Od blisko ośmiu lat nie jem mięsa, z dużymi zakusami o dietę całkowicie roślinną. To był wybór serca, sumienia. Nie wiem, czy lepiej się czuję fizycznie, żyjąc głównie na roślinach. Nie pamiętam, jak czułam się, jedząc mięso. Nie wiem, które korporacje odpowiadają za co, nie zawsze wiem.
Wiem jednak, że moje sumienie jest czyste, a serce czuje, że robi dobrze. Wiem, że – statystycznie – w trakcie mojego życia dzięki moim wyborom co najmniej kilka zwierząt będzie uratowanych, nie umrze. Wiem, że nie przyczyniam się do śmierci, do bólu, lęku i męczarni. 

W moim świecie – nazwijcie go idealistycznym i naiwnym – wszystkie istoty są sobie równe, a każda śmierć – jednakowo nie ma miejscu, każde zabójstwo jest zabójstwem, nie ma od tego wyjątków. „Humanitarna śmierć” to bujda, bujda na resorach, każde morderstwo jest morderstwem.
Dla mnie świnia to świnia, nie wieprzowina; cielę to młoda krowa, nie cielęcina; kury, gęsi, kaczki, indyki to kury, gęsi, kaczki, indyki, nie drób; krowa to krowa, nie wołowina. Zwierzęta to zwierzęta, nie uznaję nazw, które pozwalają uśpić sumienie, nałożyć na oczy klapki, udawać głupiego. 

Kosmetyki (tę małą garstkę, której używam) kupuję nietestowane, najchętniej wegańskie. Staram się chodzić do knajp, które nie serwują mięsa – gdy tylko mam wybór, zawsze taką wybieram. Tak, chodzę w skórzanych butach – kupuję używane, z piątej ręki i chodzę w nich latami, aż nie rozpadną się ze starości na kawałki. Wolę kupić jedną porządną parę na dwa lata, niż trzy badziewia na sezon. 

Na wielkim parkingu pod Bukaresztem przenosiłam ślimaki z płyty na trawnik. Padał deszcz, a ja miałam ciężki plecak ze stelażem. W Bieszczadach starałam się pomóc w godnej śmierci zwierzętom, które potrącił jakiś idiota. Ratuję jeże i zawsze, gdy widzę stworzenie w potrzebie – pomagam. 

Nie jestem kryształowa, nikt nie jest, ale robię, co w mojej mocy, by małymi gestami zmieniać ten świat. Szanuję każdą istotę, a jednymi ze słów, którymi do roślinożerności przekonywałam (zresztą skutecznie) moją Mamę, były: „przecież ta świnka biegała kiedyś po łące, miała rodzinę, była szczęśliwa, miała swoje marzenia, plany, założenia, tak samo jak my czuła radość, smutek, ból, strach, zagrożenie, wdzięczność”. Tak to czuję, tak mam. 

I gdy nagle, zupełnie nie z mojej winy i absolutnie nie z wyboru, zostaje oddelegowana z przedszkola i trafiam do Muzeum Przyrodniczno-Łowieckiego nie wiem czego się spodziewać. Wiem tylko, że dzieci będą tam szukały jajek i kleiły zajączki. No…nie do końca.  

W Uzarzewie na dzień dobry witają mnie dwa wilki – o losie, jeden z nich nawet wyje do księżyca. Obok nich spod sufitu zwisa ryś, kawałek dalej jest wielki podest i na nim leży przeogromny mors. Koło morsa – foki. Na wystawie nie zmieścił im się cały łoś (choć piżmowół i niedźwiedź grizzly już tak), więc wisi tylko jego głowa z łopatami o średnicy dwóch metrów. Jest i fenek i niedźwiedź polarny. To zwierzęta Alaski (a wymieniłam zaledwie małą część). W kolejnym pomieszczeniu wielka afrykańska piątka: lew i lwice, ogromny nosorożec, bawół, lampart. Słoń nie wszedłby w całości, więc go rozczłonkowali i na płasko do ściany przybili uszy, ucięli trąbę i przywiesili ją obok uszu, a całość zwieńczyli kłami. W całości jednak jest hipopotam i dwie zebry, krokodyl, hieny, guźce. W kolejnej sali ponad 60 papug. W innym budynku: polskie zwierzęta, dziesiątki ptaków, w tym orzeł bielik i kilkanaście sów, zając stoi koło malutkich zajączków, a locha leży na boku i karmi kilkudniowe warchlaki. Są młode sarny, jeleń, lisy… 

