Mam w życiu ogromne szczęście, wiecie? Mam w życiu szczęście otaczać się mądrymi ludźmi, inteligentnymi ludźmi. Tymi, którzy moje czucie sercem i intuicją umieją podeprzeć nauką i faktami, popartymi z kolei ich spostrzeżeniami – bo to ludzie, którzy mają serce równie ogromne jak umysł. Przy nich nauczyłam się sięgać po wiedzę i mówić „nie umiem, nie wiem, powiedz mi”. Nauczyłam się słuchać i pokornie przyjmować ich słowa. Ci Przyjaciele to najlepsi nauczyciele. Dzięki nim lepiej znam świat i zasady, które nim kierują. Rozumiem motywację i mam o wiele większą perspektywę na otaczającą mnie rzeczywistość. 

Z jedną z nich, nazywaną przeze mnie Cudem, rozmawiałam dziś o obecnej sytuacji, która panuje w świecie. O zmianie klimatu, o katastrofie, którą sami sobie zafundowaliśmy. 

Ja od lat wiedziałam, że zmiana klimatu ma miejsce, że trzeba podjąć odpowiednie kroki. Że małymi wyborami można wiele zmienić. Od roku – mniej więcej – jestem ultra świadomym konsumentem i staram się jak mogę, by pomóc naszej planecie, która i tak nie ma łatwo. Myślałam jednak, że – wybaczcie kolokwializm – to wszystko pierdolnie za pół wieku, kiedy już nie będzie mi zależało (tj. wiecie, takie myślenie typu „wyszalaję się po swojemu, dzieci po sobie nie zostawię, a później niech się dzieje co chce”). Troszczyłam się jak mogłam, ale nie zdawałam sobie sprawy z tragedii, która już się dzieje. 

A później usłyszałam o pożarach lasu na Syberii i na Arktyce. I usłyszałam, że płoną deszczowe lasy Amazonii. I że nikt, nikt – jakim, ku*wa, cudem? – nic z tym nie robi. I dotarło do mnie, że katastrofa dzieje się już, dzisiaj, a nie za pięćdziesiąt lat. I wtedy – o nieistniejące zbiegi okoliczności–  napisała do mnie Patrycja, akurat gdy przeczytałam to, co widzicie na zdjęciu. Hmm…a jeszcze niedawno nie brałam na poważnie słów „bo wiesz, Zośka, nasze pokolenie tak naprawdę nie może być pewne jutra”. 

– Dzień dobry! Chciałam się Ciebie zapytać, jak odczuwasz tę sytuację z płonącymi lasami deszczowym. Bo ja nie mogę sobie znaleźć przez to miejsca. Bardzo mocno to we mnie siedzi i jakoś… Nie umiem zrozumieć ludzi. Nie potrafię pojąć tego, jak można to ignorować i o tym nie myśleć, nie wspominać w mediach. Milczeć.
Studia nauczyły mnie lepiej rozumieć naturę, jej mechanizmy. Uczyłam się o dziejach ziemi przez pięć lat, nie tylko o skałach, ale też o klimacie, bo jakby nie patrzeć jedno z drugim jest ściśle powiązane. I chyba zmiany klimatyczne docierają do mnie ze zdwojoną siła, bo wiem, jak bardzo tragiczne mogą być w skutkach.

– A jak tragiczne w skutkach mogą być? To, co się dzieje, jest przerażające. Jak to wygląda z naukowego punktu widzenia? Czy jest coś, co możemy zdobić, jako szara eminencja?

