Dziwnie jest pisać o czymś, co zdaje się być oczywiste. O rzeczach codziennych, które – jak się okazuje – nie są powszechną codziennością. O czymś, co trwałe, żywotne i niezmienne, a jednak niezwyczajne.

Na co dzień żyję mocno odcięta. Staram się nie być ignorantką, ale swoją wiedzę o sprawach bieżących najczęściej czerpię z cudzych ust. Usta – jak to usta – bywają zdradliwe, czasem muszę więc poszerzyć pole poznania. Wówczas pytam, dowiaduję się, sięgam do rozmaitych źródeł, staram się przy tym być bezstronna (no, nie zawsze, bowiem gdy coś mocno czuję, to będę do upadłego bronić swojego zdania jak lwica, albo machnę ręką i dam sobie spokój, gdy wiem, że ktoś nie dopuści do siebie innej niż jego racji).
Wspomniane usta należą najczęściej do ludzi z bańki, w której żyję, do ludzi o podobnych poglądach i wrażliwości.

Nie jestem częstym gościem w zewnętrznym świecie, dobrze mi w moim, bezpiecznie, choć często na krawędzi, ale zawsze z podniesioną głową i pewnością siebie. W ogóle nie oglądam telewizji – nigdy zresztą nie miałam telewizora w domu, gdy ktoś podaje mi pilota do ręki, uciekam, bo nie wiem, jak się to obsługuje. Nie czytam gazet, nie słucham radia. Staram się być na bieżąco z sytuacją polityczną (chrońcie bogowie, wolałabym żyć w błogiej nieświadomości) czy z prawem. Ale wielkie skandale, wypadki, katastrofy nie leżą w spektrum moich zainteresowań – po co?

To nieznany mi świat – świat mediów, sensacji, żalu, bólu i błota. Nie znam też świata mody, nie chodzę do sklepów; ani świata internetu (robię co mam do zrobienia zawodowo i okołozawodowo i uciekam stąd). Nie znam „realiów”, tego, co wokoło, tego, co się wydarza, co warto wiedzieć, znać, kumać. Nie kumam. Dobrze mi z tym.

Znam inne codzienności. Inne wartości. To, co – według mnie – dużo ważniejsze. Znam świat o wiele cenniejszy – świat autentyczności, szukania, rozmów, dociekania.

Świat bez szufladek, bez metek, regułek. Gdzie mówię „nie jem mięsa”, ale nie nazywam siebie wegetarianką, bo wytkniętoby mi noszenie skórzanych butów. Gdzie głośno krzyczę o prawach kobiet, o byciu sobą, walce o swoje, dbaniu o siebie, ale nie określam siebie mianem feministki – bo słownikowych definicji jest wiele, a nie ze wszystkimi się utożsamiam. Gdzie kieruję się w życiu buddyjskimi zasadami, zgłębiam swoją duchowość, ale nie powiem o sobie buddystka, bo nie przemawiają do mnie niektóre z aspektów.

Świat, w którym zadaję pytania o to, co istotne. Gdy mówisz mi o przeprowadzce, chcę wiedzieć, czy dobrze się tam czujesz, a nie czy masz blisko do pracy. Gdy rozmawiamy o Twojej nowej miłości, pytam, czy traktujecie się z szacunkiem, a nie o to, jak wygląda. Gdy płaczesz, nie chcę rozwiązywać Twoich problemów, tylko ściągnąć z Ciebie ciężar, tulę więc mocno do serca i delikatnie głaszczę po głowie. Nie obchodzi mnie, ile zarabiasz, ale czy lubisz swoją pracę. Nie chcę rozmawiać o pogodzie, wolę zapytać Cię o Twoje marzenia.
To są rzeczy ważne, o to chodzi. 

Ostatnio udzieliłam wywiadu dla Wirtualnej Polski. Pod tekstem rozbrzmiał grad nieprzychylnych słów – z samego dna hejtu. Że niczego nie osiągnę bez studiów. Że za dwadzieścia lat obudzę się z ręką w nocniku, bez nikogo i niczego, jeśli wybieram drogę, a nie rodzinę. Że się nie szanuję. Że oszpeciłam swoje ciało i mam pusto w głowie. Że żeruję na innych i nawet własne psy odsuwają się ode mnie na zdjęciu (o, to akurat było całkiem dobre).
Myślę sobie…po co? Po co tracić czas, bezmyślnie krytykować, wysnuwać nieznajdujące odzwierciedlenia w rzeczywistości wnioski? W moim przypadku trafiło na niepodatny grunt, bo wiem, że ci ludzie mówią o swoim wyobrażeniu mnie, a nie o mnie. Ale jeśli trafi na kogoś, kto jest podatny, kto nie umie się od tego odciąć? Przecież przez takie słowa można się załamać i zwątpić w każdą dotychczas podjętą decyzję. 

W świecie, którym żyję, albo mówi się coś z sensem, coś, co może wzbogacić życie, albo się nie otwiera paszczy. 

To świat pełen ciekawości względem innych – ich historii, przeżyć, przemyśleń. Rozmów do białego rana. O tym, co kochasz, o tym, dlaczego nie kocham, o tym, czemu boimy się kochać. Załapania za rękę, gdy smutno i rozśmieszenia do łez. Zaufania od pierwszego wejrzenia, mimo że to niemądre i nawet wówczas warto trzymać się na dystans. Braku oczekiwań wobec innych, ale za to z pewnymi wymaganiami. Mówienia wprost i od razu, co złości, boli, wkurza, smuci, bo lepiej jest poprawić dwa pierwsze bloki pod fundamentem, niż rozbrajać cały dom. Później trudno jest dopasować cegły na miejsce. 

Ale to też świat tęsknoty i ogarniającej bezsilności, bo trudno jest małą garstką ludzi wojować z wielkim systemem, który się pogubił. To świat mówienia „jest mi źle, przytul, pomóż, daj brzuch, bym mogla wtulić w niego głowę”. To niecierpliwe oczekiwanie, aż kiedyś niespodziewanie otworzą się drzwi, a w nich stanie najdroższa osoba – bo przecież tak się to sobie wymarzyło. To świat ciągłych wyborów, na szczęście tylko tych w wolności. Między sercem, a ciałem, między relacjami, a drogą. Między „zostań”, a „nie zatrzymam Cię”. 

To świat, w którym człowiek człowiekowi człowiekiem, gdzie muzyka rozbrzmiewa w sercu, a najpiękniejszy komplement to ten o duszy. Gdzie ciało może być po prostu takie, jakim jest, a za nagością nie kryje się dwuznaczność. Gdzie jest się ze sobą za pan brat i z nikim nie chce się wojować, bo i po co? Można przecież odpuścić. Gdzie nie znaczy nie, tak to tak, a „lubię słońce” to prosty przekaz „lubię słońce”, bez żadnego drugiego trzeciego i piątego dna.

To świat szukający magii w każdym geście. Wypatrujący obrazu stworzonego promieniami słońca na beżowej firance o zachodzie. Małych chochlików, które wypijają kawę, przestawiają rzeczy w lodówce i chowają skarpetki do pary. Skrzatów skaczących po kałużach, gdy tylko nikt nie patrzy, kamieni leczących duszę i ciało, zapachu docierających przez nos do serca i pięknych mantr, które powtarzane sto razy, stają się prawdą.

Taki to świat, gdzie liczy się relacja, bliskość, dotyk, obecność, szczerość, nieocenianie, zaufanie, chęci, wolność. Tego świata mi trzeba, im bardziej w nim żyję, tym głębiej chcę wejść. Spróbuj tak, warto.

Z.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s