Ciało to nie powód do wstydu

Żyjemy w świecie obrazków. Z każdej strony zalewają nas falami zdjęcia – te ładne i te mniej piękne. W cyfrowym świecie, fotografii jest tyle, że człowiek traci głowę. I – co przerażające – traci też zmysł trzeźwej oceny sytuacji. A ta nie maluje się zbyt barwnie. I uwierzcie mi, jako że lubię otaczać się pięknem, nie mam absolutnie nic przeciwko ładnym zdjęciom. Niekiedy jednak mam wrażenie, że pobłądziliśmy gdzieś po drodze. Zgubiliśmy się i to bardzo.

Jak wiecie, przez lata zmagałam się z bulimią (przyznałam się, byłam wdzięczna i upadałam) i to doświadczenie sprawiło, że stałam się bardziej wrażliwa, a może nawet przewrażliwiona, na punkcie ciała i naszego podejścia do niego. Przez całe gimnazjum i liceum katowałam się, biczowałam i gnębiłam za to, że nie wyglądam tak, jak piękne modelki z okładek. Były katorżnicze treningi, głodówki i kompensacje, obżarstwo i wymioty. Było źle.
Dziś wiem, że jednym z czynników mojej choroby były media i presja społeczeństwa. Społeczeństwa, które żywi przekonanie, że piękne jest tylko szczupłe, wysportowane i jędrne. Społeczeństwa, które ma czelność oceniać ludzi nie przez pryzmat tego, co sobą reprezentują, a tego, jak wyglądają (sic!). Krew mnie zalewa, gdy pomyślę sobie, jak często słyszę od innych kobiet „jestem brzydka, gruba, nienawidzę moich zmarszczek, mam ohydne włosy”, a nigdy „kocham te nogi, mam takie ładne oczy, jestem śliczna”. Słowo daję, ja nie otaczam się szkaradami.

Dla ludzi nie ma być, jest wyglądać. Niestety – to wyglądać nigdy nie zadowala. Zawsze jest czegoś za dużo, czegoś za mało, za ciemno, za jasno i za nierówno. Nie znam osoby, która, patrząc na swoje zdjęcia, bez mrugnięcia okiem powiedziałaby WOW.

Tutaj pojawia się paradoks. Z jednej strony – nie lubimy siebie, nie akceptujemy wyglądu, klniemy na swoje odbicie w lustrze.
A tu proszę: co rusz widać wypięte pupy, duże dekolty, słodkie minki i prowokujące pozy szukające uwagi i poklasku. I to jest w porządku. I to nikogo nie rusza. Panowie się jarają, panie zazdroszczą. Ktoś czasem powie co za wstyd, ale w ogólnym rozrachunku te słowa giną. Ma być wyuzdanie, prowokująco, seksownie.
I po chwili już nikt nie zwraca na to uwagi, stajemy się niewrażliwi. Scrollujemy dalej. Zdjęcia, które trzydzieści lat temu nadawałyby się do promocji filmów pornograficznych, dziś nikogo nie szokują.

I znowu mamy paradoks. Bo z jednej strony kipiący seks, który nikogo nie rusza, a z drugiej – rosnąca w siłę kultura gwałtu. Zwalanie winy na dziewczynę, bo sprowokowała (do jasnej cholery, nie zawsze znaczy nie!). Ale od kiedy krótka spódniczka jest synonimem bierz mnie tu i teraz,  jak stoję, dziko i bez pytania? Kobiety mają prawo nosić to, co im się żywnie podoba i nie mieć z tego powodu kłopotów. Skoro akceptujemy dwuznaczne zdjęcia, to uszanujmy też odważny strój. Gwałt to zawsze wina tego, który gwałci, a nie tej, która jest gwałcona. Gdy ktoś zamorduje niemowlę, to nikt nie powie, że ono samo sobie było winne.
Pan, który ostatnio podwiózł mnie na stopa, pięknie to podsumował: skoro facet chce kobiety, to przecież może mieć swoją lub innej zapłacić, to nie majątek; po co obcej robić krzywdę…

Seks stał się powszechny, są wiadome teledyski, fotografie i pikantne historie. I tutaj –ponownie – zonk. Bo gdy w myśl zasady ma być mi wygodnie i dobrze przestałam nosić stanik, wszyscy byli mocno zszokowani. Jak ja tak mogę? Nie wstydzę się? Przecież tak się nie godzi. A ja się grzecznie pytam – czy ja Wam zaglądam pod koszulkę? Gdybym mogła, to chodziłabym nago, tylko przez większość roku byłoby mi za zimno. Półnagie fotki są w porządku, ale brak biustonosza pod swetrem już nie?