– To jest trochę taka reakcja łańcuchowa. Klimat zmienia się od zawsze – bez względu na to, czy na Ziemi mieszkają ludzie, czy nie. Ale to właśnie my naszym zachowaniem przyspieszamy – już przyspieszyliśmy – to, co nieuniknione. Zaczyna się niepozornie już teraz, od ogromnych pożarów, które generują takie ilości CO2, że za jakiś czas część obszarów Amazonii będzie stepem. 
To CO2 – uwalnianie w tym momencie do atmosfery – jeszcze bardziej ociepla klimat; tak jakby ktoś nagle włączył turbo. Myślę, że przeskoczyliśmy tymi pożarami dobre kilka lat ocieplania klimatu. I to w zaledwie kilka tygodni.
Idąc dalej – przez to, ze klimat się ociepla, świrują monsuny, pojawiają się powodzie. Co więcej – topniejące lodówce w górach również generują powodzie, bo po wytopieniu powstają wysoko w górach ogromne jeziora, oddzielone bardzo często słabymi skalistymi barierami. Gdy te bariery pod naporem wody ustępują, to cała woda wpada do dolin. Bardzo zagrożone tym zjawiskiem są Himalaje: Tybet, Nepal.
Topniejące lodowce to jeszcze większy problem – są w nich zamknięte ogromne rezerwy wody pitnej, która w momencie wytopienia lodowców wędruje rzekami i trafia do oceanów/mórz. Jak cała woda wypłynie, to rzeki – do tej pory zasilane przez lodówce – przestaną istnieć. Skończy się słodka woda.  A patrząc na pobór wód podziemnych przez świat, ludzi – te zasoby też się wyczerpią. Już teraz są problemy, a ciągłe susze wcale nie pomagają.
Kolejne – wulkany. To rzecz, na którą wpływu akurat nie mamy. Tutaj jak coś walnie, to walnie, nie możemy nic zaradzić.
Pytałaś, co możemy zrobić. Z naukowego punktu widzenia czy można coś zrobić… Aktualnie? Nie sądzę. Cały świat musiałby się nagle z dnia na dzień obudzić i przejrzeć na oczy. Ale nie oszukujmy się, to się nie wydarzy…
I więc, kiedy wypali się już wszystko, kiedy susza wyjałowi gleby i zabraknie wody, to siłą rzeczy nasza cywilizacja też upadnie. To, co się teraz dzieje nazwałbym oczyszczaniem ziemi z nieprzyjemnych lokatorów. Więc albo wszystko padnie przez ocieplenie klimatu, albo walnie jakiś wulkan. Tylko że akurat wulkan to rzecz naturalna, takie „oczyszczanie” ziemi przez wulkany kilkakrotnie już miało miejsce.
A jak już nie będzie ludzi… Cóż, tysiące lat miną, zanim ziemia wróci do ładu. Ale wróci, zawsze wraca.
To ludzie będą cierpieć i pluć sobie w brodę. I dobrze. Należy nam się. Jesteśmy takim inteligentnym gatunkiem, a tak głupim zarazem.

– Hmm. Jaka to perspektywa czasowa?

– Ciężko powiedzieć. Takie wydarzenia, jak te pożary, pojawiają się tak nagle, że naukowcy, którzy się tym zajmują nie potrafią jasno określić. I wiesz, dlatego ludzie tak sobie bimbają, bo przecież to dopiero za wchuuuuuj lat. Oni przecież zdążą umrzeć, ich wnuki, wnuki wnuków. Co się będą przejmować.

– Czyli – podsumowując – jesteśmy w takim okresie historii planety, gdzie zmiany i tak by się pojawiły, klimat by się zmieniał, ale myśmy to bardzo przyspieszyli i wynaturzyli?

– Tak, jesteśmy teraz w okresie po ostatnim zlodowaceniu. Czyli klimat się ociepla, ale dużo szybciej niż w poprzedzającym ostatnie zlodowacenie ciepłym okresie.
Różne miejsca na świecie obrywają w różnym stopniu, bo w zależności od danego klimatu te zmiany zachodzą inaczej.
Ale to my się przyczyniliśmy, nasze rewolucje przemysłowe, wycinanie drzew, CO2, metan pochodzący od hodowanych zwierząt, ale również chociażby z upraw ryżu. 
No a kiedy to się skończy… Naprawdę ciężko powiedzieć. Wulkan na dobrą sprawę może walnąć w każdej chwili. Wulkany mają to do siebie, że większe wybuchu są w miarę podobnych ramach czasowych. Tyle że mówimy tutaj o tysiącach lat, dlatego dokładnie ciężko określić. Ten w Yellowstone to tykająca bomba. Szacuje się, że jak wybuchnie, to generalnie wyrzuci tyle pyłów do atmosfery, że zablokuje światło słoneczne.
To są takie katastroficzne obrazki, no ale niestety, tak się może wydarzyć. Nie ma co świrować w tej materii, ale dobrze sobie takie rzeczy uświadamiać. To jest żywioł, na który wpływu nie ma, z którym nic nie da się zrobić.
Ale ja, znasz mnie, uważam, że warto wierzyć i działać. Wciągać do swojej bańki innych. Uświadamiać. Ja głęboko wierzę w to, że możemy jeżeli nie opóźnić, to chociaż zminimalizować wpływ człowieka. Tylko tutaj potrzeba mądrych ludzi w polityce, którzy będą chcieli dbać o środowisko, a nie o interesy. A tutaj z kolei potrzeba mądrych wyborców. Świadomych. Dlatego uświadamianie jest najważniejsze, pokazywanie palcem, co się dzieje, jakie są skutki bezmyślności. 

I wtedy poprosiłam na zgodę na publikację tej rozmowy. Po krótkiej redakcji – oddaję ją w Wasze ręce. 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s