Rozmowa z pewną długonogą brunetką o ciepłych oczach i małych dłoniach. „No bo wiesz, któregoś razu coś pierdolnie, niebo się nam zwali – dosłownie – na głowę. Połowa ludzkości zniknie, miasta się zapadną, będzie koniec świata, armagedon, zagłada. W tym wszystkim Zosia w swoim różowym płaszczyku krzyknie „ale super, jest więcej miejsca!”.

Inna rozmowa, z inną brunetką, tą o niebieskich oczach i czerwonych ustach. Słowa „Gdyby ludzie każdej nocy patrzyli w gwiazdy, założę się, że żyliby oni zupełnie inaczej…Gdy patrzysz w nieskończoność, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że istnieją ważniejsze rzeczy niż to, co ludzie robią całymi dniami”. Dyskusja: 
– Z drugiej strony, gdy patrzysz tylko w gwiazdy, możesz zapomnieć o pięknie dnia codziennego – to brunetka. 
– Z trzeciej strony, ludzie patrzący w gwiazdy byliby bardziej wrażliwi na piękno codzienności – to ja – wiesz co, to kolejna rozmowa z tych „szklanka jest do połowy pusta – nie nie nie, ona jest do połowy pełna!”. 
– To prawda, Krówka. 

To rozmowy z dwiema przyjaciółkami, tak mnie widzą. Jednych to inspiruje, innych irytuje. To podejście, że wszystko jest po coś, nic nie dzieje się bez przyczyny, a przypadki nie istnieją. To przeświadczenie, że w ostatecznym rozrachunku i tak wszystko wyjdzie na dobre. Ta pewność, że się ułoży, że jest i będzie cudnie, że się uda, bo zawsze się udaje. Szklanka jest pełna, w oku nie ma belki, a igłę w stogu siana znajdzie się bez problemu. Ludzie są dobrzy, a jak nie są – to po to, by czegoś nauczyć.
W oczach widać lekkie szaleństwo rozemocjonowanego pacjenta ze szpitala psychiatrycznego, który na przepustce przenosi ślimaki z płyty parkingu na trawnik i przeprowadza starsze panie przez pasy.

Rozbijam samochód, przez parę dni dużo płaczę, załamuję ręce, dobrze nie jest. Tym bardziej, że auta nie opłaca się naprawiać, a ja chciałam je sprzedać w rozsądnych pieniądzach. Ale po paru dniach płacz ustaje, ja zmieniam zasmarkaną pościel, parzę sobie herbatę i dodaję do niej dwie łyżki miodu. Stwierdzam: „W zasadzie, dużo zaoszczędzę, przesiadając się na komunikację miejską. Będę miała czas na czytanie książek i swobodne myśli. Może poznam kogoś ciekawego? Ale super!”. 

Nagle i dość gwałtownie zmienia mi się sytuacja mieszkaniowa, w zasadzie z dnia na dzień (a musicie wiedzieć, że moje dni są dość mocno poukładane i zaplanowane) współlokatorzy znikają i muszę podjąć decyzję co dalej. Nie czekam dwóch minut. „Chcę kawalerkę, sama dla siebie, dla swoich pasji, suszonych kwiatów, kadzideł, głośnej muzyki i chodzenia nago po mieszkaniu”. Kalkulacja – czy mnie stać? Stać. Będzie mnie stać, jeśli nieco wolniej odłożę na campera i poczekam rok-pół roku, by ruszyć. Decyzja o odwróceniu życia o sto osiemdziesiąt stopni (kolejny raz w ostatnim tygodniu) przychodzi mi tak o. Chcę, czuję, działam. Na drugi dzień mam ogarnięte mieszkanie – a nawet dwa! i wszystko domknięte. Chyba powinnam się stresować, załamywać ręce, bać się ryzykownej decyzji finansowej, zmiany miejsca etc. A mi w to graj. „Ja cię kręcę, zmiany, zmiany, ale super! Przeprowadzka, urządzanie się, zmiana, zmiana, zostaję rok dłużej!”. Zostaję i nie przeraża mnie to.

