Snowden w obronie prywatności, która już dawno straciła sens

„Prywatność jest dla tych, którzy mają coś do ukrycia”, tak osoby popierające rząd Stanów Zjednoczonych zareagowały na wieść o tym, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) jest w stanie inwigilować każdego mieszkańca kuli ziemskiej. W 2012 roku Edward Snowden przekazał ściśle tajne informacje dziennikarzowi Glennowi Greenwald. Ten, po godzinach rozmów z byłym pracownikiem CIA i nocach spędzonych na czytaniu dokumentów opublikował serię artykułów na łamach Guardiana. W mediach zawrzało, cały świat był w szoku.

NSA (National Security Agency) jest w stanie śledzić każdy ruch dowolnie wybranej osoby na kuli ziemskiej. Czytać maile, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne, sprawdzać historię przeglądarki. Ma dostęp do „niedostępnych” haseł bankowości internetowej, rachunków i bilingów. Co jest jeszcze bardziej szokujące, Agencja nie tylko jest w stanie uzyskać każdą poufną informację o naszym życiu, ale robi to non-stop, każdego dnia (współpracując z międzynarodowymi firmami: Microsoft, Facebook, Skype, Yahoo!, Google, YouTube, Apple). Pod pretekstem „walki z terroryzmem”, zbiera i analizuje tryliardy informacji rocznie. W jednym miesiącu, jak pokazuje slajd przygotowany przez NSA, Agencja śledziła 70 milionów rozmów telefonicznych w samej tylko Polsce.

W książce „No place to hide” wydanej w 2014 roku Glenn Greenwald opisuje całą historię – począwszy od spotkania ze Snowdenem przez publikację tekstów i represje, które groziły mu ze strony rządu USA i Wielkiej Brytanii. W jednym z rozdziałów porusza delikatne kwestie etyki prasy, moralności władzy i podstawowych praw człowieka.

Podstawowe prawo człowieka to prawo do wolności. A wolność jednostki to prawo do bycia pozostawionym w spokoju. Wolność to prawo do robienia tego, na co ma się ochotę, bez wyrządzania krzywdy innym. Wolność to prawo do własnego zdania i wypowiadania go na głos. Wolność to prawo do swobody i bycia sobą.

Człowiek, jako istota stadna, działa jednak według niepisanych zasad.

Aby by być w pełni szczęśliwym, potrzebuje innych ludzi. Jednocześnie –  jego zachowanie diametralnie zmienia się wtedy, gdy jest sam i gdy ma towarzystwo. Mając świadomość, że jest obserwowany, człowiek staje się bardziej ostrożny i zachowawczy. Od własnych pragnień i poglądów, ważniejsze stają się normy społeczne.

W niejednym eksperymencie medycznym wykazano, że ludzie częściej i chętniej myją ręce, gdy w pobliżu jest inna osoba. Częstotliwość zamieszek wywoływanych przez kiboli ze Szwecji spadła o 65 procent po zamieszczeniu kamer na stadionach. W miejscach publicznych stajemy się bardziej spięci, zaczynamy kontrolować każdy swój ruch, uważamy na słowa. Ci, którzy wiedzą, że są w centrum uwagi, rzadziej wygłaszają kontrowersyjne opinie i radykalne poglądy polityczne.

Podczas gdy prawo do prywatności powinno być niepodważalnym prawem gwarantowanym przez demokratyczną władzę, okazuje się, że w świecie nowoczesnych technologii, w erze social media pojęcie prywatności traci na znaczeniu.

Internet powstał jako miejsce nieograniczonej wolności, gdzie bez wstydu można wygłaszać swoje opinie, kontaktować się z ludźmi z całego świata, dokonywać zakupów bez konieczności ujawniania swoich danych. Niestety – sytuacja odwróciła się diametralnie. Dziś każdy może stać się „celem” i trafić pod obserwację. Pretekst to „wojna z terroryzmem”, a prawdziwym powodem – co nie zaskakuje – jest kontrola i nieograniczona władza.