Każdy z nas ma ciało. Chude, grube, opalone, blade. Nogi, ręce, piersi, brzuch, pupę. Czy moje ciało różni się czymś od ciała tamtej pani czy tej dziewczynki? Gabarytami, i wiekiem. I wsio. Nie oszukujmy się, nie ma w ciele niczego niezwykłego. Owszem, jest piękne, ponętne i przydatne, ale czy to naprawdę oznacza, że musimy żywić wobec niego aż tak gwałtowne uczucia?

Krótko przed podpisaniem mojej umowy w sprawie au-pair na Reunion, Caroline zapytała się, czy nie będę miała nic przeciwko, gdy zabiorą mnie na plażę nudystów, ponieważ na inne nie jeżdżą. W pierwszej chwili poczułam się dziwnie. A po chwili uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie ma nic lepszego niż ludzie, którzy lubią swoje ciało i mają do niego dobry stosunek. Dobry to najwłaściwsze słowo.

Bo chyba o to w tym wszystkim chodzi – by ciało było ciałem. Nie kartą przetargową, nie wrogiem, nie powodem do wstydu. Chodzi o to, by ciało traktować dobrze, z szacunkiem i miłością, na równi – jak najlepszego kumpla. By go nie demonizować i nie wznosić na piedestał. Skupić się na tym, co w życiu ważne: na pracy, marzeniach, rodzinie czy przyjaciołach.

Ja swoje ciało kocham. Tak po ludzku, jak kocha się psa czy maskotkę z dzieciństwa. Jestem wdzięczna, bo dzięki niemu mogę spełniać marzenia. A że nie nosi rozmiaru 34 i lubi jeść czekoladę? Skoro lubi, to niech je. Każdy ma do tego prawo.

Gdy jeżdżę nad jezioro, kąpię się nago. Lubię czuć wodę i las każdą komórką ciała. Nie widzę w moim zachowaniu nic dziwnego. Gdziekolwiek nie jestem, staram się być naturalna. Zawsze sobą, przecież nie mogę być kimś innym. Lubię, ale nie prowokuję. Szanuję się. Kocham. Nie wygłupiam. Nie dramatyzuję. Jestem dobra. I chciałabym, by inni to akceptowali. By inni też nie mieli nic przeciwko samym sobie. Gdyby tak wyjść z okowów moich kochanych norm społecznych, każdemu żyłoby się lepiej.

I nie boję się mówić o tym głośno.

Wasza Z.

 

Śmiało, udostępnij ten wpis na Facebooku. Polub Życiową i zajrzyj na Instagram. Będę bardzo wdzięczna!

12 Comments Add yours

  1. JW pisze:

    Zakochałam się w tym poście i w tym co robisz . Dziękuję za to i powodzenia ❤

    Lubię to

    1. ZosiaLS pisze:

      Dziękuję za Twoje słowa. Obecność kogos, kto docenia, jest nieoceniona 🙂

      Lubię to

  2. poskladana pisze:

    Brawo! 100% prawda 🙂 A później faceci, którzy naoglądali się wyretuszowanych zdjęć, szukają takich „ideałów urodowych” i są bardzo rozczarowani. Myślę, że każda kobieta jest piękna, tylko nie każda o tym wie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. ZosiaLS pisze:

      Każda z nas jest najpiękniejsza, bo nie ma drugiej takiej samej. I tylko tym, które są tego świadome, pozostaje walka o uświadomienie innych! 🙂 A faceci…o nich to książki można by pisać.

