(Nie)mały poradnik, jak żyć pięknie i być szczęśliwym

on

Patrzymy w księżyc i gwiazdy rozświetlające czarne jak mahoń niebo. Ludzie z całego świata, zebrani na tarasie w małym miasteczku położonym wysoko w górach. Na ulicy nie zwrócilibyśmy na siebie uwagi, w kolejce po chleb nikt nie powiedziałby sobie „dzień dobry”. Los jednak chciał, byśmy zawitali w to miejsce, prowadzili długie rozmowy, opatuleni ciepłymi kocami i wynieśli z tego spotkania ważną lekcję. Niektórzy uzmysłowią ją sobie jeszcze tego samego dnia, inni zrozumieją po latach.

Ci, którzy myślą więcej, niż tylko o tym, co zjeść na obiad, w lot pojmują pewne zjawiska. Jednak mam i dobrą wiadomość dla przeciętnych zjadaczy chleba: można nauczyć się patrzenia ponad to, o widać. Oczywiście, jest to mozolny proces i niekiedy po dwóch krokach w przód czeka pięć kroków w tył, jednak – jeśli czegoś bardzo się pragnie – można to osiągnąć.

Światem i życiem rządzą bardzo proste zasady. I pewnie większości z Was obiły się one o uszy. Ale nic z tym wówczas nie zrobiliście, a szkoda. Warto przystanąć na moment i pojąć potęgę prostych słów, które mają ogromną moc. Moc, która potrafi odmienić życie. 

Wiecie, co było jednym z czynników, które przyciągnęły mnie do buddyzmu? Fakt, że nic tutaj nie opiera się na wierze, żadna doktryna nie istnieje. Każdą z nauk trzeba zrozumieć, odnieść do swojego życia i zastanowić się, czy ma ona odzwierciedlenie w rzeczywistości. Bierzesz tylko to, co ważne dla Ciebie.

I gdy zaczęłam analizować pewne zdarzenia w moim życiu, okazało się, że te nauki to nie są bajki wymyślone przez mnichów, a zjawiska, które można sprawdzić doświadczalnie. Mimo że nie zdecydowałam się iść dalej ścieżką buddyzmu, to jednak wyniosłam z niego bardzo dużo.

Przychodzę dziś do Was ze zbiorem cytatów, nauk buddyjskich, Sekretu, wniosków wyciągniętych z rozmów z rozmaitymi ludźmi i owocami godzin przemyśleń. Wszystkie te słowa, które za moment przeczytacie, odmieniły moje życie, sprawiły, że zaczęłam inaczej postrzegać rzeczywistość i świat w całej jego okazałości.

Jedni odnajdują sens w chrześcijaństwie czy islamie, inni w swojej pasji, jeszcze inni – w nauce. Wszystkich ludzi łączy jeden cel: by być szczęśliwym i spokojnym wewnętrznie i by droga przez życie była łatwa. Dziś ja zabieram głos, a Wy czerpcie garściami.

6j5IvI66mo

I. Wszechświat chce dla nas jak najlepiej

Zaczęło się od kartki pocztowej, kupionej w Londynie. Do dziś noszę ją w notesie. Mój wzrok przyciągnął napis, który głosi: „Once you make a decision, the universe conspires to make it happen”, co znaczy tyle co: „W momencie, gdy podejmujesz decyzję, wszechświat zaczyna robić wszystko, by to się udało”.

Wierzę w ciąg zdarzeń i w to, że każda kolejna decyzja prowadzi do ostatecznego celu, najlepszego dla nas. Niekiedy może wydawać się, że nic nie idzie po naszej myśli, ale wówczas warto pamiętać o tym, co słusznie opisała Blythe Baird w książce „Teorie dotyczące wszechświata”: „Staram się patrzeć na życie z perspektywy. Mój pies chce kawałek czekoladowego ciastka z masłem orzechowym. Ja wiem, że on nie może tego dostać, bo czekolada szkodzi psom. Ale on tego nie rozumie. Skomli i patrzy na mnie błagalnie, prosząc, bym dała mu chociaż kawałeczek. Kiedy ja nie reaguję, on w końcu poddaje się i kładzie w kącie pod pianinem, zawiedziony i smutny. Mam cichą nadzieję, że wszechświat chce dla mnie jak najlepiej, tak jak ja chcę dla mojego psiaka. Kiedy ja pragnę czegoś całą sobą, a nie mogę tego dostać, mam nadzieję, że wszechświat śmieje się pod nosem i mówi do siebie: „Głupiutka dziewczyna. Myśli, że to jest to, czego pragnie, ale nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo by ją to skrzywdziło”.

