Myśli majowe

Maj to miesiąc Dyziów Marzycieli

 

Wodna panienka

Słońce chyli się ku zachodowi, a przepołowiona sosna kłania się wodzie. Omszałą ścieżką, piękniejszą od czerwonego dywanu, schodzę ostrożnie w dół skarpy. Zasłuchana w wesołe trele, mijam świerki i buki. Za ostatnim zakrętem czeka polana, której lewy kraniec łagodnie wchodzi w jezioro. W lesie, poza świergotem ptaków, panuje absolutna cisza i spokój. Czuję na sobie wzrok nieba, które delikatnie przekrzywia głowę, ciekawe, co teraz zrobię. A ja podchodzę do brzegu, spokojnie ściągam buty. Zsuwam spodenki, delikatnie rozpinam guziki koszuli. Nigdzie mi się nie spieszy, jestem tylko ja i las wokoło. Na palcach wchodzę do wody. Czuję, jak delikatne fale obmywają moje kostki. Blada skóra pokrywa się gęsią skórką, a nieopalone ciało śle uśmiech słońcu.  Jest koniec maja, drzewa kwitną, a żółty pyłek unosi się na powierzchni jeziora. Las wibruje, gdy zamykam oczy, czuję jego oddech. Podobnie jak ja, wystawia twarz do pierwszego upalnego słońca. Spoglądam na siebie z góry – naga dziewczyna powoli zanurza się w jeziorze. Kostki, uda, brzuch, piersi, ramiona. Nagle daję nura i staję się jednością z wodą. Oddaję jej cześć każdym porem ciała. Włosy falują na powierzchni, oczy obserwują podwodny świat. Zimna woda ciasno oplata moje blade ciało. Muska opuszki palców, szyję, talię i kolana. Niczym zakochana dziewczyna, oddaję się jej w pełni. Słońce powoli chowa się za drzewami, a ja po raz pierwszy od wielu dni czuję się czysta. Zmywam z siebie złe myśli, smutek, zagubienie i tęsknotę. Czuję, że zbliża się dobre. Pierwsze zanurzenie to rytuał, którego nie można zlekceważyć.

 

Z wizytą w krainie dzieciństwa

Uzbrojona w aparat, kieruję się w stronę parku. Pamiętam go z dzieciństwa. Szerokie aleje, duże jezioro, po którym pływały łódki i rowery wodne w kształcie łabędzi. Nad wodą rozrzucone były kamienne mosty. Jako mała dziewczynka, zawsze chętnie wspinałam się na nie i z góry obserwowałam świat. Pamiętam świerki sięgające nieba  i drewniany pomost, z którego karmiliśmy kaczki. Teraz, po raz pierwszy od lat, mijam tabliczkę „Park Sołacki”. W ostatnim momencie uskakuję przed rozpędzonym rolkarzem. Czuję się dziwnie, bowiem z miejsca, w którym stoję, mogę dojrzeć plac zabaw, który przecież przed laty był tak daleko! To nie pierwsze rozczarowanie. Wielkie jezioro okazuje się być niewielkim stawem, pokrytym rzęsą w paru miejscach. Kamienne mosty to w rzeczywistości brukowane kładki, szerokie aleje stały się dróżkami, a wysokie drzewa…skarlały. Zniknęły plastikowe łabędzie, drewniany pomost porastają trzciny. Mam wrażenie, że ktoś zabrał część mojego dzieciństwa. Na własne życzenie pozbawiłam się złudzeń, wyrwałam wspomnienia. Po tej wizycie zatrą się obrazy małej Zosi, pamiętającej oszałamiający park. Łzy, które z żalu płyną strumieniem po moich policzkach, nie wrócą beztroski tamtych lat. Odwracam się na pięcie i uciekam z parku. Niekiedy lepiej nie wracać do dawno zapomnianych miejsc.

 

Dotyk

Maj zagląda w okna głowy wspomnieniami. Ciepłe wieczory, szemrząca rzeka i drewniany strop przywołują minione miłości i przyjaźnie. Popołudnia spędzane nad rzeką na pomoście. Przedrzeźnianie rybaka. Łapanie stopa w trzydziestostopniowym upale na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Parę dni spędzonych w ciężarówce w drodze do Bukaresztu i nocleg w dzikim wąwozie. Francuski film i dłoń od niechcenia trzymana na lewej piersi. Północ na dachu wieżowca z widokiem na całe miasto. Odciski na stopach, które wolały iść w różowych trampkach niż zbyt szybko skończyć wieczór. Głupawe filmy oglądane do białego rana. Pływanie nago w Bałtyku w blasku księżyca. Listy pisane na papierze nutowym. Wiersze okraszone niezapominajkami. Swing tańczony przy fontannie. Listopadowy dom w Gdańsku z widokiem na plażę. Ludzie, uczucia, dotyk i śmiech.

 

Maj nie pozwala pamiętać, jednocześnie nie dając zapomnieć. Maj pachnie bzami i lemoniadą. W maju kwitną kwiaty i w brzuchu rodzą się motyle. Maj to preludium rzeczy wielkich, wspaniałego roku i nieobliczalnych znajomości.

 

 

 

Wasza majowa,

Z.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s