No i bach. Zderzyliśmy się ze ścianą. Znikąd, błyskawicznie przyszedł wirus i zburzył zawiłości świata. Okazuje się, że wszystko, co było tak ważne, tak niezbędne do zrobienia, nagle może poczekać. Cele, plany, założenia, osiągnięcia odkładane są w czasie. Czasie mocno niewiadomym. Bo i kto wie, co będzie za miesiąc, dwa, za pół roku?
Siedzę w oknie, gapię się na drzewa w pierwszym delikatnym rozkwicie i myślę sobie „wow”. Jeszcze nigdy nie doświadczyłam tak dynamicznego rozwoju wydarzeń i…takiej solidarności ludzkiej. W głowie kłębi się masa myśli, a ja zamiast załamywać ręce, szukam pozytywów.

Siedź w domu, zjednocz się

Większość z nas – myślących racjonalnie i perspektywicznie – siedzi w domach na tyłku. Ci, którzy mogą nie wychodzić z domowych pieleszy, naprawdę powinni się cieszyć. Jest wielu, którzy chcieliby nie musieć iść do pracy i narażać swojego zdrowia: lekarze, pielęgniarki, pracownicy stacji benzynowych, sklepów spożywczych, aptek…
Dla mnie zmieniło się niewiele, ja i tak zazwyczaj pracuję z domu, ale widzę, jak obecna sytuacja oddziałuje na ludzi wokoło. Rozczula mnie, jak wielu z nas poczuwa się do odpowiedzialności za innych. Ile akcji pt. „zrób to i to w domu”, „10 sposobów na…w czasie kwarantanny”, ale też tych „chętnie zrobię zakupy, wyjdę z psem, kupię leki”, „pogadam, by odgonić lęki i smutki”. Jestem pod wrażeniem. 

Jako osoba, która prowadzi swoją firmę i coraz częściej dostaje info o odwołanych zleceniach, cieszy mnie wspólne wspieranie się lokalnych przedsiębiorców i rękodzielników, fotografów czy tatuażystów. Chyba w tym momencie wolę nawet nie myśleć o kryzysie ekonomicznym, jaki na nas czeka…

Wirus zamknął nas w domach, odgradzając od innych, a jednocześnie zbliżył nas do siebie jak mało co kiedykolwiek. Tak podobno jest, że ludzie jednoczą się w obliczu wspólnego wroga. Zdumiewa mnie, jak szybko potrafiliśmy się zebrać i zastosować do zaleceń. Jak niewiele nam trzeba było, byśmy zrozumieli, co jest najważniejsze i najlepsze dla ogółu. 

Zamiast na zewnątrz, spójrz w głąb

Ten czas to czas spokoju, zwolnienia, wzięcia głębokiego oddechu. Siedzisz w kuchni, zaliczasz spacer od kuchni do salonu i z powrotem, ewentualnie do auta i w las. I nagle hmm…przecież tak dawno już nie było czasu na to, by spokojnie usiąść do książki i skończyć te wszystkie ponapoczynane rozdziały. Że kurczę, w sumie to super jest jeść śniadanie, obiad i kolację u siebie. Przecież nigdy nie było kiedy… Tak pędzimy, gonimy, latamy wszędzie, a tutaj proszę – wreszcie jest chwila, by zrobić to wszystko. Na spojrzenie w głąb siebie, na zapytanie „co jest dla mnie naprawdę ważne”.
Dla mnie cały ten rok – a minęły dopiero niecałe trzy miesiące – jest jedną wielką nauką, stopem, zderzeniem ze ścianą.
Ten rok miał być przełomowy, z podróżami, ludźmi, nowościami. No i eksploruję…swoje wnętrze. Poodwoływane podróże do Czech, Grecji, Wietnamu, na Litwę. Ciągłe oczekiwanie na Kostka, którego wizyta u mechanika bardzo się przedłuża. Miałam żyć i spełniać marzenia, a dochodzę do wniosku, że…

Że po coś to wszystko jest. Znowu. Nie chcę bagatelizować, bo to, co się dzieje, jest tragiczne. Ale ma wiele plusów – które można dostrzec, patrząc szerzej. 

Weź oddech, działaj, póki jest czas

Zamknęliśmy fabryki, odwołaliśmy loty, transport pół-zamarł, komunikacja miejska zamarła, lwia część ludzi na całym świecie pracuje z domu. Wiecie, że na początku tego roku w Chinach odnotowano najmniejsze od lat zanieczyszczenie powietrza?
Myślę sobie – bo ja jestem z tych, którzy w katastrofę klimatyczną wierzą bardzo mocno – że być może dostaliśmy szansę od losu na odroczenie na parę-paręnaście lat kolejnej tragedii, która nas czeka. Być może, jeśli okaże się, że mamy jeszcze trzydzieści lat, a nie przewidywane dwadzieścia, to się ogarniemy i szybciej coś do nas dotrze – zawalczymy o to, by jednak żyć i nie spłonąć żywcem za życia na planecie, która powiedziała „pas”. Jesteśmy świadkami tego, jak odracza się nam śmiertelny wyrok – nomen omen. Wykorzystajmy to, nagle mamy trochę więcej czasu na działanie, by zapobiec temu, co nas czeka.

