Cześć Zosieńko, Zoś, Zofijko, 

Tyle zdrobnień, a ja wciąż najbardziej lubię „Zosiu” – wiesz, to jedyna rzecz, która od lat pozostaje niezmienna. Zosiu – to najbardziej pełna w emocje, ciepła i dobra forma imienia. Jest najbardziej prawdziwa i przyjacielska. Nie brzmi ni trochę obco. 

Mamy październik, mam 20 lat. Już kilka jesieni temu doszłam do wniosku, że życie jest bardzo płynne i zmienne, szczególnie to moje – nieumiejące usiedzieć w miejscu. Co rok patrzę wstecz i widzę, ile wody upłynęło, ile ludzi przeminęło, ile zdarzeń, miejsc i doświadczeń było i zniknęło (a ile też zostało, choć to zawsze mniej). 

Piszę dziś do Ciebie, bo…mogę. Bo przecież ja mogę. Jestem jedyną osobą, która może udzielić Ci rad i wejść na moralizatorski ton, a jednocześnie – Ty jesteś jedyną osobą, której chcę (i mogę) rady udzielić i po mojemu pomoralizować. Ciekawe, co? 

Widzę Cię równy rok temu, urządzasz się w pierwszym dorosłym mieszkaniu w Górach Sowich. Niedługo zdasz sobie sprawę, że to jest wyśnione poddasze, które często wyobrażałaś sobie przed snem. Z okien widzisz góry, gotujesz obiady i spędzasz dnie przy swoim sekretarzyku. Przez kolejne dziewięć miesięcy dużo się wydarzy, wiesz? Ten rok mocno Cię doświadczy i wiele zmieni, dojrzejesz i wiele się o sobie nauczysz. To nie będzie najpiękniejszy czas, ale uwierz mi – szalenie potrzebny, jak każdy. Zły czy dobry – ważne, że się przytrafił, bo dzięki temu staniesz się bardziej osadzona w sobie. I uwierz mi – przejdziesz przez to i dasz radę. 

Widzę Cię dwa lata temu, za parę dni pożegnasz się z liceum, podejmiesz najbardziej ryzykowną i odpowiedzialną decyzję w swoim dotychczasowym życiu. Zmienisz wszystko, zaskoczysz nawet samą siebie. Ale nie bój się – to ryzyko wyjdzie Ci na dobre. Wkrótce potem wyjedziesz do Anglii, spokorniejesz, poznasz buddyzm i później znajdziesz się na małej wyspie na Oceanie Atlantyckim. Na Gran Canarii zaczniesz kochać siebie i totalnie zmienisz myślenie. Wiesz, to wówczas bulimia zacznie znikać. Tego się nie spodziewałaś, prawda? A jednak. Pożegnasz się z nią raz na zawsze. A dzięki niej stworzysz coś pięknego, co zacznie zmieniać życie wielu ludzi. Przyjdzie do Ciebie fotografia, to ona znajdzie Ciebie, a nie Ty ją. I stanie się całym Twoim życiem. Naprawdę.

Widzę Cię dzisiaj, siedzisz w małym pokoju ponad dachami Poznania. Jesteś sama, ale bynajmniej nie samotna. Co rusz rozglądasz się na boki i oczom nie wierzysz. Życie wyrzuciło Cię na brzeg, który jeszcze trzy miesiące temu nie przyszedłby Ci nawet do głowy. U Twoich nóg leżą dwie psice. Kochają Cię z całych sił i to z nimi wiążesz tą długofalową przyszłość – z nimi i ze sobą. Teraz jest najistotniejszy ze wszystkich Twoich życiowych czasów. Nie jesteś już dziewczynką, stajesz się kobietą – z krwi i kości. Masz w sobie tyle świadomości i dobroci, jak jeszcze nigdy. Nie powiem Ci, co wydarzy się za parę miesięcy, bo sama nie wiem, ale wiem jedno – na pewno okaże się to dobre, a Ty poczujesz, że żyjesz. Jak to zresztą i teraz czynisz. Będą towarzyszyły Ci miłość, spokój, dobro, magia i pewność. One już nie znikną – bo masz świadomość. A świadomość to najpiękniejsze, czym możesz się otulić i czemu możesz się oddać. 

Zaskoczę Cię, Zosiu sprzed roku, dwóch i trzech. Ty – Młoda – nie umiesz ustać w miejscu, nosi Cię. A może sama siebie nosisz, bo nie pozwalasz sobie osiąść na moment – osiadanie źle Ci się kojarzy. Haha, Zosieńko, tylko się nie burz – ja właśnie osiadłam.
Na krótko-długo, rok lub dwa – czas odliczają kolejne pieniążki w świni, która zjada je, by łapać fundusze na dom-żółwia, campera. Wiesz, wynajęłam mieszkanie, mam pracę, sporo zobowiązań. Jestem dorosła, już się nie wymigam – zresztą od dorosłości migać nie chciałam się nigdy. 

To mieszkanie ma pomarańczowe ściany i wytapetowane jest cytatami o wolności i spełnianiu marzeń. Zaczęłam gromadzić rośliny, by odczarować swoje myślenie o tym, że nie mam do nich ręki. Są więc dwie ususzone róże (sic) i dwie mięty posadzone w kolorowych kubkach. W mieszkanku jest dużo świeczek, nepalskie flagi, ukochany obraz i flamingi. W kuchni stoi wielki drewniany stół i kanapa nakryta różowym kocem. 

Drzwi mieszkania stoją otworem dla ludzi. Stworzyłam miejsce, które tętni życiem. Są goście, podróżnicy z dalekich krajów, przyjaciele (a tak, Zośka, odczarowałam to słowo, po latach wróciło do mnie samo, naturalnie). Palą się kadzidła, a w dzbanku parzy się herbata: biała z lawendą lub mięta z owocem tarniny. 

I po raz pierwszy – absolutnie pierwszy w życiu – czuję, że jestem w tym miejscu, w którym mam – i chcę – być. Świadomość zostania tu przez kolejny rok czy dwa nie napawa paniką i lękiem, ani złością i poczuciem, że coś tracę. Po raz pierwszy jest mi dobrze, czuję się szczęśliwa i spełniona. Nie stoję w miejscu, mimo że na moment osiadłam. Buduję przyjaźnie, zakochuję się w sobie, rozwijam swoje pasje, pracuję i odkładam każdy grosz na największe marzenie. Wiesz Zosiu, niekiedy chyba nie warto pędzić, a zatrzymać się i spróbować tego, co oferuje życie. I być tu i teraz, a nie myśleć na okrągło „co będzie, gdy”.

I jeszcze jedno – odpuść, nie myśli zbyt wiele. Kieruj się sercem, gwiżdż na konwenanse i na to, co ktoś pomyśli, pod jednym warunkiem – działaj w zgodzie ze sobą i miej czyste sumienie. Pamiętaj, że nawet to, co boli, w ostatecznym rozrachunku okazuje się dobre. Dbaj o siebie, zadawaj pytania o nastrój, samopoczucie i przyczyny myśli. Buduj świadomość, skup się na tym, co dobre. I kochaj się, nikt nie zrobi tego za Ciebie. 

Wszystko się ułożyło, te wyboje, wybuchy, złości i bóle dały spokój i szczęście. I po raz pierwszy w życiu mam najmoje oczy. Są piękne. 

Z miłością z głębi serca, 

Zosia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s