Owca Krystyna i ludzkie ZOO

Owca Krystyna

Owca Krystyna nie wiedziała, dlaczego któregoś dnia na jej pastwisko przyjechało nagle dwoje ludzi w czarnych kombinezonach. Do tej pory, przez parę lat swojego życia, widywała jedynie wiecznie niezadowolonego farmera, który dwa razy do roku brał wielkie nożyce i ją strzygł. Była mu wówczas bardzo wdzięczna – czuła, jakby zabierał z jej pleców ogromny ciężar. Lżej jej się chodziło, biegało.

Owca Krystyna lubiła w pogodne dni spoglądać w górę i obserwować chmury. Miała wrażenie, że te białe obłoki to jej pobratymcy. Wyobrażała sobie, że razem płyną aż po bezkresny horyzont. Lubiła także wąchać bzy w maju i obserwować pola kwitnących słoneczników latem. Była szczęśliwa, czuła się wolna, gdy spokojnie spacerowała po zielonych wzgórzach pełnych jedzenia. Niekiedy wieczorami skupiała się wraz z innymi owcami w gromadę i dyskutowała o pogodzie i o najlepszych kąskach na pastwisku. Wiodła lekkie, niczym niezmącone życie.

Aż nastał ten dzień, gdy na pastwisko wkroczyło dwóch mężczyzn w czarnych kombinezonach. Już sam fakt, że nie mieli nożyc w rękach, zaniepokoił owcę Krystynę. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze nastało, gdy tych dwoje zaczęło podnosić inne owce i rzucać je, bezwładne, na pakę swojego samochodu. Coraz szybciej zbliżali się do niej, a ona stała bez ruchu, sparaliżowana strachem. Po chwili już ją mieli, już leciała w powietrzu i twardo wylądowała wśród przerażonych towarzyszek.

Żadna z nich nie wiedziała, co się dzieje. Dlaczego zabierają je z domu, wywożą zamknięte za kratami. Wszystkie podświadomie czuły zbliżające się niebezpieczeństwo, lecz nie umiały określić, czego się bały. Jechały długo, zamknięte. Nie miały ani jedzenia, ani picia. Owca Krystyna czuła się coraz bardziej osłabiona i smutna. Wiedziała, że nigdy już nie wróci na swoje pastwisko i nie zobaczy braci-chmur. Po długim czasie, który wlókł się niemiłosiernie, samochód zaparkował. Otworzono pakę i w tym momencie owce poczuły zapach, którego dotąd nie znały, lecz nie miały wątpliwości – był to zapach śmierci. Wszechogarniający, paraliżujący, ścinający krew w żyłach. Nie mogły się ruszyć, nie chciały wychodzić z auta.

Nagle jednak wokoło pojawiło się więcej mężczyzn w czarnych kombinezonach. Krzyczeli coś niezrozumiałego, wymachiwali rękami. Zaczęli szarpać owce. Bili, ciągnęli za uszy, za nogi, okładali kijami. Z trudem wydostali je z samochodu i jak worki ziemniaków rzucali na posadzkę w wielkiej hali. Owca Krystyna czuła śmierć w każdym zakamarku ciała, w uszach, nozdrzach i pod kopytkami. Słyszała krzyki jej towarzyszek, widziała, co robiły ręce w czarnych rękawiczkach. Ktoś podszedł do niej od tyłu i poczuła przeszywający całe ciało ból, jakby łamano jej wszystkie kości. Ktoś wziął nóż, mignął paralizator. Bolało jak diabli. Później nie czuła już nic, zapadała w ciemność.
Owca Krystyna już nigdy nie poskubała zielonej trawy, nie popłynęła z braćmi-chmurami. Parę dni później jej uda zawisły na hakach świeży udziec barani 22 zł/kg, a ciało sprzedano, by przerobić je na kebab. I owca Krystyna już nigdy nie podziękuje farmerowi za strzyżenie.

 

Witamy w ZOO

Dzieci, proszę ustawić się parami. Jedna za drugą. Każdy gotowy? Świetnie! Szybciutko przypomnę Wam zasady panujące w naszym ogrodzie zoologicznym: proszę nie dokarmiać naszych podopiecznych, nie patrzeć im w oczy i nie robić zdjęć. Chodzimy jedynie po wyznaczonych ścieżkach i nie oddalamy się od grupy. Gdybyście jednak się zgubili, pokażcie pracownikom ZOO wasze przepustki z imieniem i nazwiskiem. Czy ktoś ma jakieś pytania? Nie, to zaczynamy.

