Moje życie przybrało ostatnio dość nieoczekiwany obrót. Szliśmy ramię w ramię przez las. Ono nagle, po raz kolejny, stanęło w miejscu, po to, by wziąć duży zamach, obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i skręcić w lewo, mimo że planowaliśmy pójść w to prawe rozwidlenie. Nie żeby mnie to jakoś specjalnie dziwiło, przyzwyczaiłam się już do tego, że plany lubią się zmieniać – i w przeciwieństwie do marzeń robią to same, bez mojej pomocy. Siedzę więc w nowym mieszkaniu, z piękną dziewczyną, przy stole. To mieszkanko w kamienicy, z wielkimi oknami, w których wiszą buddyjskie flagi, z mnóstwem kwiatów, bowiem wymarzyłam sobie dżunglę. Są książki, plakaty, świeczki. To najmojsze z moich dotychczasowych mieszkań, czuć w nim dobrą energię. Czuć w nim spokój, ciepło, uwagę, zachwyt. Czuć w nim sens życia. Choć z tym sensem to różnie bywa ostatnio.

Myślę, że z tą dobrą energią to dlatego, że sama ostatnio mam w sobie jej ogrom. A przecież mieszkanie upodabnia się do lokatora (tak, właśnie to wymyśliłam). 
To jest dość paradoksalne – ta moja dobra energia – bowiem w ostatnim czasie nie mam na nic czasu, nie mam czasu dla siebie, nie mam czasu na pisanie ani na zdjęcia. Nie mam czasu, by usiąść i nic nie robić, a nic nierobienie często kończy się bardzo ciekawymi wnioskami. Taki moment w życiu też się zdarza, tak to sobie tłumaczę. Wiem, że, jak wszystko inne, on minie i na pewno wniesie do mojej głowy dużo ciekawych wniosków. Bo mimo braku czas, mam go jednak na to, by się wahać, stawać na rozdrożu, czuć mus podjęcia decyzji. Stoję na skraju zmiany – jeszcze nigdy tak się nie bałam, a jednocześnie – nie byłam nigdy tak bardzo świadoma tego, że stoę na skraju. 

Co jakiś czas w życiu pojawia się taka era, w której słychać tykającą bombę. Tyk tyk tyk i wiesz, że zaraz wybuchnie. Że gdy wybuchnie, nic już nie będzie takie samo. Że po tym wybuchu nigdy już nie wróci to, co było wcześniej, a to co się pojawi, raczej nie będzie tym, czego się można było po życiu spodziewać. Tykadełko odlicza czas do nowego rozdziału, a tykanie jest tak głośne, że człowiek sam nie wie, czy to dobrze czy źle, a co więcej – sam nawet nie wie, o co dokładnie chodzi. 

Mój dom ostatnio pęka w szwach. Są goście, przyjaciele, znajomi. Herbata, muzyka (lub nie), świeczki (lub nie) i wiele przegadanych godzin. Rozmawiam tyle, że nie wiem, kiedy mam pisać. Ba! nie wiem nawet kiedy mam o tym rozmawianiu rozmyślać. Z jednej strony – chciałabym się za to łajać, z drugiej – wiem, że takie momenty są potrzebne. Weszłam w zakręt życia, w którym są ludzie – wielu ludzi – rozmowy, spotkania i wieczorna rzeczywistość z filozoficznymi rozmowami.
Dojrzewa we mnie myśl o tym, że wielka zmiana czeka za rogiem. Dziś nie wiem jeszcze, czy chcę otworzyć jej drzwi, wiem jednak, że niedługo coś się zmieni – coś we mnie, coś w sercu, coś co musi nadejść nieuchronnie i czego nie jestem w stanie powstrzymać. Mimo że w pieleszach komfortowego ciepła i dotychczasowych założeń jest mi milusio i po domowemu, to jednak niekiedy trzeba zmierzyć się z życiem. I wyjść z siebie, stanąć obok i zrozumieć: zmieniłam się, zmieniły się moje priorytety, podejście, plany. Przy dobrym humorze i wierze w to, że wszystko się ułoży, najbardziej trzyma mnie myśl, że jedynie krowa nie zmienia poglądów. Aczkolwiek mimo krowy – wciąż jest mi dziwnie z tymi decyzjami, z tym zakrętem, z tą zmianą. I czuję ją bardzo, i nie czuję jej w ogóle. 

Wczoraj przy serniku – pieczonym z serka wiejskiego, pierwszy raz w życiu w piekarniku gazowym – rozmawialiśmy w parę osób o tym, czy „na zawsze” czy jednak „nie na zawsze”. O tym, czy wolność czy jednak poczucie bezpieczeństwa. Czy z kimś czy ze światem. Czy można z kimś i ze światem. Czy da się osiągnąć równowagę między dzikością a oswojeniem, między codziennością a spontanicznością. Czy osiedzenie w cud miejscu z cud ludźmi to zrezygnowanie z drogi czy dobry kompromis. 

Czy dobry kompromis istnieje? Czy przedłożenie jednego priorytetu nad drugi musi być równoznaczne z poddaniem się? Czy przypadkiem nie spinam się za bardzo, a mam tylko dwadzieścia lat? Czy gdybym się tak nie spinała dotychczas, to byłabym tu, gdzie jestem i osiągnęłabym tak wiele? Czy wejście w świat i życie z innym niż dotychczas nastawieniem musi oznaczać zwieszenie głowy i przyznanie się do tego, że „każdy przecież marzył” to prawda? Czy warto mierzyć siły na zamiary i małymi krokami poznawać życie zanim chwyci się wszystkie sroki za ogon? Czy chwycenie wszystkich srok za ogon jest możliwe, a jeśli nie – to przecież jest to tak samo ok, jak przyznanie, że bycie w związku z drugim człowiekiem to wiele zysków, ale i rezygnacji z pewnych rzeczy. Czy nie można życia podzielić na części i w jednej poznawać to życie dzikie i niespokojne, a w drugiej oddawać się codzienności, rozwijając przy tym skrzydła pasji? Jak to się stało, że na jakiś czas przestałam wierzyć w swoje możliwości, wielkie plany, założenia? Jak to się stało, że zgubiłam po drodze swój sens? Jak to się stało, że nie wiem, co jest moim sensem, a to co nim było, tak bardzo się oddaliło i nie do końca wiem, co wskoczyło w jego miejsce? Jakim cudem nie wiem, czego chcę? Te wszystkie pytania to już nie rozmowa z wczoraj. To ułamek tego, co ostatnio mam w głowie. Te pytania to odpowiedź na to, dlaczego nie ma mnie nigdzie – ani tutaj, ani na kochaj, ani gdzienidziej bądź. Te pytania to rozdroże, na którym stoję, w którym się motam. Te pytania to lęki, niepewności, nieodpowedzi, niedopowiedzenia. 

Tymi pytaniami po raz pierwszy dzielę się swoimi słabościami, na forum, w momencie, w którym one we mnie są, a nie kiedy już je przepracuję. Z tych pytań rodzi się – w bólach, gdy siedzę w oknie i słyszę w głowie prześmiewcze „okno na świat” – nowe, inne, nieznane dotychczas. Rodzi się zmiana myślenia, sensu, założeń. A ja wciąż nie wiem. 

Z.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s