Zdziczałam. Odludniłam się, powoli wyludniam coraz bardziej. Nie dość, że odeszłam od ludzi, to jeszcze wyszłam z miast. Nie dość, że wyszłam z miast, to jeszcze zwróciłam się w stronę prostego, zwykłego, spokojnego życia, gdzie największą radość daje cicha kontemplacja zachodzącego słońca, a nie dzikie doznania. Ostatnie cztery miesiące były dla mnie zupełną nowością. Miały przynieść wolność, a przyniosły dużo więcej. Prawdziwą swobodę w ciele, oswojenie ze sobą, ale przede wszystkim – zupełnie inne postrzeganie człowieka w świecie i roli ludzi i „nowoczesności” w życiu. Czy Wy wiecie, jak bardzo myśmy się odcięli od tego, co najbliżej z naturą? Nosimy buty i nie czujemy ziemi pod stopami. Obrzydza nas błoto i glina, choć obcowanie z nimi jest tak przyjemne. Uciekamy od najmniejszego deszczu, a tak dobrze jest czuć krople na policzkach. Rezygnuję ostatnio ze wszystkich barier, które wykreował we mnie zewnętrzny świat. Aż boleśnie czuję, jak bardzo mnie one ograniczają, ranią, odcinają od pierwotności, od najważniejszego – serca i połączenia z przyrodą – najmilszym domem. 


Zastanawiałam się dzisiaj, o co naprawdę chodziło tym, którzy opisywali niektórych pisarzy czy artystów gburami. Że byli niemili, nie wchodzili w interakcje z innymi, świetnie robili swoją sztukę, ale nie umieli o niej mówić, bardzo czuli świat, ale nie zawsze skorzy byli do rozmów.
Myślę o tym, bowiem sama – według ogólnie przyjętej definicji – stałam się gburem. Mało mówię, cenię sobie swoją przestrzeń, uciekam od ludzi, częściej słucham niż mówię, nie opowiadam specjalnie o swoich przemyślaniach – nie czuję takiej potrzeby. Jeszcze kiedyś czułam potrzebę, by się wygadać, dziś wysłuchuję sama siebie, a takie rozmowy mam za pseudofilozoficzne rozważania. Aż dziw bierze…
W sieci dzielę się wycinkiem tego, co uznam za stosowne, ale jest to jedna setna myśli, które mam w głowie – a które ostatnio pęcznieją jak drożdże, rozwijają się, wchodzą w najpilniej strzeżone zakamarki, odkrywają, odrywają z pętli przekonań, a z drugiej strony – nikną, jest ich coraz mniej. Tak jakbym świat coraz częściej czuła i coraz bardziej brała go na serce i intuicję, niespecjalnie mając chęć analizowania. Wolę szerzej rozdymać nozdrza, pilniej nadstawiać uszu, mrużyć oczy, by więcej dostrzec. 

To zupełnie tak, jakbym wraz z wprowadzeniem się do campera i rozpoczęciem nomadzkiego życia, oddała swoje działania we władanie instynktom, a odebrała moc sprawczą braniu wszystkiego na rozum i społeczne normy.
Wróciłam na łono natury – specjalnie używam tego słowa, bowiem cywilizacja dała nam dużo dobrych rzeczy: porządek, higienę, ułatwienia technologiczne, czas dzięki nim zaoszczędzony (jednak chyba tylko złudnie, bo przez pęd cywilizacyjny, czasu mamy coraz mniej, chcąc więcej i więcej, mocniej i mocniej – zapominamy o tym, co ważne).
Postęp technologiczny dał nam wiele – możemy z całego świata utrzymywać kontakt z bliskimi, mieć sprzęty, ułatwiające życie codzienne, ale jednocześnie odebrał możliwość cieszenia się drobnymi rzeczami w przyrodzie – bo zwyczajnie przestaliśmy zwracać na to uwagę. Nie wspomnę już o tym, że dał nam dużo w przyziemności, ale odebrał niejako życie – bo przyspieszył zmiany klimatyczne, które nas zabijają.
Zamknęliśmy się w miastach, chodzimy po kawiarniach, teatrach – a okazało się, że mnie najbardziej smakuje kawa wypita ze starego obtłuczonego kubka gdzieś na łące, a cudem jest maczać stopy w zimnym strumieniu. Najlepsze kino to ważki latające nad jeziorem. Totalnie nie czuję już wszystkiego, w czym się wychowałam – miast i miasteczek, kin, restauracji, wielkich sklepów. Zresztą i po co – nie uważam już, bym dzięki temu stawała się bogatsza. Wręcz przeciwnie – wzrastam, gdy chodzę boso po błocie, pozwalam szerszeniowi wlecieć do campera i spokojnie otwieram mu okno, obserwuję kaczki, nie jem zwierząt. To wówczas czuję, że rozwijam się jako człowiek. 

Czy to nie dziwne? Ludzie tyle trudu, lat, starań włożyli w rozwój społeczeństw, a później okazuje się, że prawdziwy spokój i spełnienie najpiękniej znajduje się w ciszy i spokoju, w lesie, w samotności, w prostocie.
Napisałam, że wróciłam do Matki Natury – tak, bo z niej się wywodzimy, dzięki niej tu jesteśmy. Zamiast brać ją za pewnik i stawiać warunki, wolę pochylić głowę, stanąć w pokorze i czuć wdzięczność. Robić absolutnie wszystko, co w mojej mocy, by ją ochronić, by swoją obecnością nie przydawać jej cierpienia, a nie tylko działać w jej ochronie, robiąc to, co jest wygodne i modne. A to, że moje działania nie dają spektakularnych rezultatów? Ja mam czyste sumienie, to wiele. Rozwój jednostki powinien nie być egoistyczny, „by mnie było lepiej”, a przynosić korzyść także innym istotom. A to, że świata nie zmienię? Grunt, że zmienię swój własny, a za sobą pociągnę innych ludzi – to już się dzieje. A to, że podejmując drastyczne kroki, skazuję siebie na pewnego rodzaju ascezę, rezygnuję z przyjemności? A co mi po lataniu samolotami, kupowaniu masy ciuchów i butów, jeśli przez to świat umrze szybciej? Co mi po jedzeniu zwierząt, jeśli przez to giną żywe istoty? Co mi po „przyjemnościach”, jeśli sprawiają one, że komuś żyje się źle lub gorzej? 

Zdziczałam. Chyba nie wrócę już do tego, co było. Niektórzy pytają „a nie boisz się Nepalu, samotnej podróży, odcięcia od ludzi, a później niemożności wrócenia do „zwyczajnego życia?”. Po pierwsze, myślę, że i tak nie chcę do niego wracać – nie daje mi ono pełni szczęścia, czy nawet połowy tego, co daje mi natura i życie w drodze. Nie odnalazłabym się, powracając do „normalności”, a może po prostu byłabym pieklenie nieszczęśliwa. A po drugie, samotność nie oznacza nieszczęścia. Jest tyle rzeczy wokoło, którymi można się rozkoszować… Historia chyba zatacza koło. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s