Setki zwierząt, ze wszystkich kontynentów. Zarżnięte, ogołocone z godności, potraktowane jak przedmiot, przetransportowane do Polski i wypchane. Ustawione w rzędach, przy drewnianych tabliczkach „nieżywa istota taka i taka, pozbawiona życia w tym i w tym roku”. Facet, nie wymienię z nazwiska, który stworzył to miejsce, jeździł po całym świecie i płacił grube pieniądze, mordował zwierzęta dla własnej chorej satysfakcji i radości. Pewnie z każdym z „trofeów” robił sobie zdjęcie, na którym uśmiechał się szeroko. Ach, ale mocarz! Ciekawe, co mu te zwierzęta zrobiły? Szczególnie roślinożerny słoń i kilkudniowe warchlaki.
Czy gdybym zastrzeliła siódemkę niemowląt, wypchała i wstawiła do muzeum, to też biliby mi brawo? Musiałabym jeszcze zabić ich mamy, by pokazać jak w naturalnym środowisku, namalowanym na ścianie, karmią swoje młode. Jak nic skazaliby mnie za to na dożywocie. Za aborcję poszłabym przecież do więzienia. 

Ktoś powie: świetna funkcja edukacyjna. Szczerze? Nie czułabym się głupsza, gdybym zebry widziała tylko na stronicach książek i na filmach dokumentalnych, a ten łoś z początku „Przystanku Alaska” w zupełności spełnił dla mnie swoją funkcję poznawczą. Eskimosa też nigdy nie spotkałam „na żywo”, ale nikt go dla mnie nie zabije i nie wypcha, nie wstawi do muzeum. Szkoda. 

Są momenty, w których pewnym ludziom – tym szczególnie wrażliwym – pękają serca. Chwile, w których czują oni ogromny zawód światem, dojmujący smutek, wściekłość, niechęć i chęć mordu (tak, pana twórcę muzeum zarżnęłabym i postawiła obok tych zwierząt, uprzednio rozczłonowawszy go, jak tego słonia i łosia). Są chwile totalnego niezrozumienia wobec pewnych działań, myśli pełnych „dlaczego, jakim prawem, co trzeba mieć w głowie”? Ta wizyta w Muzeum w Uzarzewie była jednym z największych rozczarowań, bólów i zawodów w moim życiu. Gdy zamknęłam oczy, widziałam te zwierzęta, gdy żyły, biegały, oddychały świeżym powietrzem, uciekały przed drapieżnikami (lub goniły swoje ofiary), rodziły młode i wygrzewały się w słońcu. A później czułam ich ból, gdy ktoś stwierdził, że super będzie je zabić. I ich ogromny strach, lęk, panikę. 

Trochę juz chodzę po tym świecie i widzę, jak z roku na rok wzrasta w ludziach świadomość pewnych działań, tego co dobre a co złe, co warto a czego nie warto. Chciałabym doczekać dnia, w którym wiele się zmieni, w którym nie będę musiała aż tak bardzo wstydzić się za mój gatunek. Boję się tylko, że to pobożne życzenia…

1 komentarz

  1. Mogłabyś kiedyś napisać o tym bardziej prawdziwie, bez pięknych słów. Ot, tak, wywalić kawę na ławę….ludzie, wstyd mi za Was, za brak świadomości, za klapki na oczach, za Waszą podlość, za opary tak zwanego człowieczeństwa, za Wasz fałsz i Waszą zdolność myślenia. Śmiechu warte…
    Wasze cielesne cmentarzysko. …z dziką rozkoszą wsuwajcie w Święta białą kiełbasę, cuchnące strachem szynki a potem idźcie do kościoła i módlcie się za grzesznych.
    To się zwie moralnością. Winszuję.

    Polubienie

Odpowiedz na Forest B. Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s