Jestem jak ten mały zwierzaczek z opowieści o małym zwierzaczku. Małe zwierzaczki nie umieją i nie mogą wejść na Mount Everest, ale naszemu zwierzaczkowi nikt tego nie powiedział, więc on się wdrapał i wszedł na górę. Bo nie wiedział, że nie może.

I czuję się tak jak on. Jak ten stworek, któremu nikt nie powiedział, że on coś może albo nie może, że powinien albo nie. Ktoś kiedyś wspominał mi coś o kobiecości, ale później…zapomniałam tej regułki. Traf chciał, że znalazłam się na małej wysepce na Oceanie Atlantyckim, odcięta od telefonu i internetu. I od tego wszystko się zaczęło. Nie miałam wokół świata, który widziałam na co dzień. Nie było ani billboardów, ani reklam, ani zdjęć na portalach społecznościowych. Byłam ja. I małe lusterko na wysokości oczu w łazience 1×1 m2. Dużo wolnego czasu, wylegiwanie się na słońcu i myśli, myśli i przemyślunki.

Myślę, że to był moment narodzin mojej świadomej (i mniej świadomej) kobiecości. Tej mądrej, dojrzałej. Tej, której obca jest zazdrość, porównywanie się i zawiść. Tej naturalnej, pochodzącej od matki ziemi i tej płynącej prosto z serca. To uczucie kobiecości, które sprawia, że nie umiem założyć spodni – noszę tylko sukienki i spódnice, czuję, że dzięki temu moje ciało przepełnia zupełnie inna energia, bardziej pełna, bardziej „swojska”.

Czym jest kobiecość? Trudno ubrać ją w słowa. U mnie kobiecość przeplata się z miłością, z dobrocią i z pewnością siebie. Kobiecość to wcale nie aspekty zewnętrzne, wygląd i strój. Kobiecość płynie ze środka.
Płynie wartkim strumieniem, z serca, umysłu i ducha. To świadomość siebie. Tego, że upadam – jak każdy – po to, by zaraz otrzepać kolana i iść dalej. Odważnie łączę w sobie delikatność i siłę. Robię to tak umiejętnie, że o sile wiedzą tylko najbliżsi, do innych wychodzę z delikatnością. Ludzie przyzwyczaili się do tego, że wszyscy jesteśmy silni i niezwyciężeni, nie płaczemy, odkładamy swoją wrażliwość na dalszy plan. A ja tak nie chcę. Ja chcę pokazywać, że wrażliwość i ludzkie słabości to nic złego – są naturalne. I nie boję się do nich przyznawać i o nich głośno mówić. Wbrew pozorom – jeśli wychodzę do ludzi z otwartym sercem, oni wcale nie wyrywają mi go z piersi. Uśmiechają się do niego lekko i tulą je do policzka. Wiedzą, jak jest kruche. Jeśli pozwolę ludziom być dobrymi, oni będą dobrzy. A jeśli ktoś jednak…zrani? To zrani, nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. Ale to nie powód, by następnym razem być mniej ufną i zamknąć się. Tu na scenę wkracza siła, która pozwala wypłakać łzy, by się oczyścić, a później otrzepuje kolana z pyłu i piachu, podaje dywan i każe na nim latać do snów i marzeń. Świadoma naiwność – tak lubię to nazywać.

Wyobrażam sobie moją kobiecość jak wielkie ramiona, które obejmują mnie i ludzi wokoło. Smyrają za uchem, gdy jest smutno i mocno tulą, gdy źle i chłodno na sercu. Kobiecość kojarzy mi się z zapachem ciasta i ciepłą herbatą, którą poję spragnionych przyjaciół po podróży.

Kobiecość to kolor różowy – w moim przypadku – który jest przekorny. No bo lubić kolor różowy? Ech… Przekorność, perskie oko i niewinny żart, który bynajmniej nie jest jednoznaczny. Kobiecość wie jak się bawić i lubi to robić, lubi dawać sobie prawo do lekkości i do głupstw. Bo kiedy je popełniać, jeśli nie teraz? Przecież nie mam nic do stracenia.

To miłość do siebie. Taka ogromna, za pan brat. Czuję, jak moja miłość kocha palce u stóp, popękane pięty, włoski na nogach i siniaki na udach. Kocha też pieprzyk na środkowym palcu prawej dłoni, krótkie włosy, wystające kolana i drobne uszy. Kocha lojalność, szczerość i autentyczność charakteru, ulotność myśli i lekkość pióra, talent do fotografii i pragnienie podróży. Kocha kosmate sny i mniej kosmate działania. Jest jak małe dziecko, które zapytane, co by w sobie zmieniło, odpowiada „chcę być jednorożcem”.

 

Kobiecość bierze się ze środka, z dbania o język, ze ślicznych słów, z delikatnych dłoni i śpiewnych piosenek. Z hipnotyzującego spojrzenia i ciągłej chęci rozwoju.

Tak, bo kobiecość to rozwój, niekiedy pod prąd, często po omacku. Często wbrew konwenansom i oczekiwaniom najbliższych. Ja się zmieniam, jestem inna, oddalam się od tych, którzy kiedyś byli blisko. I to jest piękne – bo świadczy o kolejnym etapie, ścieżce nowo obranej. To naturalna kolej rzeczy, wszystko płynie.
To zmiana. A zmiany są piękne. Wiele zmieniło się w ostatnim czasie i czuję, że jestem teraz bardziej sobą niż kiedykolwiek wcześniej. Nie ma już dawnej mnie, jestem ja – ta najlepsza w tej chwili. Mała Zosia byłaby ze mnie dumna.

 

Kobiecość siedzi pod spódnicą, w wolnym sercu, w szalonej głowie, w różu i długich wiadomościach. Ale przede wszystkim – siedzi ona w każdej kobiecie, jeśli ona tylko dobrze na siebie spojrzy i przypomni sobie, kim jest.

Z.

 

2 Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s