Tekst nie będzie abstrakcyjny, ani podróżniczy, ani lekki, ani o niczym.
Będzie, bo źle się wydziało. I to źle przestało dziać się tylko w mojej głowie. Zaczęło być dostrzegalne. A to dostrzegalne kopnęło mnie po moich ambitnych jajach i postawiło do pionu.

Zniknęłam. Nie było mnie. Pisałam, ale o niczym; mówiłam o podróżach, z których żadna nie doszła do skutku. Bieszczady, Mołdawia…nic. Zaniedbałam bloga, zaniedbałam fanpage, zaniedbałam swoich odbiorców, a kontakt z nimi od wielu lat tak przecież cieszył.

Od listopada moje życie przypominało jeden wielki rollercoaster, gdzie więcej było czegoś nieciekawego niż ciekawego, więcej nieprzyjemności niż frajdy, więcej mówienia niż działania. I piszę o tym głośno nie po to, by się nad sobą użalać, lecz po to, by zamknąć jeden z najmniej rozwojowych rozdziałów mojego życia, podczas którego stanęłam w miejscu i zaparłam się jak osioł. I po paru miesiącach doszłam do ściany, ściany z cegieł tak grubej, że mimo walenia w nią głową nie byłam w stanie ukruszyć choć kawałka.
I w tym samym czasie usłyszałam od obcych – wydawałoby się – ludzi „gdzie jest Zosia, czemu nie jeździ, czemu nic nie robi?”, usłyszałam od swojej rodzonej babci, że nie mam stać w miejscu i od Mamy, że nie może na mnie patrzeć. To chyba wystarczające powody ku temu, by napluć na tę ścianę i znaleźć wyłom w murze, by iść dalej, prawda? Tym bardziej, jeśli dodam do tego fakt swojego bycia na skraju wytrzymałości, pojawienia się myśli bulimicznych (po roku od ich całkowitego zniknięcia) tęsknicy za dawną sobą i rosnącej z dnia na dzień chęci działania. Dość!

Więc wstaję, nie oglądając się na innych, biorę swoje życie w swoje ręce. Za tydzień mam urodziny i to będą ostatnie urodziny, podczas których – w podsumowaniu roku – napiszę „zniknęłam, zgubiłam siebie, zassało mnie w niemoc i niechęć”. Przez ten rok przykryłam się kołdrą „robienia czegoś dla innych” i/lub „nie robienia niczego dla siebie”. Nie zrozumcie mnie źle – jest przecież kochaj.się, ale poza tym…nic. Nie przeczytałam żadnej sensownej książki, obejrzałam może z dwa dobre filmy, nigdzie nie byłam, nikogo nie poznałam na dobrą sprawę. Nic. A dla mnie nic to naprawdę dużo.

Otrzeźwienie przyszło w samą porę – zbliża się lato, czas wyjazdów, wylotów, autostopów i przygód. Chcę wygospodarować sobie tyle czasu, ile będzie trzeba i wrócić do życia na pełnej petardzie. Być w wielu miejscach, nie zwalać winę na „zły dzień”, nie zapędzać się w odmęty szarego smuteczku i snucia się po mieszkaniu. To nie będzie takiej proste i hej i do przodu, bo jednak start po paru długich miesiącach zastania nie jest łatwy, ale wezmę byka za rogi. Muszę pozamykać parę spraw zawodowo-zobowiązaniowych i zrobić coś dla siebie. Od jesieni mocno tkwię w gównie dorosłego życia, które sama na siebie ściągnęłam. Bałam się, że przeżarło mnie ono do szpiku kości. Ale nie, jednak nie, jednak nadal jestem. Muszę teraz tylko sięgnąć po różowe okulary, skleić je i pokazać dorosłemu życiu, że mogę być nad wiek dojrzała, ale niedorosłość należy mi się jak psu buda. I rozwój, i świat, i pisanie i bycie dla siebie.

Wracam więc. Tym razem na poważnie, by nie zmarnować kolejnych paru miesięcy (podczas których wymówki brzmiały: nie piszę, bo co…bo nie mam weny, nie mam o czym pisać, nic się nie dzieje? to zrobię tak, by się działo i wrócę do trybu dwa teksty na tydzień). Już od czerwca, może lipca wrócę na właściwe tory. Blog będzie Manfredem, ale będzie się na nim działo jak za życia Życiowej Drogi. Obiecuję (a ja nie rzucam słów na wiatr).

Uprzedzając Wasze pytania. Manfred camperem…będzie, jeszcze nie do końca wiem kiedy, bo tutaj także pojawiło się wiele alów i ali, i przeciwności, ale będzie. Jak nie latem, to jesienią lub zimą. Ogarniemy. Ogarnę.

Znowu będzie mnie nie za dużo i nie za mało, a w sam raz. Bo przecież po to powstała Życiowa Droga. Bym pisała, dzieliła się ze światem moim nieco pokrętnym życiem i sposobem myślenia, by były podróże małe i duże, by było kolorowo i fotograficznie. I będzie. Bo kolejny raz siebie – i Was – nie zawiodę.

Z najlepszymi uściskami,

Z.

2 Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s