Na pierwszym wybiegu widzicie parę przedstawicieli gatunku amerykańskiego. Pochodzą ze wschodniego wybrzeża, a dokładnie z Nowego Yorku. Znaleźliśmy tę dwójkę, gdy zgubili się na podmiejskiej stacji – władze ZOO uznały, że w naszym ogrodzie będzie im najlepiej. Nie muszą się o nic martwić, są zdrowi i dobrze odżywieni. Kobieta pochodzi z Teksasu, a mężczyzna z Missouri. Są ubrani w codzienny strój mieszkańców metropolii – garsonkę i garnitur. Żyją na dwudziestu metrach kwadratowych, w głębi, za kratami stoi ich łóżko, gdzie w środy i piątki odbywają stosunek płciowy. Namiastką Central Parku są te trzy drzewa przy stawie.

Paręnaście metrów dalej rezyduje rodzina z Afryki. Ich najmłodszy syn zginął w wojnie, postanowiliśmy więc przyjąć całą piątkę, by mogli żyć bezpiecznie. Mają na sobie jedynie skórzane przepaski, tradycyjny stój ich ludu. W ciagu dnia zamykamy ich w klatkach, bowiem niekiedy bywają agresywni. Myślimy o tym, by rozmnożyć dwóch przedstawicieli rodzeństwa, by móc stworzyć im warunki przypominające życie w plemieniu.

Chciałabym, abyśmy się teraz szybciutko przeliczyli. Czy są wszyscy? Tak? To dobrze.

Tutaj po lewej stronie widzicie przedstawicieli hipsterskiej subkultury. To taki ruch, który powstał parę lat temu, skupiający ludzi nielubiących mainstreamu. Tę trójkę znaleźliśmy na dworcu kolejowym, jechali bez biletu. Postanowiliśmy być tak dobrymi i przyjąć ich do siebie, by nie musieli głodować, założyliśmy bowiem, że nie mają pieniędzy. Daliśmy im więc materace i stolik z krzesłami, oczywiście nie z IKEA. Jedzenie podajemy na tekturowych talerzach, a picie w słoikach, by zachowali swoje naturalne instynkty.

Teraz dzieciaki, macie pół godziny czasu wolnego! Pamiętajcie o zasadach: zero jedzenia, zdjęć, spojrzeń w oczu i rozmów z naszymi podopiecznymi. Mogą was nawoływać, ale nie zwracajcie na to uwagi, oni są tu szczęśliwi i mają lepiej niż mieliby w swoim życiu. I trzymajcie się ścieżek.

Idąc dalej tą dróżką, dojdziecie do wybiegu z gatunkiem australijskim: długie blond włosy i muskularne opalone ciało. Mają nawet dwudziestopięciometrowy basen, gdzie raz w tygodniu wywołujemy sztuczne fale, by mogli posurfować.

Są też przedstawiciele z Azji, Europy Wschodniej i Zachodniej, goci, hipisi i kinomaniacy.

Dzięki naszemu ZOO możecie poznawać warunki, w których żyją. Są tu bezpieczni i szczęśliwi, każdy wybieg ma od dwudziestu do stu metrów kwadratowych. Wiele nam zawdzięczają.

 

Wolę szpinak

A ja nie jem owcy Krystyny. I nie chodzę do ZOO.

Nikt nie jest kryształowy, ja też miałam parę podejść do weganizmu. Aż któregoś dnia uderzyła mnie w twarz moja hipokryzja. Wiedziałam, jak powstaje (bezwartościowe zresztą) mleko na moją owsiankę, jak żyją kury, składające jaja na mój omlet, a mimo to – od czasu do czasu pozwalałam sobie na kawę z mlekiem czy lody. Bo przecież raz nie zawsze, dwa nie wciąż, a mały łyczek nie zrobi krowie różnicy.

Gdy miałam ochotę na czekoladę, to świadomie zamykałam w głowie szufladę z obrazami z przemysłu mlecznego, by móc rozkoszować się smakiem. Liczyło się moje dobrze i smacznie. Wiedziałam, jak cierpią zwierzęta, ale w chwilach, gdy chciałam zjeść sałatkę z majonezem, przymykałam oczy i jadałam.

Zachowywałam się jak większość ludzi, którzy wiedzą, jakie warunki panują w rzeźni, a mimo to mówią „bo ja za bardzo lubię schabowego”. Nie wierzę, że w XXI wieku ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co dzieje się za drzwiami przemysłu mięsno-mleczarskiego. Po prostu są zbyt leniwi/niewrażliwi/konformistyczni, by cokolwiek robić.

Źle czułam się sama ze sobą i miałam dość podejścia, że gdy mi akurat pasuje, to nakładam sobie klepki na oczy.

Jestem przeciwniczką niesprawiedliwości i wykorzystywania innych. Nie ma rzeczy cenniejszej niż życie. A jestem zdania, że każda żywa istota na życie zasługuje. Czy jest to mrówka, czy człowiek, czy świnia. I tu nie ma kompromisów. Ludzie ubzdurali sobie, że mogą wszystko i pieniądz rządzi światem. Wycinają lasy, hodują zwierzęta na mięso, piją mleko, które przeznaczone jest jedynie dla młodych krów/kóz/owiec. Nie zamierzam być częścią tego chorego, wyniszczającego systemu.