W działaniach NSA nie chodzi tylko o to, że Agencja ma możliwość śledzenia każdego mieszkańca ziemi. Po opublikowaniu tajnych dokumentów, w głowach ludzi zasiana została myśli przedstawiona przez Orwella w „1984”. Strach przed byciem obserwowanym w każdym momencie życia zmusza ludzi do posłuszeństwa i działania zgodnie z uchwalonymi regułami. Jeśli istnieje możliwość, że każde słowo, które wypowiem, każdy mój ruch zostaną zarejestrowane, nie będę narażać się na niebezpieczeństwo. Postawa pasywna jest równoznaczna ze zgodą na zastany porządek rzeczy.

Działanie rządu, opierające się na monitorowaniu życia wszystkich mieszkańców, wpływa na ich podświadomość i pozwala kontrolować społeczeństwo.

Co to oznacza dla pojedynczej jednostki? Skoro dana osoba wie, że może być obserwowana, to wówczas nawet w samotności jest ostrożna, nie pozwalając sobie na nie-dobre zachowania. W konsekwencji, pozbawiona prawa do prywatności, traci równocześnie prawo do swobody i wolności.

Z jednej strony – prawo do prywatności powinno być zagwarantowane każdemu, bez względu na to, w jaki sposób będzie ją wykorzystywał. Nie da się nie zgodzić ze słowami, że każdy ma coś do ukrycia.

Jednak z drugiej strony – czy nie łatwiej byłoby, gdybyśmy nie musieli wstydzić się swoich zachowań? Problem leży znacznie głębiej niż tylko w rewelacjach o inwigilacji. Problem leży w postrzeganiu norm społecznych i dopasowywaniu do nich swojego zachowania za każdym razem, gdy w pobliżu pojawia się inna osoba.

Gdyby człowiek nie wstydził się tego, że mówi do siebie lub dłubie w nosie (co jest nieobce każdemu, a jednak każdy udaje, że tego nie robi), mógłby swobodnie żyć bez konieczności ukrywania się.

Nie twierdzę, że inwigilacja jest dobra i nie powinniśmy przejmować się tym, że ktoś nas podsłuchuje, ponieważ – analogicznie do poprzedniego akapitu – każdy ma problemy i nie ma co się wstydzić.

Każdy z nas powinien móc wybrać, jakimi informacjami chce podzielić się ze światem, a jakie wolałby zachować dla siebie, co – w erze Internetu – teoretycznie nie powinno być problemem.

Jednak, przy okazji poruszenia tej drażliwej kwestii, warto zastanowić się, dlaczego tak diametralnie zmieniamy się w obecności innych. Dlaczego na własne życzenie odbieramy sobie prawo do swobody. Dlaczego, będąc w towarzystwie, wystrzegamy się odrobiny szaleństwa.

Dużo łatwiej żyłoby się, gdyby każdy postępował w zgodzie ze swoim sumieniem i robił to, na co ma ochotę. Gdyby sumienie miało przewagę nad normami społecznymi, nikt nie musiał wstydzić się bycia sobą. Racji bytu nie miałyby slogany typu: „przyjaciel to osoba, przy której nie musisz udawać”. Wszystkim żyłoby się lepiej, gdybyśmy odważyli się na słuchanie serca, a nie spełnianie wymogów społeczeństwa. Może warto wziąć to pod uwagę?

Wówczas Internet nie musiałby być wrogiem, a my moglibyśmy robić swoje, nie przejmując się tym, że jesteśmy podsłuchiwani. Bowiem – gdy nie muszę się chować i nie wstydzę się swoich rozmów, to łatwiej jest mi zaakceptować ten fakt.

I nie mówcie, że lepiej byłoby walczyć przeciwko inwigilacji, a nie żyć z nią pogodzonym. Bo Snowden i Greenwald zaryzykowali swoją wolność i życie, by ukazać informacje światu. Świat był wstrząśnięty, powstały programy antyhakerskie, nakręcono film fabularny o Snowdenie. I co dalej? Nic, bo ludzie przez lata przyzwyczaili się do takiego porządku rzeczy. Świat bardzo się zmienił i może warto robić swoje, najlepiej jak się potrafi, nie zważając na Wielkiego Brata? Całego świata zbawić się nie da, ale można żyć godnie i na sto procent, grając wszystkim na nosie.

Tekst to pretekst do dyskusji, skomentowania i przesłania dalej. Ciekawa jestem Waszych opinii.

Z.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s