I minął kolejny tydzień, nie wiem nawet kiedy.
Za nami 22 dni (ewidentnie mam jakiś błąd w liczeniu zdjęć w albumach, powiedzmy więc, że liczę noclegi), 1600 km, trzy kolejne nowe miejsca do spania, jedna rozmowa z policją, jedna zagadka kryminalna z bujną wyobraźnią, seria autoportretów, linka z praniem rozwieszona między brzozami, pierwszy list do Patronów i dużo luzu. I spokoju, i ciszy, i wolności.

Wczoraj myślałam o tym nowym życiu, o Kostku, o zdjęciach, które robię, o tekstach, które piszę, a przede wszystkim – o emocjach i uczuciach, które we mnie nieustannie buzują. O ile oczywiście buzować może spełnienie i radość. Myślałam o pytaniu, które padło niedawno „a kiedy skończysz podróż?”. Hm, ale to nie jest podróż. „A kiedy wrócisz?”. Hm, ja nigdzie nie wyjechałam. Już jakiś czas temu pisałam – zresztą na Instagramie i Facebooku przewija się to dość często – że podróże przestały być dla mnie tak ważne.
Zrozumiałam, że nie chodzi mi o to, by gonić i pędzić, odkrywając nowe zakątki – choć oczywiście, kocham to nad życie. Gdy ostatnio przeczytałam w artykule o sobie „szuka swojego miejsca” miałam ogromną ochotę napisać: ale ja już je znalazłam. Ja mam swoje miejsce, mam swój dom. Ja przede wszystkim wiem, o co mi w życiu chodzi i po co to wszystko robię.
I złapałam się na tym, że w głowie układam sloganowe hasło o ostatnim czasie. Brzmiałoby ono „kamper nie jest sposobem na podroż, nie jest sposobem na życie, on jest sposobem na wolność”. Bo właśnie ją mi on daje. Gdy mogę zaparkować gdzie chcę (a raczej, gdzie będzie to sensowne), gdy pranie robię w misce, łudząc się, że ciuszki są później czyste i rozwieszam je na linkach między brzozami. Tego wieczoru, gdy tak zrobiłam, poczułam się, jakbym była jedną z bohaterek starych zdjęć, na których pyszniły się przyczepy kempingowe albo wielkie namioty, ludzie głośno się śmiali, a wokoło biegały psy i dzieci – wśród bielizny suszonej na sznurkach między drzewami. 

Co prawda, ludzi ze mną nie ma, są tylko psice i raz za czas jakiś malkontent, ale to nic. Dobrze mi z tym, gdzie jestem i jak jestem, z tym, co robię i jak żyję. Z każdym jednym dniem uświadamiam sobie, że to jest dokładnie to, o co zawsze mi chodziło. I nawet gdy zdaję sobie sprawę, że co parę dni będę miała rozmowę z policją – zważywszy na obecną sytuację, tego chyba nie da się uniknąć, to nic. To mały drobiazg, uporczywy co prawda jak komar letnią nocą w namiocie, ale wciąż spokojnie do wytrzymania. 

Bo czymże jest komar, gdy w letniej sukience mogę wyjść rano boso na trawę, rozłożyć koc i zjeść leniwe śniadanie? Albo stanąć obok strumienia, a później pisać do Was ciepłe słowa w rytmie szemrania wody. 

Chyba dojrzałam, chyba coś zrozumiałam. Chyba odebrałam wiadomość, która do mnie szła. A ta mówiła „żyj”. Żyj powolutku, nigdzie się nie spiesząc, idź swoją drogą, kochaj ją, siebie kochaj, zachwycaj się każdą malutką rzeczą w życiu, bo to o nie właśnie chodzi. Nie o te wielkie oszałamiające momenty. Nie, o te drobne, malutkie, a tak istotne.

I gdy w sercu i w głowie mam spokój, z którego jestem tak ogromnie dumna, to spotkania takie jak te, które opiszę poniżej, naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Powiedziałabym nawet, że traktuję je jako swojego rodzaju rozluźnienie, obserwację społeczną. 

Wieczór, chwila po 22. Koło Kostka, na drodze, którą wcześniej nic nie jeździło, staje auto, stoi i stoi, a po chwili słyszę, że ktoś podaje przez telefon numery rejestracyjne kampera. Wychodzę.
– Dobra, nikogo nie przysyłajcie. 
– Mogę jakoś pomóc?
– Co Pani tu robi?
– Zaparkowałam na noc, z tego, co wiem, nie jest to teren prywatny.
– Jest Pani sama?
– Tak. 
– A nie boi się tak Pani sama, w obcym miejscu, na uboczu?
– Nie, a coś pan sugeruje?
– Nie, z mojej strony nic. Ale proszę uważać, pięćset metrów stąd jest cpn, gdzie by Pan mogła zaparkować (nie było, sprawdziłam) spokojnie na noc.
– Zostanę tutaj, mogę? 
– Jak dla mnie to nie ma problemu, ale proszę psów luzem nie puszczać, bo są odstrzały na dziki i myśliwy może się pomylić. 

