Byłam pewna, że zakończę miniony rok słowami „to był czas podróży i festiwali”. Jednak, nie było mi dane tak napisać. Gdybym jednak miała określić go jakimiś słowami-kluczami, byłyby to „spełnianie marzeń i nauka o relacjach”. 

Ten rok dał mi wiele wniosków. Postawił pod ścianą sytuacji, które były podbramkowe i zmuszały do trudnych wyborów. Zakończył się totalnym załamaniem w same urodziny, które przepłakałam i przespałam, by nie lać więcej łez. Dał wiele pytań bez odpowiedzi i odpowiedzi, które trzeba rozmieścić w przestrzeni. Był rokiem, który pozwolił mi odrobić trudne lekcje, czuć wdzięczność za najczarniejsze ze scenariuszy, które pisze życie. 

To rok nazywania siebie na nowo, odkrywania kim jestem i umacniania się w tym, co czuję. To w końcu rok, który pozwolił mi rozwinąć skrzydła, spełnić największe z marzeń i zaplanować kolejny wielki cel. To rok, w którym otoczyłam się ludźmi – tymi od serca, z duszą, z prawdą w oczach i miodem na złamany umysł. Rok, który uwolnił mnie w kwestii podejścia do ciała, do tańca, do krzyku – by zawsze robić to, co czuję i na co mam ochotę. Rok układania sobie w głowie relacji z ojcem, wniosków w kwestii relacji damsko-męskich, które ostatecznie poszły wniwecz, bo poczułam, że prawda leży zupełnie gdzie indziej. 

To rok świadomości, że mogę wszystko, że nie ma rzeczy niemożliwych, a ja mam ogromne szczęście do ludzi. Bo – po pierwsze – udało mi się zgromadzić wokół siebie ponad dwa tuziny osób z całej Polski, które przejechały setki kilometrów, często nie znając nikogo poza mną, na moje urodziny. Dzieliło ich prawie wszystko, ale łączyło jedno – serce na dłoni, kolorowa dusza i prawdziwa autentyczność (tak, napisałam to specjalnie), ale też „to coś”, które podpowiada, że to człowiek, który będzie zawsze i pomoże w każe sytuacji – tak bezinteresownie, jak człowiek człowiekowi człowiekiem. A po drugie – rozwinęłam Życiową Drogę i kochaj.się (i Pisadło) tak bardzo, że powoli zaczęła tworzyć się tam piękna, dobra społeczność ludzi w drodze i w poszukiwaniu. Ludzi zadających pytania i odkrywających świat wciąż na nowo. Ludzi o wspaniałych myślach i ciepłych słowach. Niedługo zgromadzę ich – Was – znowu, na Ognisku Nomadów, na które serdecznie zapraszam.

A co, gdybym miała ten rok podsumować hasłowo? Był cudowny. A działo się w nim co nie miara. Dobrych i złych rzeczy – które zawsze wychodziły na dobre. 

