Wyobraź sobie, że jesteś malutkim dzieckiem. Ledwo co nauczyłeś się chodzić. Rozkoszujesz się promieniami słońca na Twojej skórze. Tulisz się do mamy, gdy czegoś się boisz i przybiegasz do niej, by Cię ochroniła. Jesteś pełen ufności i ciekawości, tworzysz bliskie więzy z tymi, którzy Cię otaczają. Któregoś pięknego poranka do Twojego domu przyjeżdżają obcy ludzie. Łapią Cię swoimi wielkimi rękoma, wrzucają bezceremonialnie na pakę ciężarówki i wywożą daleko, daleko od domu i od Mamy, daleko od przyjaciół. Przez kolejnych parę tygodni płaczesz całym dniami i serce umiera Ci z tęsknoty, jesteś zamknięty w malutkim pomieszczeniu bez okien. Ktoś karmi Cię kartonowym jedzeniem, nie okazując przy tym odrobiny czułości, w zamian dając złośliwość i ból. Boisz się, tęsknisz, nie masz gdzie się załatwić, ani jak ułożyć się wygodnie do snu.
A później znowu ktoś bezceremonialnie wyciąga Cię wielkimi łapskami, bije po głowie, bije po całym ciele, popycha Cię do miejsca, które przepełnione jest strachem. Zza ściany słyszysz odgłosy paniki, bez-nadziejnej walki i wielkiej krzywdy, nie rozumiesz, co się dzieje, ale nie chcesz przejść przez drzwi. Za żadne skarby świata. Walczysz do momentu, gdy ktoś na siłę wpycha Cię przez nie, po chwili dotyka Twojej głowy dziwną pałką, a później czujesz ogromny ból. Gdy podrzynają Ci gardło, często wciąż boli, a Ty wciąż jesteś jednym wielkim strachem. A Ty tak bardzo przecież chciałbyś żyć.
Właśnie wyobraziłeś sobie jak czuje się ciele zabrane matce, które po paru tygodniach zabijane jest na tzw. cielęcinę. 

Wyobraź sobie, że rodzisz się jako jedno z rodzeństwa. Chciałbyś iść z mamą na spacer, ale ona leży unieruchomiona i nie może się ruszyć. Mama przez kolejnych parę tygodni nie będzie wstawać, umieszczona w ciasnej klatce. Umiejscowiona tak, byś mógł ssać jej pierś. Na jej ciele pojawią się odleżyny, krwawiące rany zakażone przez odchody, w których leży. Jej mięśnie zwiotczeją z braku ruchu i często już nigdy nie będzie w stanie chodzić. No chyba że przyjdzie ktoś, kto uderzy ją mocno pałką po głowie i zmusi do tego, by wstała – obojętnie kiedy: gdy Cię karmi, czy gdy śpi. Raz dziennie musi wstać. Pozostałe dziesiątki godzin leży bez ruchu. Czasami uda jej się lekko poruszyć w jedną czy drugą stronę, niekiedy wtedy zgniata jedną z Twoich sióstr i braci, zabijając ich. Gdy rodzeństwo umrze, będziesz po nim chodzić, najpierw zaczniesz je wąchać, a później, gdy w brzuchu zacznie burczeć – zjesz je.
Po jakimś czasie zabiorą Cię od mamy i umieszczą w ciasnych boksach, razem z tysiącami innych pobratymców. Mama w tym czasie będzie po raz kolejny brutalnie zgwałcona, bita i poniżana, a za parę miesięcy urodzi Twoich młodszych braci – nie poznasz ich, nie będziesz już żyć. Ty po krótkim czasie, w którym zamiast wąchać kwiaty, ćwiczyć swój umysł i rozwijać swoją naturalną ciekawość, będziesz ściśnięty między innych, którzy na Twoich oczach zaczną umierać, a pozostali będą ich jeść.
Ty także trafisz do pomieszczenia, gdzie poczujesz ogromny strach, panikę i ból. Zamkną Cię w ciasnej tubie razem z trzema innymi i spuszczą w dół do miejsca, gdzie nagle coś zacznie wypalać Ci oczy, przełyk i nos. Zaczniesz się dusić, po paru-parunastu minutach teoretycznie stracisz przytomność. Ktoś poderżnie Ci gardło – być może wciąż będziesz czuć, zawiesi Cię na haku, a później zanurzy we wrzącej wodzie. Być może dopiero wówczas umrzesz – z poparzonym całym ciałem – utopisz się.
Właśnie wyobraziłeś sobie życie prosięcia i lochy, które trafiają na stoły jako tzw. wieprzowina. 