No i na tak…Na całym świecie ludzie odwołują podróże, przekładane są koncerty, konwenty, śluby, targi, imprezy. To jednak nic – bo dzieje się o wiele więcej. 

Ułóż puzzle

Niedawno ułożyłam w całość puzzle. Po swojemu, mocno z serca i ducha.
Jakiś czas temu spotkałam się ze znajomą. Jej przyjaciółka dużo podróżuje po świecie, zgłębia swoją duchowość, ma kontakt z wieloma osobami, które „widzą więcej”. Ona powiedziała, że rok, który mamy, jest rokiem przełomowym, rokiem trudnych wyborów i odpowiedzenia sobie na pytanie, co jest dla nas naprawdę ważne. Zrozumienia, czym chcemy się kierować, bo to wyznaczy nam rytm na kolejne lata.
Wcześniej czytałam artykuł, gdzie było napisane, że przed nami kolejna era, nowa era, będąca powrotem do źródeł, do korzeni. Powrotem do bycia człowiekiem. Wchodzimy w  czwarty wymiar, zapewniający podniesienie świadomości, wyższą wiedzę i wyższą częstość.
Parę dni temu z kolei widziałam świetny post na Facebooku dziewczyny mówiący o tym, że obecna sytuacja pokaże nam wyraźnie, że cały ten nasz kapitalizm, konsumpcjonizm, ludzki pęd, skupienie na sobie, a nie na innych tak naprawdę są nic nie warte. Bo nie one dadzą nam prawdziwe szczęście i spełnienie, spokój ducha i ciepło na sercu.
A na koniec przeczytałam bardzo ważne słowa – tym razem z zakresu astrologii. Jesteśmy w momencie przejścia z Ery Ryb do Ery Wodnika, takie momenty mają miejsce co ok 150 lat. Oznacza to zmianę świadomości, zarówno pojedynczych jednostek, jak i całych społeczności.
No iśmy się zderzyli. Ze sobą, ze ścianą, z murem, z przeszkodami, z rzeczywistością. Dopadła nas tragedia, naprawdę duża rzecz. Ludźmi chyba czasem naprawdę mocno trzeba wstrząsnąć, by coś do nich dotarło. 

Wodnik mówi o jedności, o budowaniu przyjaźni, więzów. A Uran, władca Wodnika, jest teraz w znaku Byka. Mówi o dążeniu do ewolucji, rewolucji, wolności, potrząsa świadomością i daje niespodzianki. Byk z kolei jest o ciele, zmysłach, zasobach i wartościach – ale też o Ziemi, o naszym domu. 

Jeśli to zestawienie Was nie przekonuje, to nie wiem, co zdoła…

Zobacz, co jest naprawdę ważne

Patrzę za to okno, widzę te drzewa, a jednocześnie widzę o wiele więcej. Widzę wyraźnie, jak tam wysoko u góry pewne elementy układanki wskakują na miejsce. Widzę, ile dobrego, w ostatecznym rozrachunku, możemy wynieść z tego wszystkiego (przy zachowaniu absolutnie wszystkich środków bezpieczeństwa i prewencji, i ograniczeniu liczby chorych, i zminimalizowaniu ofiar śmiertelnych).
Widzę też, że na giełdzie będzie krach, że będzie kryzys, że jeszcze długo będziemy się z tego zbierać. Pojawia się tylko pytanie, czy to ma w zasadzie jakieś znaczenie? Czy to są rzeczy naprawdę najważniejsze? Czy te podróże, samoloty, fabryki, wyjścia na miasto, pęd, kasa – są ważne? Czy będą ważne, jeśli wszyscy zachorujemy albo później pochłonie nas katastrofa klimatyczna? Chyba nie. Chyba jednak nie o to w życiu chodzi, tak na serio. 

I jestem spokojna. Spokojna, bo i tak wiem, że nie mam wpływu na rozwój wydarzeń. Nic z tym nie zrobię (poza oczywistościami) – więc po co mam sie przejmować? Będę się martwić, gdy przyjdzie czas podejmowania decyzji.  Spokojna, bo staram się widzieć pozytywy. Spokojna, bo liczę na to, że jeszcze będzie dobrze. Lepiej, niż moglibyśmy przypuszczać. Spokojna, bo…co innego nam pozostało? 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s