Zastanówcie się nad tym przez moment i spójrzcie na wydarzenia z przeszłości – czy przypadkiem nie znajdzie się przykład na coś, czego nie udało się dostać i bardzo tego żałowaliście, a później okazało się, że wyszło Wam to na dobre?

 

9v9u3QBwNH

 

II. Nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko jest po coś, a przypadki nie istnieją

Często powtarzam te słowa. Wierzę w nie całą sobą.

Miałam jechać do Portugalii, nie pojechałam. Zamiast tego odwiedziłam Buddystę. W czasie rozmowy zażartowaliśmy, że może bym się przeprowadziła. Dwa miesiące później rozpakowywałam plecak z rzeczami. W marcu jechałam na rejs, a poprzedzający go tydzień chciałam spędzić na Gran Canaria. Przeżywałam kryzys i przez przypadek zawitałam do Artenara. Jak się okazało – odnalazłam tu swoje miejsce na ziemi. Widzicie? Nic nie dzieje się przypadkowo. We wszystkim tkwi jakiś cel, nawet jeśli w danej chwili nie jest on dla nas  jasny. 

W tym miejscu ktoś mógłby powiedzieć: „No dobrze, a co z tymi okropnościami na świecie, co z cierpieniem?”. Świat nie jest sprawiedliwy, to prawda. Ale ja sama jestem żywym przykładem na to, że z bólu i wizyty w piekle można wynieść wspaniałą lekcję.

Przez blisko dwa i pół rok chorowałam na bulimię. Wcześniej otarłam się o anoreksję. Nienawidziłam siebie i świata, miewałam samobójcze myśli. Choroba zrujnowała moje przyjaźnie i świetny związek. Ale po miesiącach walki udało mi się wygrać i dziś, patrząc z perspektywy czasu, jestem wdzięczna. Gdyby nie ten czas, który jawi się jak pusta karta w mojej historii, nie umiałabym docenić tego, co mam. Nie dostrzegałabym piękna każdej chwili, nie dziękowałabym za każdy kęs, który spożywam. Poza tym – dziś jestem silniejsza, bardziej pewna siebie i wiem, czego chcę. Nauczyłam się czerpać radość z małych chwil, bowiem zrozumiałam, jak cenne są. Mam świadomość, że cztery zmarnowane lata już nigdy nie powrócą i nie chcę pozwolić sobie na przegapienie kolejnych pięknych momentów.

Każde zdarzenie ma sens, a uświadamiając to sobie, otwieramy się na świat i możliwości, które ze sobą niesie. Warto zaufać intuicji i podążać za sercem, bo ono rzadko kiedy się myli. 

Timon, student z Hamburga, pięknie to podsumował: „Bo przecież to właśnie najciemniejsze niebo daje najjaśniejsze gwiazdy”.

 

6Vuo6EXbKg

III. Bo mogę

Na moim ciele są dwa tatuaże, które cenię sobie najbardziej. Jednym z nich jest napis, wytatuowany na skroni w osiemnaste urodziny. BO MOGĘ. W pierwotnym zamyśle miał ucinać częste pytania „Dlaczego nie jest mięsa/masz tatuaże/jeździsz na stopa…?”. Jednak, im dłużej te dwa słowa towarzyszą mi w życiu, tym głębszego znaczenia i sensu nabierają. Dziś już wiem, że dla dziewięćdziesięciu procent z nas „móc” nie jest taką oczywistą sprawą, jak by się wydawać mogło. Ludzie pragną wielkich rzeczy, ale sami sobie nie pozwalają na ich realizację, szukając wymówek i znajdując co rusz nowe „ale”. Ale co inni powiedzą… Ale rodzina będzie zawiedziona… Ale mam pracę… Ale mi się na pewno nie uda… Ale gdybym był młodszy/starszy…

Tak naprawdę jedyne ograniczenia, które stoją na przeszkodzie do realizacji marzeń i wyłamania się ze schematu, siedzą w naszej głowie, zakorzenione bardzo głęboko w podświadomości. Kreowane latami, od dzieciństwa, wzrastały wraz z nami w społeczeństwie, które nie przyzwala na szaleństwa odbiegające od normy i rutyny.