Wyobraź sobie, że żyjesz w miejscu, które słynie z upałów. Albo z biedy. Z suszy. Z brudu, nędzy i chorób. Jesteś matką, która patrzy jak umierają jej dzieci, jedno po drugim. Rodzisz ich kilkanaścioro, bo wiesz, że i tak większość pożegna się ze światem, zanim skończy dziesięć lat. Umierają ze spuchniętymi brzuchami, chudziutkimi nogami i rękami. Nawet gdy pójdziesz kilkanaście kilometrów po wodę, one umrą – bo woda będzie zatruta, brudna, a ich organizm zbyt słaby, by walczyć. 
Właśnie wyobraziłeś sobie, że jesteś matką dzieci narażonych na chroniczny głód i odwodnienie. Jedną z ponad 1,5 miliarda ludzi na planecie, którzy umierają, bo nie mają dostępu do jedzenia i picia. Wiesz, że na pastwiskach, gdzie wypasa się bydło, można by posiać pożywienie dla 8,5 miliarda ludzi? A czy wiesz, że do wyprodukowania 1 kg wołowiny trzeba 15 tys litrów wody?

Wyobraź sobie, że mniej więcej raz w roku ktoś, bijąc i kopiąc, zagania Cię do ciasnego boksu. Tam bez znieczulenia i bezceremonialnie wkłada Ci całą rękę do odbytu i zapładnia Cię nasieniem wcześniej pobranym od kogoś, kogo nie znasz. Następni zamyka Cię w kolejnym boksie, gdzie ledwo co możesz się ruszyć, a często w zasadzie nie możesz. Po paru miesiącach rodzisz dziecko. Jak każda matka, kochasz swoje potomstwo i chcesz dla niego jak najlepiej, więc gdy bezprawnie obcy ludzie zabierają od Ciebie malucha w chwilę po narodzeniu, zawodzisz dniami i nocami, próbujesz jeszcze biec za ciężarówką, do której go wrzucili, ale bez skutku.
W kolejny roku dwa-trzy razy dziennie ktoś podpina do Twoich piersi twarde i zimne klamry, rzadko kiedy dezynfekowane, więc często Twoje piersi ropieją i krwawią. Te urządzenia odsysają mleko, które organizm produkował dla Twojego dziecka, a którego Ty nigdy nie ujrzałaś.
Gdy po paru latach, paru gwałtach, wielu biciach i kopnięciach i po paru odebranych dzieciach, Twoje ciało zaczyna przedwcześnie się starzeć, odsyła się Ciebie do budynku pełnego krwi, przerażenia i beznadziei. W powietrzu czujesz zapach strachu i śmierci. Próbujesz uciec, ale nie masz jak, zamknięta w ciasnym korytarzu, gdzie nie możesz się odwrócić. Przykładają Ci do głowy paralizator, ale on zbyt często bywa za słaby na Twoją masę, przez co – nieskuteczny. Gdy podrzynają Ci gardło, jesteś przytomna. W męczarniach wykrwawiasz się na śmierć. 
Właśnie wyobraziłeś sobie, jak żyje i umiera krowa mleczna, zwierzę spokojne i z wielkim instynktem stadnym. Bykom z kolei, tym przeznaczonym na tzw. wołowinę, bez znieczulenia obcina się jądra, albo związuje się mosznę u nasady i pozwala jej zgnić i odpaść, by nie doszło od niczego niepożądanego. Wypala się im także znaki na skórze, nacina uszy lub kolczykuje, a także – piłuje rogi. Bez znieczulenia, ze stresem i pogardą. 

Wyobraź sobie, że rodzisz się chłopcem albo rodzisz się schorowany. Nie jesteś pożądany, w dniu, w którym więc przychodzisz na świat, wrzuca się Ciebie do wielkiej maszyny, która żywcem mieli Twoje ciało. Jeśli jednak jesteś dziewczynką, czeka Cię intensywne życie. Gdy już staniesz się kobietą, zostaniesz zamknięta w klatce z paroma innymi. Będziesz miała tyle miejsca, by stać. Nie obrócisz się, nie położysz, nie usiądziesz. Nie zobaczysz też światła słonecznego, często całe swoje życie spędzisz po kostki w swoich odchodach, które przylgną do Twojego ciała i wywołają wiele chorób, w tym na przykład ślepotę. Budynek dalej będą Twoje pobratymki, one jednak trzymane będą w pojedynczych klatkach. Będą miały tyle miejsca, co Ty, one jednak nie zjedzą się, gdy jedna zacznie słabnąć i umrze.
Gdy po paru miesiącach przestaniesz być przydatna, w nocy przyjadą ludzie i zaczną chwytać Cię za nogi, łamiąc przy tym wszystkie kości, i wrzucą do wielkich pudeł. Po długich godzinach spędzonych w ciężarówce, w pełnym słońcu, bez jedzenia i picia, dojedziecie na miejsce. Znowu ktoś złapie Cię za nogi, często uderzy Tobą o ścianę i podwiesi Cię na hakach. Haki zaczną się poruszać, najpierw zostaniesz ogłuszona – chyba, że podniesiesz głowę i ominie Cię ta przyjemność, a później obrotowe ostrze odetnie Ci głowę. Na żywca. 
Właśnie wyobraziłeś sobie, jak żyje kura nioska, która składa ok 330 jaj rocznie, zamiast ok 10-krotnie mniej, jak w naturze. Gdybyś był brojlerem, w siedem tygodni urósłbyś 3 kg, mimo że naturalnie Twoja waga osiągnęłaby 2 kg w trzy miesiące. Przez ten nagły wzrost, Twoje nogi nie wytrzymałyby Twojej wagi i nie mógłbyś normalnie chodzić. Miałbyś problemy z układem kostnym, sercem i metabolizmem. 