  1. Podjęłam decyzję o wyjeździe do Norwegii, po to, by zarobić pieniądze na największe z marzeń. Dostałam pracę w fabryce rybnej, której nigdy bym się nie podjęła, gdybym miała wybór. Wybór był jednak mocno idealistyczny i po raz pierwszy w życiu realista wygrał z idealistą. Gdy moje kroki skierowały się do fabrycznych magazynów, poznałam człowieka, który na pierwszy rzut oka był zupełnie z innej bajki, a jednak – wiem, że nigdy nie stracimy kontaktu. Przyjaciel, który po prostu miał „tę” duszę.
  2. Kupiłam kampera. Wyśnionego, wymarzonego, najpiękniejszego ze wszystkich. Dom, najprawdziwszy ze wszystkich. Decyzja wariata, która okazała się być najbardziej rozsądną ze wszystkich, bowiem pozwoliła połączyć dwa aspekty codzienności – potrzebę ciągłej drogi i potrzebę posiadania swojej tylko przestrzeni – w jedno. Dzisiaj już w nim mieszkam, na co dzień, i nie wyobrażam sobie inaczej.
  3. Wielokrotnie przerabiałam temat mojej relacji z ojcem, dzięki czemu doszłam do wielu ważnych wniosków w kwestii relacji damsko-męskich, które w ogólnym rozrachunku okazały się być jedynie stopniami na drodze, a nie osiągniętym celem. Bo może wcale nie chodzi o konkretnego człowieka, o płeć, o namacalne dowody, a o emocje i uczucia, na które sobie pozwalamy przy drugiej osobie. Może chodzi o to, by czuć i kochać prawdziwe i mocno, bez względu na to, kto jest po drugiej stronie oczu patrzących z miłością. Może chodzi o to, by w śpiewnym tańcu zbiły się w jedność dusze, a nie ciała. 
  4. Spełniłam swoje dziecięce podróżowe marzenie i wyjechałam na dwa tygodnie do Maroko ze wspaniałą Przyjaciółką. To był wyjazd, który dodał mi wiary w drogę, w siebie, we wspólne podróżowanie, ale też pokazał ciemne strony życia, społeczeństwa i to, że wiele zakątków świata poza kolorowymi stronami z broszur ma też ciemną stronę i nie jest ona wcale majestatyczna.
  5. Rozwinęłam swoją fotografię, czuję, że coraz bardziej działam twórczo i artystycznie i jestem na początku wspaniałej drogi, która przyszła znienacka, a zostanie ze mną na bardzo długo. kochaj.się okazało się być najwspanialszym pomysłem na życie, który pozwolił mi połączyć pasję i pracę. Robić coś, co pomaga innym, co daje wytchnienie, wygania z duszy czarne zmory, przełamuje lęki i bóle i maluje uśmiech na twarzy.
  6. Założyłam firmę. Poszłam na swoje, poważnie, z przytupem i z pewnością tego, że podejmuję najwłaściwszą z decyzji. Pracuję, robiąc to, co kocham. Żyję w drodze, realizuję swoje zajawki, daję sobie przestrzeń do tego, by działać tak jak czuję i do niczego się nie zmuszać.
  7. Stałam się jeszcze bardziej wrażliwa na kwestie związane ze zmianą klimatu, na kwestie dotyczące praw zwierząt i na mniejsze szkodzenie środowisku dzięki odcięciu się w miarę możliwości od konsumpcjonizmu. Bo przecież każda istota zasługuje na wolność, szacunek i życie. Z wrażliwością przyszedł też ogromny sceptyzm, ale może to i lepiej. Może tak trzeba.
  8. Nawiązałam głębokie przyjaźnie, przestałam bać się mówić, pozwoliłam na podtekst, przestałam stawiać mury w przyjaźniach damsko-męskich. Zrozumiałam, jak ważny jest dotyk i że nie musi on być jednoznaczny. Pozwoliłam swojemu ciału tańczyć, a głosowi płynąć, przestałam się wstydzić swoich ruchów. Uwolniłam zmysły. 
  9. Wyszłam do ludzi ze swoją twórczością i przestałam blokować się przed powiedzeniem „hej, robię super rzeczy, chcesz dorzucić do mojego życia swoją cegiełkę?”. I tak powstał profil na Patronite, dzięki któremu mogę odkładać pieniądze na spełnienie szalonego marzenia, którym jest pojechanie Kostkiem do Nepalu, samej z psicami. Możesz dołączyć, zapraszam 🙂
  10. Odwołałam sześć podróży zagranicznych, odwołano mi osiem festiwali. Dzięki temu weszłam głębiej w naturę, gdy wsiadłam do Kostka i zaczęłam jeździć po Polsce. Stałam się bardziej uważna, zaczęłam wsłuchiwać się w mój organizm i serce. Więcej widzę, czuję, rozumiem. 
  11. Coraz więcej pojmuję, wyłączam się z przyziemności, przestaję gonić za króliczkiem współczesności, bowiem w miarę jak większa staje się moja świadomość, tym mniej kręci mnie to, co oferuje powierzchowny świat. 

I…jestem, żyję, oddycham. Gubię się, tworzę na nowo, zastanawiam, próbuję, działam. Mylę się, płaczę, śpiewam, kocham, boję się, odcinam, przerabiam. Żyję. Już nigdzie mi się nie spieszy. I czekam na Nepal, w trzyletnią podróż do którego wybiorę się za rok-dwa lata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s