Fotografia analogowa da się lubić

W grudniu ubiegłego roku w moje ręce trafiła stara Minolta, aparat z ciekawą historią.  Miała wówczas równe 30 lat, gdyż w 1986 roku przyjechała z moim ojcem aż z Nepalu, gdzie kupił ją za ostatnie pieniądze. Pamiętam, jak podróżowała z nami po Polsce, gdy byłam mała. Jako dziewczynka czułam do niej ogromny respekt – taka była duża, ciężka, skomplikowana w obsłudze. Ale zawsze lubiłam siadać w fotelu i oglądać zdjęcia w grubych albumach. Każde z nich miało swoją historię, bohaterów, ukazywało piękne miejsca.

Jako że moja fotograficzna zajawka nie okazała się być chwilowym kaprysem, ojciec pożyczył mi minoltę na wieczne oddanie (nie wiem tylko, czy wiedział wówczas, co robi).

Zdjęcia robione aparatem analogowym mają w sobie trudną do opisania magię. Gdy patrzę na nie, zawsze czuję się częścią czegoś większego, czegoś mającego w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Nie potrafię przejść obojętnie obok fotografii analogowej. Toteż byłam szalenie podekscytowana, a koszta filmów i wywoływania nie miały większego znaczenia.

Krótko po tym, jak dostałam aparat, wyprowadziłam się do Anglii. Biegałam jak szalona po moim Grange-over-Sands, doskonaląc swój warsztat.

Robienie zdjęć aparatem analogowym różni się od używania aparatu cyfrowego. Dzięki Minolcie nauczyłam się zwracać uwagę na odpowiedni kadr, przestałam robić dziesięć zdjęć jednej sceny, by oszczędzać film. Skupiałam się maksymalnie, by uchwycić odpowiednią ekspozycję. Automatycznie – przenosiłam te dobre nawyki na mojego bezlusterkowca.

Jednak…miałam pecha. Najpierw – zerwaliśmy ze Staszkiem drugą wypstrykaną rolkę filmu, bo zaciął się mechanizm. A fotograf w sklepie powiedział, że nic nie da się z tym zrobić i na moich oczach wyrzucił film do kosza.
A później… poleciałam na Gran Canaria i pierwszą noc spędziłam w Barranco de Guayadeque. Nie wiem, jak to się stało, lecz Minolta wypadła mi z rąk, gdy fotografowałam zachód słońca. Roztrzaskała się na kamieniach.

Zostałam tylko z jednym, moim dziewiczym, wywołanym filmem. Jak na pierwszy raz fotografowania aparatem analogowym, to chyba nie jest źle 😉

I powiem Wam szczerze, że gdy będę bogata, to pierwszym, co zrobię, będzie zakup ciekawego, sprawnego aparatu analogowego. Kupię sobie magię.

 

Scanned Image 1Scanned Image 2Scanned Image 3Scanned Image 4Scanned Image 5Scanned Image 6Scanned Image 7Scanned Image 8Scanned Image 9Scanned Image 10Scanned Image 11Scanned Image 12Scanned Image 13Scanned Image

 

A Wy, wracacie jeszcze do fotografii analogowej?

Do napisania,

Z.

 

O, a tu znajdziecie Życiową na Facebooku.

One Comment Add yours

  1. Ja miałem (a właściwie nadal ją mam) minoltę 700si (oprócz innych aparatów jak np Pentacon Six TL). Ale od lat używam już tylko cyfrówek… To chyba jest tak, że jak ktoś się wychował na analogach i zna je od kuchni (kiedyś samemu się wywoływało zdjęcia bo tylko wówczas to miało sens) to może nieco mniej się obecnie tą technologią fascynuje. Ona jest raczej bardziej popularna wśród tych co nie mieli z nią wcześniej do czynienia… bo obecnie to takie oryginalne. Nie mniej jednak warto rozwijać pasje… bo czymże jest życie bez nich?!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s