Opowieść o szlacheckiej rodzinie i miłości do Polski

Nie jestem patriotką. Zawsze bliżej było mi do nazywania się obywatelką świata.
My – młodzi urodzeni w latach 80. i 90. – jesteśmy szczęściarzami, będę to powtarzać do znudzenia. W naszym świecie nie ma granic, a życie oferuje morze możliwości. Wstydem byłoby z nich nie skorzystać. Niektórzy rodzą się wolnymi ptakami, inni uczą się latać pomimo wielu kamieni przytłoczonych do ich nóg. Ważne, że żyją marzyciele, którzy swoimi marzeniami pchają świat do przodu i pozwalają mu rozkwitać. Którzy przecierają ścieżki i szukają nowych szlaków.
Jednak, pomimo absolutnego braku patriotyzmu i pomimo żądzy przygód doświadczanych na każdym kontynencie i w każdym kraju na ziemi, kocham Polskę. Pewnie wielu spyta, dlaczego?

 

Poszczęściło mi się w życiu.
Wychowałam się w fantastycznej rodzinie, która – jak każda – miała swoje blaski i cienie, jednak, patrząc z perspektywy czasu, widzę, że blaski były tym, co sprawiło, że dziś mogę tak głośno świecić. I rozkwitać, szeroko rozkładać skrzydła i lecieć.
Wychowałam się w rodzinie z korzeniami szlacheckimi, wśród ludzi, którzy cenili kulturę i tradycje. W domu, w którym liczyły się słowa, książki, szacunek i rozmowa. Mama wiecznie powtarzała mi, że mnie kocha i jest ze mnie dumna. Babcia opowiadała o dzieciństwie wśród koni i o nocnych wycieczkach z przyjaciółmi do sadu i na harce. Pradziadek snuł opowieści o AK i o partyzantce.
Na święta, w domu, nigdy nie było alkoholu. Telefony komórkowe były zabronione, a telewizor miał szlaban na granie. Nigdy nie grałam w gry komputerowe, a pierwszy smartphone kupiłam w liceum. Za to zawsze był czas na książki, na rozmowę, wspólną kolację czy wygłupy o północy. Ktoś z Was skakał kiedyś ze swoją babcią – po dziś dzień noszącą trampki – przez ognisko?

 

Ludzie, którzy mnie ukształtowali, dalecy byli od szyderstw, groźnych kłótni, brzydkich słów i nienawiści. Nigdy nie było jadu i przemoc – ani słownej, ani fizycznej.
Pewnie, że nie zawsze się dogadywaliśmy i wiele moglibyśmy sobie zarzucić, jednak ważne jest to, że byliśmy dla siebie dobrzy. Że mogliśmy na siebie liczyć.
Wychowałam się w bańce mydlanej miłości, szacunku, kultury i dbałości o język i o relacje. Od dzieciństwa wpajano mi dobre wzorce. Szacunek do zwierząt, dbałość o szczegóły, zachwyt przyrodą. Budowano we mnie poczucie własnej wartości i nie kazano schodzić na ziemię, gdy biegałam z głową w chmurach. Mówiono raczej: „bądź sobą, tylko nie bądź naiwna”.

 

Wiedziałam, że za drzwiami sąsiadów czai się patologia, że nie każde życie wygląda tak, jak moje. Mgliście zdawałam sobie sprawę z tego, że rozmowy – dla mnie chleb powszedni – dla wielu mogą być niczym czekoladowe ciasto z drobinkami złota.

Szerszy pogląd na świat i na szarą rzeczywistość dawały mi filmy. Polska kinematografia w przeważającej większości. Obrazy, które czułam całą sobą, które do mnie przemawiały i pozwalały zrozumieć świat. Widziałam to życie z mieszkania obok, mogłam poczuć na języku jego cierpki smak. Były to filmy tak realistyczne, że czułam strach i pustkę. Dzięki temu rozumiałam bardziej. Nie żyłam w różowej otoczce nieświadomości, lecz czerpałam z obu światów: mojemu byłam wdzięczna i umiałam go docenić, a ten drugi – szary i gorzki – dawał siłę i świadomość. Dzięki temu nie stałam się rozkapryszoną księżniczką.

