Życie ma to do siebie, że lubi zaskakiwać, szczególnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. To ciekawe – bo przecież wiem, że ono zaskakuje i lubi nagłe zwroty akcji, i lubi namieszać, i ma to do siebie, że obsypuje naszą ścieżkę ludźmi, którzy później skręcają w inną stronę. I wciąż, gdy ono uśmiecha się szelmowsko i szepcze „patrz teraz, będzie się działo”, jestem niezmiennie zdumiona obrotem sprawy. Ale jak to? Ale jak można tak było? Chyba nigdy nie wyrosnę z tego zdumienia, z każdą niespodzianką dziwiąc się coraz bardziej.

Rozstania mają to do siebie, że są nieuniknione. Podobnie jak ból brzucha, gdy zjesz za dużo naleśników z twarogiem. Naleśniki jednak niczego nie zmienią w ostatecznym rozrachunku codzienności, rozstania zaś – bardzo dużo. Rozstania bolą i boją, nie wiem które z tych czynności uprawiają zacieklej, bo niekiedy boli i boi tak samo mocno. Każde rozstanie po długim wspólnie spędzonym czasie przyprawia o mdłości. To najlepsza dieta odchudzająca, gdy nie możesz niczego przełknąć. Najlepszy wyciskacz łez, które lecą ciurkiem, zachlapując brodę, stanik i do suchej nitki przemaczają sukienkę w kropki. Rozstania są jak kubeł zimnej wody, który na początku podtapia, ale później trzeźwi.

Najgorsze są te znienacka, których człowiek się nie spodziewa. Gdy wracasz do domu, a tam pusto i nikt nie czeka, choć miał. Na które nie był przygotowany, które nigdy (a widzisz, nie przestanę w to wierzyć) nie miały nastąpić. Te rozstania wyrywają serce i usuwają grunt spod nóg.

Ale gdy płacz już wybrzmi, łzy oschną, serce – jak to serce – weźmie plasterek i pozalepia sto pięćdziesiąt osiem ran, wtedy siedzisz z herbatą przy stole i patrzysz na deszcz. I myślisz, i myślisz, i naprawdę długo myślisz. Myślisz o tym, co było złe i o tym, co było dobre. Na moment – parodniowy lub parotygodniowy – najważniejsze jest to, co było złe. Mając to w pamięci, łatwiej jest się otrząsnąć. Mimo że boli i tęskno, to jednak ze złym w głowie można po raz n-ty na nowo planować życie. Życie solo. Poźniej przyjdzie czas na wspominanie dobrych chwil i zasypianie w wyimaginowanych już ramionach, teraz trzeba myśleć o życiu i planach.

Wypijesz herbatę, wysmarkasz kolejną rolkę papieru, znowu najdą Cię mdłości i nagle coś przychodzi do głowy. Kolejny krok ku temu, by było łatwiej znieść niedawne zmiany. Przypomnienie o tym, co przecież jest z Tobą od zawsze i na zawsze (to akurat tak).
Wszystko jest po coś, nic nie dzieje się bez przyczyny, a przypadki nie istnieją. Szczerze w to wierzę. Podobnie jak w to, że każdy człowiek jest w naszym życiu po coś. Staje na naszej drodze w momencie, gdy najbardziej go potrzebujemy – albo on nas. I zaczynamy żyć razem lub też obok siebie. Doświadczać, wymieniać się myślami, miłościami i zagwozdkami. A gdy już wszystko wybrzmi – to co mieliśmy wzajemnie sobie dać i otrzymać, idziemy każde w swoją stronę. I nie ma co rozpaczać, i rwać włosy z głowy (choć trudno tego nie robić, to takie ludzkie). Zamiast złorzeczyć (bo to takie oczywiste) lepiej podziękować i wdzięczność czuć. I puścić wolno, hen hen daleko. Było, nie ma, będzie nowe. Będzie pięknie. Ba! jest pięknie.
Bo wszystko jest po coś, a to, co boli najbardziej, najwięcej też wnosi i uczy.

