Kochani Rodzice, piszę z perspektywy dzieci. Kochani pragmatycy, piszę z perspektywy marzycieli. Kochani pesymiści, piszę z perspektywy optymistów. Kochani każdy-z-nas-kiedyś-marzył, piszę z perspektywy teraz-marzę-ja-i-nic-Ci-do-tego.

Mam prośbę. Nie podcinajcie nam skrzydeł. Pozwólcie nam marzyć, przeżyć życie po swojemu, wierzyć w ideały. Pozwólcie nam być, tak o.

Mama, gdy przyprowadziłam do domu mojego chłopaka na ich pierwsze spotkanie, zapytała się, gdy zmywałam naczynia, czy on łapie motyle. Nie obchodziło jej, gdzie pracują jego rodzice, co on robi, jakie ma plany na przyszłość. Bo czy nie lepiej jest wiedzieć, o czym człowiek myśli przed zaśnięciem niż jaką ma pensję? Czy nie lepiej zapytać o ulubiony kolor i książkę niż plany zawodowe na za trzy lata? Czy nie bardziej poznamy człowieka, gdy ten opowie nam historię jego rodziny niż przebieg swoich studiów nad jakąś teorią fizyczną? 

Może jestem niewspółczesna, może i jestem mało realnie myśląca, ale jak do tej pory nie zawiodłam się na moim podejściu. A właśnie! Podejście. Do życia. Bo wiecie, ja mam 21 lat i nic nie wiem.
Myślę, że częściej w życiu słyszałam „musisz dojrzeć” niż „oszpeciłaś się tatuażami”. To tak jakby wiek mógł świadczyć o mądrości. Bo i może, oczywiście! Ale mądrość jednego dwudziestolatka będzie znacząco różniła się od mądrości drugiego. A i niejeden trzydziestolatek przeżył i przepracował sobie więcej aniżeli spore grono czterdziestolatków. Wiek to doświadczenie, wiadomo. Ale wiek to też pojęcie mocno względne. Z wieloma czterdziestokilkulatkami dogaduję się lepiej niż z rówieśnikami, a oni traktują mnie jak równego równemu. 

Od tych dorosłych, z którymi jednak nie mamy wspólnego języka, często słyszę (w zasadzie to nie ja, a moi bliscy, którzy później grzecznie donoszą), że „każdy kiedyś marzył”. Jejku, czy to jest naprawdę ulubiony tekst ludzi, którzy mają kawał życia za sobą, od lat siedzą w tej samej pracy, odchowali dzieci i nie dogadują się z żoną (albo i mężem), albo dogadują się z małżonkiem, ale nie dogadują się z samymi sobą? Czy takim osobom radość sprawia mówienie „jeszcze jej życie pokaże, ona nic nie wie o świecie, jeszcze ją sprowadzi na ziemię”? 

Nie wiem, może się mylę, ale ja, gdy patrzę na ludzi młodszych ode mnie, raczkujących dopiero w życiu, mocno im kibicuję. Swoim uczniom zawsze mówiłam i mówię, by spełniali marzenia, by łapali szczęście, bo o to przecież w życiu chodzi. Nawet gdy widzę, że popełniają jakiś błąd, pozwalam im na to – niech popełniają! Przecież błędy to najlepsi nauczyciele życia. Do głowy by mi nie przyszło, by powiedzieć „po co próbujesz, i tak Ci się nie uda”. Musiałabym być albo bardzo nieszczęśliwa, albo niespełniona, albo sfrustrowana. 

Wiecie, jeśli Wam coś w życiu nie wyszło, jeśli Was los sprowadził na ziemię, to nie znaczy, że tak będzie z nami – z pokoleniem, które marzy dzisiaj, które do marzeń dąży i w marzenia wierzy. Mam Przyjaciół, którzy mają wielkie plany. Chcą zakładać hostel, badać afrykańskie ludy, fotografować, uczyć języków, budować dom, doskonalić się w swoim fachu i pasji. Dlaczego miałoby się im nie udać? Ja marzę od lat, i od lat konsekwentnie spełniam marzenia. Odkąd trzy lata temu wyprowadziłam się z rodzinnego domu, mieszkałam w czterech krajach, spełniłam parę wielkich i dużo małych marzeń, rozwinęłam swoje pisanie i fotografię, pomogłam setkom kobiet, poznałam wspaniałych Przyjaciół. W przyszłym roku kupię campera, pojadę do siedmiu krajów, sfotografuję dziesiątki dziewczyn, udoskonalę swój ukochany język francuski. I Wy mówicie, że mnie życie ściągnie na ziemię? Przecież ono mnie ponad tę ziemię wznosi co dnia. Przecież ono mi co dnia dodaje skrzydeł.  

Każdy ma swoja miarkę, którą mierzy, ale sztuką jest, by wziąć człowieka i go zaakceptować, nie porównywać do siebie – bowiem on sam tworzy swoją własną niepowtarzalną historię, pozwólmy innym być tym, kim chcą. Od ściągania w dół jeszcze nikt nie stał się dobrym człowiekiem. 

A więc – rodzicie, dopingujcie swoje dzieci, dawajcie im wolność wyboru, stójcie za nimi murem, kochajcie z całego serca i wspierajcie. Pragmatycy, dajcie się ponieść, uwierzcie w siłę myśli i moc życzeń. Pesymiści, zrozumcie wreszcie, że szklanka jest do połowy pełna – i że swoim złym myśleniem ściągacie na siebie zło. A Wy – każdy-z-nas-kiedyś-marzył – patrzcie jak my, pięknie marzący, rośniemy w siłę i jesteśmy szczęśliwi. Bo to zależy tylko od nas. 

Z miłością, 

Z.

1 komentarz

  1. Dzięki za te słowa Zosiu. Od siebie dodałabym, że warto te marzenia rozpoznawać. Uczę w szkole i rozmawiam z młodzieżą, która na pytania o marzenia, plany, cele często odpowiada „nie wiem” albo mówi o tych krótkoterminowych, typu „napisać dobrze sprawdzian”. Uczymy się rozpoznawać talenty, mocne strony, redefiniować pojęcie sukcesu, przed nami długa droga. Sama uczę się najwięcej, bo uwierz, można mieć „dzieści” lat i nie wiedzieć dokąd się zmierza. Druga myśl, jaka mnie męczy, to na ile mogę „sterować” dzieckiem, jeśli zauważam u niego talent, ale wiem, że droga do osiągnięcia celu (np. pięknej gry na skrzypcach, cieszenia się muzyką) jest od dzieciństwa trudna, bywa mozolna i wymaga ogromnego wysiłku. To trochę, ja z Twoją obecną pracą, tylko czy dziecko to zrozumie? Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymam kciuki nieustannie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s