To nieprawda, że rzeczy wielkie są zarezerwowane jedynie dla wybrańców. Ci, którym udaje się iść własną ścieżką, realizować swoje pasje i żyć na tysiąc procent, już dawno zrozumieli, że na świecie nie ma rzeczy niemożliwych. Wyrwali się z okowów ograniczeń i zaczęli garściami czerpać z tego, co oferuje im świat. A oferuje niemało.

Właśnie te dwa słowa, „bo mogę”, przyświecają ludziom, którzy nie boją się sięgać po to, czego pragną. Zrozumcie wreszcie, że możecie! Możecie wszystko. W życiu liczy się to, by doświadczać, spełniać siebie, być szczęśliwym. Można rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady. Można wydać połowę oszczędności na lot do Wietnamu i drugą połowę na życie tam przez pięć lat. Można zaadoptować świnkę wietnamską i kąpać się z nią w błocie. Chcieć to móc. A móc to się odważyć. 

 

KQEPF3mFrS

IV. Istnieje tylko tu i teraz

Jedna z nauk buddyjskich zapadła mi w pamięć bardzo głęboko. Jasna zasada, na pozór trywialnie prosta, a tak trudna do zastosowania w praktyce: „Nie przejmuj się. Jeśli coś nie idzie po twojej myśli, a możesz to zmienić – zmień to i się nie przejmuj. Jeśli zaś nie masz na to wpływu, także się nie przejmuj. To niczego nie zmieni”. 

Niekiedy mam wrażenie, że każdy człowiek z mlekiem matki wysysa nawyk martwienia się na zapas. Overthinking, pisałam już o tym. Boimy się o przyszłość, która jeszcze nie nadeszła, rozpamiętujemy przeszłość, która już nigdy nie wróci. Żyjemy albo tym, co się wydarzyło, albo tym, co jeszcze nie miało miejsca.

Gdy my stoimy na rozdrożu między było i będzie, jest ucieka nam przez palce.

Jakby tego było mało, bez przerwy towarzyszy nam masa przeszkadzaczy i rozpraszaczy: gazety czytane podczas śniadania, telefon w dłoni podczas spotkania z przyjaciółmi, słuchawki w uszach podczas jazdy pociągiem. Żyć w TU i TERAZ jest cholernie trudno, sama niekiedy jeszcze mam z tym problem. Ale jedynie wówczas można właściwie przeżywać czas. 

Istnieje proste ćwiczenie. Ja praktykowałam je, gdy na nowo uczyłam się jeść.

Nastaje pora posiłku. Zazwyczaj włączylibyście radio lub telewizor i wzięlibyście do ręki komórkę, by w czasie jedzenia prześledzić nowinki. Dziś zróbcie inaczej. Wyłączcie wszystkie urządzenia, nałóżcie sobie obiad na talerz i usiądźcie przy stole. Nie spieszcie się. Wkładając widelec do ust, zastanówcie się, jak smakuje każdy kęs. Pomyślcie, z czym kojarzy Wam się ten smak. Skupcie się na chrupiących orzechach, soczystej papryce, słodyczy jabłka i kwaskowatości cytryny. Poczujcie jedzenie każdym kubkiem smakowym, bądźcie wdzięczni za to, że mogliście wybierać spośród tylu warzyw, owoców i przypraw. Gwarantuję Wam, że ten posiłek będzie niezapomniany.

Ćwiczenie można dowolnie modyfikować. Jadąc autobusem, wyciągnijcie słuchawki z uszu i podsłuchajcie, o czym rozmawiają Was towarzysze podróży. E tam, że nie wypada – frajda płynie z tego ogromna! Gdy idziecie w odwiedziny do znajomych, zostawcie telefon w domu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile ciekawych rzeczy wydarza się dookoła. Wystarczy zakotwiczyć w teraźniejszości. Są dzieci skaczące przez fontannę, mama kaczka ucząca maluchy pływać, feeria barw w parku jesienią.

Gdy tory naszych myśli skierujemy na tu i teraz, nasza wrażliwość na piękno wzrośnie, a wraz z nią – apetyt na więcej. 