      Polubione przez 1 osoba

    2. hreindyr pisze:

      To nie do końca tak działa. Zdjęcia zdjęciami, ale dużo kobiet upodabnia się do owych wyretuszowanych ideałów (do tego stopnia, że boją się pokazać bez makijażu, bez depilacji itd.) i w efekcie robi się błędne koło. Wyretuszowane zdjęcia wpływają na pojawianie się „wyretuszowanych” kobiet, co z kolei utrudnia dostrzeganie naturalnej urody.

      Przykład znajomej, która wpadła w kompleksy przez kobiety z Instagrama. W efekcie nienawidziła swojego ciała, nie udało się jej go „polepszyć” i w efekcie zajadała stres Nutellą. I w efekcie nie potrafiła wyjść na prostą. W tym wypadku mężczyźni nie mieli z tym nic wspólnego.

      Na marginesie, problem dotyczy nie tylko kobiet. Facet musi być koniecznie wysportowany, z obowiązkowym „sześciopakiem” itd.

      Na pewno zaś panuje powszechny niedobór kochania własnego ciała. Jest to smutne, gdy kobiety reagują na dobre słowo na swój temat zakłopotaniem, czy wręcz zaprzeczaniem.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Są gusty i guściki 😉 . Z tego, co czytam w różnych miejscach (i z podsłuchanym rozmów) zauważyłam, że ilu facetów, tyle różnych „pomysłów na tę wymarzoną” . Są tacy, którym nie przeszkadzają dodatkowe kilogramy,ba , niektórzy wręcz te kilogramy preferują. Ciekawe jest to, że ideałem piękności zawsze była kobieta z lekko zaokrąglonym brzuszkiem, (symbol płodności!), a ostatnio ten brzuszek stał się czymś niewybaczalnym. To rzecz , która mnie wkurza, a następną na liście jest to, że obowiązuje swego rodzaju przymus „malowania się” społeczny, rzecz jasna. Dziwniejsze jest to, że ktoś makijażu nie ma , niż to, że ma całą warstwę tapety na twarzy.
    A pani ma ładne ciało i (twarz, zdecydowanie :)) i faktycznie nie ma się czego wstydzić.

    Lubię to

    1. ZosiaLS pisze:

      Smutne jest to, że w tym naszym świecie wygląd stoi na pierwszym miejscu. Tak jakby to, jak się reprezentujemy, było wyznacznikiem tego, czy jesteśmy dobrzy i jaką mamy energię…
      A w sekrecie powiem, że makijażu też nie noszę. Sauté, zawsze i wszędzie!

      Lubię to

  4. Magda pisze:

    Chciałabym mieć kiedyś do tego wszystkiego tak zdrowe podejście, jak Ty masz teraz. Ja mieszczę się w rozmiar 34 i co mi z tego? Moje ciało nadal mi nie odpowiada. Bardzo trudno zaakceptować swój wygląd w tych czasach. Wiecznie coś jest nieidealne. Bo kiedyś była młoda na wychudzenie. Teraz na mocne, wysportowane ciało. A co będzie za 10 lat? Kto wie.

    Lubię to

    1. ZosiaLS pisze:

      Ta moda nas kiedyś zgubi. Nie, stój – mnie już zgubiła, ale wyszłam na prostą. Najgorzej, gdy człowiek nie umie spojrzeć na siebie dobrze, z aprobatą, tak od serca. Cały świat kręci się wokół…tak nieistotnej rzeczy. To bardzo smutne. I nie zamierzam w tym uczestniczyć!
      Dołącz do mnie 🙂

      Lubię to

  5. Ja prowadzę swój sprzeciw wobec kultu ciała w nieco inny sposób- nie publikuję w internecie w ogóle zdjęć, na których widać moją sylwetkę, a w żadnym wypadku rozbieranych. Nie dlatego, że się wstydzę, ale w ramach protestu przeciw seksualizacji i ocenianiu innych przez pryzmat wyglądu.

    Lubię to

    1. ZosiaLS pisze:

      A widzisz…każdy ma swoje sposoby. Ja chcę pokonać wroga jego własną bronią.

      Lubię to

      1. mgrabas pisze:

        wroga? 😉

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s