Minął jeden dzień, zostałam na drugą noc, nie spotkałam ani człowieka, do najbliższych zabudowań kilometr. 
Kolejnego poranka taka rozmowa, ten sam gość. 

– Miała tu Pani zostać na jedną noc. 
– Tak, ale zostałam dłużej, nikogo nie niepokojąc. A z kim rozmawiam, tak w zasadzie? Wiem, że obok przy wykopaliskach są tabliczki „teren prywatny”, ale ta ścieżka to droga publiczna. 
– Tutaj są kopalnie bursztynu, jestem właścicielem terenu. Pani sobie nie zdaje sprawy z niebezpieczeństwa, parkując tak w krzakach, sama. Pani myśli, że te dwa kundelki to pani życie uratują?
– Nie. I nie wydaje mi się, że coś złego mogłoby się tutaj stać, jest pan pierwszą osobą od paru dni, którą spotkałam.
– Na interwencjach często w czymś takim (wskazuje na Kostka) widzieliśmy różne sceny. Niekiedy znajdowaliśmy ciało. A tam jest stacja, mogłaby pani tam zaparkować.
– Ok, rozumiem. W takim razie czy mogę tu zostać na jeszcze jedną noc? 
– Jak dla mnie to może tu pani zostać i na pięć, ale teraz lochy się proszą i taka locha może przyjść za pani psami do auta i coś im zrobić, ona się nie będzie pytać. Proszę nie spuszczać psów, bo jak będą biegały, to je sam odstrzelę, poproszę komendanta o zgodę. 

I pojechał. Myślę sobie: „wczoraj straszył myśliwymi, których w ciągu nocy i dnia nie słyszałam, kazał związać psy; dziś każe związać psy, by im lochy nie zrobiły krzywdy, bo ja nie to sam mi je zastrzeli”. Hm. 

Nie minęło pół godziny, podjeżdża samochód policyjny. 
– Dzień dobry, mieszańcy się niepokoją, dostaliśmy wezwanie (widziałam jednego człowieka, nie było widać mnie z szosy), jest pani na prywatnym terenie.
– O ile zdążyłam się zorientować, to teren publiczny, prywatne są tamte ogrodzone wykopaliska.
Policjant kontynuuje, nie zważając na mnie – to jest droga publiczna, nie można stać w ciągu komunikacyjnym (bzdura tam, stałam w zatoczce).
– Wie pan, rozmawiałam z właścicielem terenu (który jest publiczny, o bogowie) i wyraził zgodę na mój pobyt. 
– Tak, z sołtysem. Wie pani, ale to co komuś się podoba, innym nie musi (jakim innym, jak tu nikogo poza tamtym gościem nie było?). Nie będziemy przecież rozmawiać o kwestiach prawnych i dochodzić, czyj jest to teren, prawda? A pani nie jest na kwarantannie? 
– Nie. Dobrze, to ja pojadę gdzie indziej. Pójdę z psami na spacer i zniknę. 
– Wie pani, żeby nikogo niepokoić, ja wiem, że to jest uciążliwe, ale może na ten obecny czas wynajęłaby pani jakieś miejsce.
– Jakie? Wszystkie kempingi są zamknięte i parkingi leśne też.
– No tak. Ale niech pani parkuje tak, żeby nikogo nie niepokoić. 

Spisał mnie, pośmiał się, życzył smacznego, bo przerwali mi w śniadaniu i pojechali. 

To się pytam, grzecznie, jak to jest – w jednej sekundzie stałam w ciągu komunikacyjnym na publicznej drodze, ale już chwilę później na terenie prywatnym? Którego to właściciel (będący sołtysem, policjantem, myśliwym i właścicielem kopalni bursztynu (w ogóle, na Lubelszczyźnie, co?) w jednym) wyraził zgodę na to, bym w tymże miejscu spędziła noc, po czym zgłosił mnie na policję. No brawo no. Ciekawa jestem, co tak naprawdę ukrywał…(motyw z seriali kryminalnych tumdum)…

Już nie wspomnę o tej dzikiej akcji z dzikami i o policjancie, który w czasie kontroli dowcipkował sobie ze mną żywo. 

I wiecie co? W sumie to jestem im wdzięczna. Trzydzieści kilometrów dalej znalazłam cud miejsce nad strumieniem, koło jeziora, przy tajnej kryjówce bobrów (ale mi się dowcip wyostrzył), nie spaliłam patelni w czasie robienia obiadu i w zasadzie to jest mi pięknie. Nie ma tego złego…

Zacznę spisywać te rozmowy i absurdy, które mi się tu przewijają, a później nagram film. Serio. Gdybyście wy wiedzieli, jaką miałam akcję przeszło rok temu, to zgodzilibyście się ze mną, że film o moich przygodach byłby co najmniej godny Oscara przygody. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s