A przejmowanie się na zapas? Po co? Ja mogę dziś zaplanować podróż dookoła świata, a świat za tydzień może przestać istnieć. A, żyjąc chwilą, nigdy nie odniesiemy wrażenia, że coś nas ominęło. Co ma być to będzie, a może być tylko dobrze (patrz pkt. II).

 

ksIqWT3ZSu

 

V. Siła wizualizacji

„Sekret” trafił w moje ręce dzięki poleceniu Aneczki. Ta dziewczyna połyka książkę za książką i ma wysokie wymagania wobec literatury. Toteż, gdy każe przeczytać daną pozycję, lepiej jej posłuchać. Miało być o samorozwoju i sile myśli. Podchodziłam do sprawy dość sceptycznie, bowiem nie lubię, gdy coś śmierdzi gadką motywacyjną. Ale przemogłam się i zaczęłam czytać. Moje obawy szybko zostały rozwiane.

Tutaj, podobnie jak w buddyzmie, chodzi o pracę nad sobą i rozwój umysłu.

Książkę polecam Wam z całego serca, a dziś skupmy się na wizualizacji.

Idea jest prosta: jeśli o czymś myślimy, to się wydarza. Jeśli wciąż powtarzacie sobie, że nic się nie układa i wszystko jest do dupy, to Wasz świat będzie mało ciekawy. A i Wy wówczas staniecie się smutni, zgorzkniali i cyniczni (myślenie pesymistyczne wypróbowałam na sobie i przyznaję, że działa jak ta lala). Analogicznie: gdy pozwolicie sobie na szczęście i każdy dzień powitacie uśmiechem, życie odpowie Wam tym samym. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, dochodzimy do wspaniałego wniosku, a mianowicie: skoro nasze myśli kreują rzeczywistość, to znaczy, że gdy skupimy je na tym, czego pragniemy najbardziej, to prędzej czy później się wydarzy. 

A i pamiętać warto o tym, że neurozy się przyciągają, tzn. jeśli my jesteśmy szczęśliwi, otwarci, ufamy ludziom i „jesteśmy na tak”, to los na naszej drodze będzie stawiał tylko pozytywnie zakręconych wariatów.

Przykład tego, jak działa wizualizacja? Voila. Od dzieciaka marzyłam o podróżach i co wieczór przed snem szeptałam do poduszki nazwy krajów, które chciałabym odwiedzić. Później stworzyłam Bucket List z moimi celami. A w stosunkowo krótkim czasie cele zaczęły pukać do moich drzwi: podróż po Wielkiej Brytanii z plecakiem, Rumunia na stopa, mieszkanie na Gran Canaria, wspaniali ludzie wokoło.

Bardziej przyziemne? Szukałam noclegu w Berlinie, ale wszystko było zbyt drogie. Powoli rezygnowałam z wycieczki do stolicy Niemiec, jednocześnie wciąż licząc na cud, gdy nagle w hostelu pojawiła się Hanna. Od słowa do słowa i okazało się, że mieszka w Berlinie. Dała mi swój numer telefonu, oferując nocleg i mam dzwonić, gdy będę w mieście.

Jeszcze inny przykład? Moje finanse były mniej więcej na poziomie Rowu Mariańskiego, czekałam na ostatnią wypłatę z pralni. Byłam spłukana jak nigdy. W dzień przelewu zalogowałam się na stronie banku, licząc na jakieś 200 funtów. Zobaczyłam 400 z dopiskiem: „wynagrodzenie plus bonus na koniec kwartału”. Wow, dzięki.

Przykłady można by mnożyć, ważne, że to działa. Trzeba tylko uwierzyć i dać temu szansę. Zacząć myśleć pozytywnie i zamiast: „fajnie by było, ale nie ma szans, by się udało” mówić: „nie ma szans, by się nie udało”. W 90 procentach przypadków uda się (a w pozostałych 10 – patrzy pkt.I).

A na dobry początek – każdego ranka powiedzcie sobie, że to będzie dzień i wymieńcie pięć rzeczy, za które jesteście wdzięczni. To nastroi pozytywnie i da siłę.

A w międzyczasie wyobrażajcie sobie sytuacje, o których marzycie, z detalami i szczegółami. Stwórzcie w komputerze folder na zdjęcia Waszych marzeń (o ile da się je sfotografować), inspiracje, opiszcie szczegółowo Wasze pragnienia. I intensywnie o tym myślcie. Nawet się nie obejrzycie, gdy powstanie kolejny folder – tym razem na wspomnienia z dopiskiem „udało się!”.