Miesiąc temu odstawiłam wszelkie produkty odzwierzęce, przy okazji także cukier i powiem Wam, że dawno nie czułam się lepiej. Nie szukam już wymówek, nie robię sobie dobrze. Wolę inne przyjemności od żarcia przypłaconego strachem i smutkiem.

 

Z.

2 Comments Add yours

  1. Magda pisze:

    Szczerze? Kiedy zaczęłam czytać tego posta miałam Cię skrytykować. Obrazić za to, że opisujesz scenę, w której cierpią zwierzęta. Pomyślałam sobie „miała satysfakcję, jak to pisała, czy co? Nie wiem jak można coś takiego stworzyć!”
    Ale gdy zorientowałam się do czego Twój post zmierza, zmieniłam zdanie. Dzięki temu, w jaki sposób to opisujesz, dociera do nas, jak te zwierzęta cierpią. Kiedy odbieramy im wolność, a następnie życie.

    Najgorsi są ludzie, którzy robią to świadomie. Dzisiaj dowiedziałam się, że moja siostra wzięła świnkę morską. U poprzednich właścicieli była kopana. Przypalana papierosami.

    Aż się płakać chce.

    Dziękuję za ten post,

    Pozdrawiam.

    Polubienie

  2. Forest Browni pisze:

    Magdo….ja od lat nie jem mięsa i ryb, niestety jem nabiał choć staram się ograniczać, uważam jednak, że Zośka stanowczo zbyt delikatnie opisała to, na co przeciętny człowiek jest ślepy; cierpienie, upokorzenie, paniczny strach i ogromny smutek czworonogów, które giną masowo po to byśmy je zjedli a potem strawili i wydalili. Ludzie są ślepymi, zachłannymi, kompletnie nieczułymi, bezlitosnymi i skrajnie egoistycznymi potworami. A najgorsze jest to, że doskonale znają mechanizmy i doskonale wiedzą co kupują w sklepach każdego dnia i co wkładają do gara a potem na talerze. Wpieprzają trupy, każdego dnia, wpieprzają trupy zatrute panicznym stresem. Pożerają cudze uda, pośladki, piersi i inne części ciała, czy to nie jest przypadkiem jakiś rodzaj kanibalizmu ?! A gdyby na tym talerzu leżało martwe ciało Twojego psa albo kota, synka Twojego może albo córeczki…Człowieku, zobacz jak nisko upadłeś i czym, bo nie kim, się stałeś….Myślisz, że jak pracujesz w biurze i wkładasz na siebie codziennie białą koszulę lub…rany boskie, garsonkę ( kobiety bez uczuć) jak piszesz na kompie lub jeździsz fajną furą, to nie zabijasz ?! Myślisz, że nie krzywdzisz innych, że nie jesteś rzeźnikiem bo Twoje wypielęgnowane dłonie nie są upierdzielone krwią ?! Oj żal mi Ciebie nędzniku….a na czyje życzenie giną zwierzęta ?! Nie na Twoje przypadkiem ?! Nie w imię Twojego grilla i Twojego obiadu ?!
    Setki razy w ciągu dnia przeglądasz internet nafaszerowany prawdą o Twojej nic niewartej nieświadomości o Twojej obłudzie i Twoim zakłamaniu ?! Może obejrzyj na „fejsie” pierwszy lepszy filmik z kurzej farmy, z ubojni zwierząt, łapanki tzw., o humanitarnym zabijaniu, o mlecznym przemyśle….Zobacz do kurwy nędzy, przez co musi przejść czujące, myślące zwierzę zanim trafi na Twój stół. Obejrzyj, posłuchaj, poczuj i obudź się i powiedz – DOŚĆ ! Zwierzęta niczym nie różnią się od Ciebie, mają te same organizmy wewnętrzne, taki sam obieg krwi, mózg pod czaszką, płuca, którymi oddychają i serce. tak kurwa mać, wyobraź sobie, że mają serce !!!!!!!!!!!!!!!!! One Ci w niczym nie zaszkodziły, nikogo Ci nie zabiły, więc jakim prawem skazujesz je świadomie na cierpienie i ból ? Jakim prawem zabijasz ?!

    Ufff…. Zosiu, Ty jesteś odważną młodą osobą. Napisz kiedyś post, tak z głębi serca, właśnie o tym i nie ubieraj zdań w czarujące słowa, przeciętny człowiek nie ma uczuć wyższych i jeśli czegoś nie powiesz mu wprost, to nie zrozumie za diabła. Napisz, może kogoś uda Ci się nawrócić….

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s