A jeśli to miłosne rozstanie, to nie ma co się spalać i zamykać. W miłość i dobro, i w ludzi zawsze warto wierzyć i wiedzieć, że istnieją. Miłość jest piękna i warto ufać temu, co przynosi.

 

Rozstanie pojawiło się i zrobiło kompletny bałagan w życiu. Mówię Wam, burdel jakich mało. Upijam się herbatą, zapisuję kolejne karteluszki uczuciami i myślami i klaruje mi się w głowie obraz nowego życia. Bo po każdym rozstaniu pojawia się nowe życie. „Rozdział” niekiedy to za małe słowo.

Siedzę, z powiek schodzi opuchlizna i wiem, że nic nie będzie już jak dawniej. Inaczej myślę, inaczej czuję. Inne mam priorytety, a przede wszystkim – nie jestem już sama. Mam dwa psy, o które trzeba zadbać, zająć się nimi i kochać ze zdwojoną siłą. I widzę siebie w tym wszystkim, zagubioną, smutną, rozżaloną i bez planu (a bez planu to dla mnie najgorzej na świecie). I mówię jej – tej sobie – „Zosieńko, głowa do góry”. Nagle dociera do mnie coś, co zawsze było poza zasięgiem mojego rozumowania. Małe kroki.

Małe kroki, na spokojnie. Jestem młoda i nie muszę mieć i zrobić wszystkiego już teraz zaraz. Mogę powolutku to życie ogarnąć. Skupić się na sobie, na odbudowaniu i ułożeniu na nowo marzeń i planów. Gdybym była sama, bez Amelii i Wandy, to pewnie już byłabym w drodze do Nepalu. A nie jestem. Bo czas nauczyć się żyć, a nie czekać aż spełni się kolejny punkt z listy. Nie czekać na wyjazd, na po wyjeździe, na koncert, na miłość. Skupić się na tym życiu teraz i żyć. Nie muszę od siebie wymagać, mogę o siebie dbać. Nie pędzić i nie narzucać sobie trudnych do spełnienia oczekiwań. Może i nie odwiedzę dziesięciu krajów rocznie, ale te kraje nie uciekną, mam na to czas. Czas na pozbycie się swojej własnej presji. Czas na wdzięczność, wolność i powrót do siebie. Mogłam wyjść z klatki i teraz na nowo muszę nauczyć się przeczesywać dzikie szlaki. I wiem, że mi się to uda. Bo komu jak nie mi? Małe kroki – już czuję, że one będą piękne.

 

Wyprowadzam się do miasta, po górach i lesie przyszedł czas na nowość. I mam nadzieję odważyć się na ludzi, poznać ich. Po raz pierwszy nawiązać znajomości, które poskutkują tańcami o północy i wspólnymi wyjazdami. Nigdy tak nie miałam, czas o to zadbać. I dużo spacerować, trenować psy i oswajać je z dziećmi, psami, rowerami. Chodzić do teatru i na koncerty, pracować w małej wege knajpce i rozwijać fotografię. W weekendy jeździć za miasto, palić ogniska i robić zdjęcia. Żyć wolno, dla siebie i ze sobą.
No i mamy plan, i mówiłam – będzie pięknie.

I kiedyś jeszcze kupię VW T2 i ponomaduję sobie nieco.

Z.

5 Komentarzy

  1. Zosiu, czas potrzebne jest czas…Jesteś bardzo dzielna, bo powstał już plan :).
    W trudnych dla mnie momentach staram się wlaśnie skoncentrować na sobie, na tym czego potrzebuję ja, moje ciało, moja dusza.Wiem, że przyjdzie czas kiedy znowu będę się cieszyć i uśmiechać, że przyjdzie czas na dobre…
    Jesteś bardzo mądrą i świadomą siebie osobą.
    Czytam Twojego bloga, po pomaga mi wrócić do siebie samej, do moich pierwotnych marzeń i pragnień, na etapie życia kiedy jestem matka i żoną.Lubię swoje życie,ale zatraciłam swoją wolność.Tu, do Ciebie wracam po „oddech”, zapach wolności, marzeń, kolorów:).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s