 

IMG_9282

 

A na koniec jeszcze parę zdań, nie będę ich rozwijać, niech mówią same za siebie. Proszę grzecznie przeanalizować i wziąć sobie do serca.

  • Każdy jest panem swojego losu. Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje i być przygotowanym na konsekwencje. Nikt nie rozwiąże za nas naszych problemów. A uświadamiając sobie, że to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie, stajemy się bardziej uważni i samodzielni w myśleniu. (To jeden z powodów, jakie odpychają od Kościoła i każdej religii wiary, gdzie co rusz słychać „Bóg tak chciał”, „Dzięki Bogu” itp. Bzdura).
  • Przepraszanie wszystkich za nasze działania nie ma najmniejszego sensu. Skoro wybraliśmy tę a nie inną drogę, to znaczy, że nam ona odpowiada. Innym nie musi się podobać. Nie trzeba tłumaczyć się przed rodziną, znajomymi i całym światem. Jeśli oni nie popierają naszych wyborów, to ich problem. Dezaprobata innych to nie nasze zmartwienie. 
  • Nie da się pomagać innym i być dla nich wsparciem, gdy najpierw my sami nie poukładamy sobie w głowie i nie zapanujemy nad naszymi emocjami, uczuciami i kłopotami.
  • Warto pamiętać, że na świecie wszystko się zmienia, nic nie ma na stałe. Zarówno fizyczność, jak i poglądy (przecież tylko krowa ich nie zmienia), czy uczucia. Nie ma co się nadmiernie złościć czy smucić, bo sytuacja za moment obróci się o 180 stopni, a my zapomnimy, o co w ogóle nam chodziło. Skoro pięć minut temu nie czuliśmy tego bólu i za pięć minut jego już nie będzie, to po co w nim tkwić i pozwalać, by nami rządził? 
  • Ludzie boją się inności i marzeń i z frustracji często ściągają w dół. Ale to nie powód, by zaprzestać robienia tego, co się kocha. Ludzie to tylko ludzie i gdy zamykamy za sobą drzwi od domu, oni znikają. Zostajemy tylko my, głowa i serce. I jeśli mamy poczucie spełnienia, to jest dobrze. Trzeba korzystać z każdej szansy. I nie pozwolić sobie na żałowanie czegokolwiek. 

Nie dzieliłabym się z Wami tym wszystkim, gdybym nie była pewna, że mam rację. A mam. I uwierzcie mi, że gdy zaczniecie stosować te proste zasady w życiu, ono zmieni swój bieg. Szczęście czeka za rogiem, dajcie mu szansę.

Z.

A w ramach podziękowania – polubcie Życiową na FB i udostępnijcie wpis dalej, to dla mnie szalenie ważne 😉

 

*zdjęcia nie są mojego autorstwa, wygrzebane z czeluści twardego dysku

4 Comments Add yours

  1. V. pisze:

    Kolejny wartościowy wpis, inspirujący, zachęcający. Tylko jedna rzecz wzbudziła moje zastrzeżenie, a mianowicie: „To jeden z powodów, jakie odpychają od Kościoła i każdej religii wiary, gdzie co rusz słychać „Bóg tak chciał”, „Dzięki Bogu” itp. Bzdura.”, a z drugiej strony pkt. 2 czyli „Wszechświat chce dla nas jak najlepiej” (na zasadzie, że nas chroni). No cóż, musimy sami uporać się z naszymi problemami, ale tak jak możemy wierzyć w opatrzność wszechświata, tak samo możemy myśleć o Bogu. Ja sama nie jestem zdeklarowana pod względem religii, również pociąga mnie filozofia buddyzmu, ale chciałam zauważyć, że kwestia zaufania/wiary/oparcia swojej siły na czymś większym od nas nie jest „bzdurą”.

    Polubienie

    1. Wydaje mi się, że w tym przypadku wypadałoby przyjrzeć się motywami, które stoją za wierzącymi w Boga, a tymi pokładającymi ufność we „Wszechświecie”. Na moje oko – ich motywacja (i podejście) jest zgoła inne.
      Ale dzięki za uwagę, myślę, że ją wykorzystam 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s