyśmy ustalić termin, ale mijałyśmy się w Norwegii i Polsce i z głupia frant rzuciła hasło „to jedź ze mną do Kenii” i…po wypłacie kupuję bilety?). Organizuję siebie, sprzęt, filmy edukacyjne, szczepienia i jadę, a później ruszam w krótką solo włóczęgę po kraju.

Ten rok dał też ogromny rozwój mojej fotografii. Zaczęłam robię akty w naturze i w tym momencie to jest mój znak rozpoznawczy, to tym się zajmuję, to także rozwijam w Norwegii. Mowię o neutralizacji ciała, o naturalności, pięknie i swobodzie. Zaczęły się też akty męskie, o odkrywaniu innej natury, intymności i poszukiwaniu emocji. Były sesje grupowe, z kobietami i mężczyznami, pełne ufności, luzu i uśmiechu. I sesje wiedźmowe – z trzema dziewczynami, pełne dotyku, troski, magii i zauroczenia. I mnóstwo autoportretów, o nagości, bliskości ze sobą i z naturą. I sesje z fotografem tu, w Norwegii, który stał się małym mistrzem wielkiego zawodu. A później wrócił na nowo analog, i w nim przepadłam, to tutaj teraz rozkwita moja kreatywność, to w nim się spełniam, to chropowatość filmu najlepiej oddaje moje emocje i uczucia.

Czuję, że dorosłam, dojrzałam. Że utuliłam w sobie i zintegrowałam wszystkie sprawy, demony, przeszłości, niepewności. Że nauczyłam się słuchać i być słuchaną. Że nie ma dla mnie tematów, których nie mogłabym poruszyć, bo nie boję się, że ktoś je wykorzysta przeciwko mnie. Mówię o trudnościach w momencie, gdy się wydarzają. I nie widzę problemów, bo to są tylko lekcje i sprawy do rozwiązania. Jest we mnie ogrom ufności, walki o siebie, spokoju i łagodności. Złagodniałam i zautentyczniałam do głębi. Czuję ogromną wdzięczność i wielką pokorę. Codziennie rano powtarzam sobie „jestem spokojna, jestem cierpliwa, jestem opanowana, jestem dobra, jestem łagodna, jestem wdzięczna za wszystko to, co do mnie przychodzi, bo wiem, że jest ważne i potrzebne, jestem gotowa na wszystko, co dobre szykuje dla mnie Świat”.

Zosiu, żyj najpiękniej i najuważniej jak to możliwe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s