Nie będę kazała Ci wyobrażać sobie, że żyjesz w zamkniętej przestrzeni 30-40 metrów kwadratowych, podczas gdy na wolności pokonujesz rocznie dystans 3000 kilometrów. Byłbyś wtedy jak niedźwiedzie polarne w zoo albo w oceanariach. 

Albo że żyjesz w przestrzeni tak ciasnej, że stale Twoje ciało styka się z innymi ciałami, a Ty najczęściej jesteś głuchy, bo przez szybki wzrost, Twój organizm nie zdołał wykształcić naturalnych  zachowań. Wtedy stałbyś się łososiem albo innymi rybami hodowanymi na fermach. Wiesz, że przez dziki połów i złą politykę i nadmierną konsumpcję i wyzysk środowiska, szacuje się, że do 2050 roku w ocenach nie będzie już ryb?

Nie każę też wyobrażać sobie, że trzy razy w roku ktoś zabrałby Cię do wielkiej hali, gdzie bezpardonowo wyrywałby Ci wszystkie włosy, raniąc przy tym boleśnie i uszkadzając Twoje ciało. Tak byłbyś owcą hodowaną na wełnę. 

Nie powiem: „wyobraź sobie, że ktoś głodzi Cię cały dzień, a później każe chodzić na jednym łokciu w tył, albo stąpać na paluszkach po linie grubości nitki”. Wtedy byłbyś foką w oceanarium albo niedźwiedziem lub innym dzikim zwierzęciem wykorzystywanym w cyrku. 

I wreszcie nie powiem: wyobraź sobie, że ktoś wszedłby do Twojego domu, zamordował Twoją matkę, ojca, braci i siostry, przyjaciół, zniszczył całe środowisko, w którym żyjesz, robiąc to w akompaniamencie dzikich krzyków i kpin. Spaliłby Twój dom i wszystko, co znałeś. Zrujnowałby cały świat, w którym żyjesz, a na końcu zjadłby Twoje ciało przepełnione strachem i stresem. Wtedy wyobraziłbyś sobie, co czują dzikie zwierzęta, na które się poluje i co dzieje się, gdy dochodzi do deforestacji albo wypalania łąk i lasów. 

I nie powiem Ci, byś wyobraził sobie, że obdziera się Ciebie żywcem ze skóry, polewa wrzątkiem, zmusza do morderczych wędrówek, rani i wciera chilli w oczy. Stałbyś się wówczas norką, lisem lub królikiem hodowanymi na futro, albo krowami, które prowadzi się do garbarni.
I nie wyobrażaj sobie, że spędzasz całe życie w klatce w sterylnym laboratorium, gdzie co dnia ktoś wstrzykuje Ci pod skórę chemikalia, a do oczu wkrapla truciznę. Że pali się Twoja skóra, ropieje, gnije, boli jak piekło. To życie zwierząt laboratoryjnych – myszy, szczurów, kotów, psów, małp. Czy wiesz, że gro leków i specyfików, które zadziałały na zwierzętach, zaszkodziły ludziom? Te istoty zginęły więc i tak na marne.

I nie powiem Ci, byś wyobrażał sobie, że jesteś ściśnięty z tysiącami innych, dusisz się, a później ktoś Cię stamtąd wyciąga, wkłada do jeszcze mniejszej przestrzeni, gdzie nie masz jak pobierać powietrza i trwasz tak w męczarniach przez parę godzin, później żyjesz w malutkim miejscu, ledwo możesz się ruszać, a następnie ktoś odrywa Ci głowę i smaży. Tak stałbyś się karpiem na świątecznym stole.

To są rzeczy niewyobrażalne, prawda? Jak można robić coś takiego, to największe tortury i znęcanie się, powiesz. A jednak – to dzieje się codziennie, na całym świecie. Mięso, jajka, mleko, wełna, futra, skóra, kosmetyki, chemia. Przypłacone ogromnym cierpieniem, stresem i bólem. Bez krzty humanitaryzmu. Czy cokolwiek, co sobie wyobraziłeś, było humanitarne? Było ludzkie, było normalne? Czy warto zadawać tyle bólu i krzywdy? Dla kremu, kotleta, swetra?

Pomyśl. I wyobraź sobie, że możesz nie być częścią świata, w którym to się dzieje. Możesz podjąć działanie i się przeciwstawić. Wiem, że można, bo sama tak robię. Spróbuj. 

Z.

PS. W całej historii ludzkości zginęło 619,000,000 ludzi. W 2016 roku zginęło 74,171,872,986 zwierząt lądowych i min. 167,200,000 ton ryb. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s