No właśnie…coś jeszcze błyszczy, lśni i przypomina promyk słońca. Spokój. Ten, który pojawił się…niedawno, tak mi się zdaje. Spokój, bo jest pewność, że będzie dobrze. Jest dobrze. Spokój, bo umiem liczyć i liczę na siebie i nigdy nie zawodzę. Spokój, bo znam swoją siłę. I mam jej w sobie ogromnie wiele, dzięki temu nie zazdroszczę, nie porównuję się, nie poddaję w wątpliwość. To siła, która pozwala sobie na delikatność. Siła, która nie musi niczego udowadniać, spinać się, prężyć muskuły. Może stać z boku i obserwować, wiedząc, że jest dobrze. Może mówić o pięknie, miłości, cudach życia i opowiadać o nich z naiwnymi oczami małej dziewczynki, bo wie, że nikt jej nie zrobi krzywdy. Bo gdy mówisz o największych słabościach, nikt nie może obrócić ich przeciwko tobie, nie ma jak, sam podajesz je na tacy. A jeśli jednak zrani – bo po ziemi chodzą też bezduszne skurwysyny – to ma prawo. Jednak, każda krzywda jest nauką. A nauka, nawet jak boli, to jest dobra, może nie teraz, ale później kiedyś – wiele daje.

Jest sylwester, siedzę sama w pokoju, w którym spotkało mnie wiele złego i wiele dobrego. Minęły cztery lata, czas najwyższy odczarować to, co złe, pogodzić się, oczyścić atmosferę. Jakoś nigdy nie miałam do tego serca, cierpliwości, motywacji i głowy. A teraz zakładam najładniejszą sukienkę, w ciało wcieram olejek lawendowy, zaplam świece, kadzidła i białą szałwię. Głośno gra muzyka, światło migotliwie odbija się od drewnianych ścian i dużego okna. A ja tańczę, tańczę, tańczę. Dobrze myślę, jestem, znikam, wybaczam, zapominam, próbuję rozumieć, rozumiem.
Po chwili siadam po turecku, mam gołe stopy, malę na szyi, obrączkę po praprababci na palcu i kolczyki z Indii w uszach. Wycinam, maluję, przyklejam, piszę: tworzę mapę marzeń na nadchodzący rok. I piszę tam dobro, wdzięczność, założenia. 

Piszę: „Jestem Promykiem, Słońcem, Dobrem, Optymizmem, Entuzjazmem, Nadzieją, Inspiracją, Energią, Pasją, Pięknem, Uśmiechem, Autentycznością”. 
Piszę: „Śmiechu dużo i pewności. Wszystko jest po coś i nic nie dzieje się bez przyczyny. Przypadki nie istnieją. Każdy niepokój uspokoi się, niepewność zniknie – zastąpi je siła i spokój. Ogarnę każdy problem i nie dam się. Jestem dojrzała, silna, wartościowa, piękna. Mam moc”. 
Piszę: „Z nadzieją i wiarą będę patrzyła w przyszłość. A to, co złe, obróci się w proch – nauczy, umocni i zniknie”. 
Piszę: „Dużo miłości. Dla świata i od świata, dla ludzi i od ludzi. Do siebie. Miłości szczerej, czystej, dobrej, zdrowej, prawdziwej. Miłości dawanej kobietom, pełnej ciepła. Miłości w słowach i gestach”. 
Piszę – po raz kolejny – po raz pierwszy wiedząc, że w stu procentach mam to w sobie: „Po co się przejmować? Jeśli możesz coś zmienić, zmień to i się nie przejmuj. Jeśli nie możesz tego zmienić, nie przejmuj się – i tak nie masz wpływu”. 
Piszę: „Kosmos wie, co dobre i śle to, co najlepsze. Przejdę każdą kłodę i wzmocnię się. Wygram bitwy, walki, wojny. Nie uchylę głowy, zwyciężę spokojem, nie zlęknę się nienawiści i jadu, będę ponad tym”. 

I jestem. Spokojna, dobra, naiwna, na przekór wszystkim – optymistyczna. Z tym, właśnie z tym, najbardziej mi do twarzy. 

Z. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s