Ominęłam mnie fala hejtu na „cebulactwo”, dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, o co tu w zasadzie chodzi. Ludzie zawsze byli dla mnie tylko ludźmi, a że Polak lubi kombinować… W moim otoczeniu nie było prostactwa. I nie wydaje mi się, bym musiała obcować z ludźmi, z którymi się nie czuję. Mogę odciąć się od świata, który nie jest mój i żyć tym dobrym, kulturalnym i artystycznym. W każdym środowisku zdarzają się ciekawe i mniej ciekawe osoby.

Polska to dla mnie… Czym jest dla mnie Polska?

Pięknym krajobrazem. Rosą o poranku na nadbiebrzańskich łąkach. Świerszczami cykającymi letnim wieczorem wśród zbóż. Spacerami po soczyście zielonym lesie, po mchach, wśród pajęczyn i babiego lata.
Herbatą pitą z emaliowanego kubka przy ognisku. Ziemniakami pieczonymi w żarze. Wielkanocą w górach. Śnieżnymi Kotłami. Burzą nad jeziorem o trzeciej nad ranem. Wakacjami pod namiotami. Białym Bożym Narodzeniem przy wielkiej choince ubranej w słomiane ozdoby, czerwone jabłuszka i pierniczki.
Synonimicznym, barwnym językiem pełnym metafor, żaru i namiętności.
Współczesną muzyką, którą czuję całą sobą i koncertami uwielbianych artystów.
Podróżami po kraju. Biedą, rozpadającymi się domami, w których mieszkają najszczęśliwsi ludzie. Plastikowymi literkami w witrynach wiejskich sklepów. Obdrapaną farbą na budynkach. Wnętrzami z czasów komuny, ciemną boazerią. Zagraconymi podwórkami. Domkami nad jeziorem, nieremontowanymi od lat, zarastającymi w pajęczyny i historie. Szarością i poczuciem, że jestem u siebie.
Rodzinnymi zdjęciami z lat 70. Dusznym latem i lodami na patyku. Słońcem wśród jabłoni w starym sadzie. Polnymi drogami. Złotą jesienią, i jesienią szaroburą i nieponurą. Wibrującą w powietrzu atmosferą, tak trudną do opisania słowami.
Kontrastami, żywiołowością i najlepszymi przyjaciółmi.

 

Kocham podróże, uwielbiam odkrywać nowe miejsca, smakować obce potrawy, słuchać opowieści o krajach i ludziach. Jednak zawsze czuję się gościem, podróżnikiem, nie czuję się jak w domu. Uwielbiam Anglię z jej soczystą zielenią, deszczem i flegmatycznością, ale za nic nie chciałabym się tam zestarzeć. Pociąga mnie Francja, na Gran Canarii spędziłam wspaniałe chwile. Ale to nic w porównaniu z moimi uczuciami do Polski.

 

Kocham ten kraj i wczoraj dojrzałam do tego, żeby powiedzieć, że to mój dom, to miejsce, gdzie się wychowałam, gdzie dorastałam, poznawałam świat i siebie. To miejsce, które noszę głęboko w sercu i czuję każdą komórką ciała. Gdzie rodziły się wspomnienia, gdzie przeżywałam wszystkie pierwsze razy i gdzie walczyłam z bulimią. Polska to moja historia, to duża i ważna część mnie.

I dojrzałam do tego, by wreszcie uświadomić sobie, że powrót do Polski to nie porażka, to przywilej. By móc tu mieszkać, obserwować i wyciągać wnioski. Niedługo wsiądę w campera i pojedziemy zawojować świat. Jednak zawsze będę miała gdzie wracać.

 

Z.

4 Comments Add yours

  1. chmurykultury pisze:

    Piękne porównania i opisy 🙂 Czytało się jak książkę 🙂

    Polubienie

    1. ZosiaLS pisze:

      A cóż to będzie, gdy takowa książka powstanie? 😉
      Dziękuję!

      Polubienie

      1. chmurykultury pisze:

        Jak powstanie to daj znać 🙂

        Polubienie

      2. ZosiaLS pisze:

        Ależ oczywiście! Nie omieszkam 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s