Mało przychylny felieton o szkole

on

Mówili: „ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz”. Mówili: „sprawdzian w przyszły wtorek, proszę nauczyć się definicji ze stron 67-98”. Mówili też: „bez studiów nie dostaniesz pracy”.

 

Roboty

A ja, i nie tylko ja, nigdy nie zastanawiałam się, czym tak naprawdę jest ta „potęga”. Nie dociekałam, w jaki sposób będę mogła wykorzystać w życiu te „definicje”. I nigdy nie ośmieliłam się zapytać, o jakiej pracy była mowa. Jak większość uczniów, po prostu dostosowywałam się do słów nauczyciela. Chodziłam do szkoły dzień w dzień, od poniedziałku do piątku, przez jedenaście lat. Słuchałam o fotosyntezie, trzy raz, na każdym etapie edukacji, uczyłam się poszczególnych wydarzeń ze starożytnego świata. Musiałam co dzień o ósmej stawić się przed klasą, aby o piętnastej być wolną. Wracałam do domu, otwierałam podręczniki i czytałam całe rozdziały poświęcone zagadnieniom z fizyki, chemii, historii, języka polskiego czy techniki. Musiałam znać wzory, daty i nazwiska. Próbowałam zrozumieć, czego się uczę (jako jedna z nielicznych), a jeśli ni w ząb nie potrafiłam tego pojąć, wkuwałam na blachę.

Co jakiś czas trzeba było zaliczyć test, być przygotowaną do odpowiedzi ustnej, przedstawić referat. Działałam jak robot, nie myśląc o tym, co właściwie robię. Przecież „szkoła to mój jedyny obowiązek”. Każdy do niej chodził, każdy miał egzamin do zdania. W liceum straszyli już nawet egzaminem dojrzałości. A ja – znowu – nie myślałam o tym, co to znaczy: „dojrzałość”.

 

Nie uczą, jak lubić siebie

Dziś myślę inaczej. I szkoda, że w tej szkole nikt nigdy nie powiedział mi, że najważniejsze w życiu to żyć w zgodzie ze sobą. Szkoda, że nikt nie nauczył mnie, jak kochać swoje ciało i być dla niego dobrą. Szkoda, że nie powiedzieli, jak opanować emocje i panować nad strachem. Szkoda, że nie zdradzili sposobu na radzenie sobie ze stresem i samotnością. Szkoda, że nikt nie mówił o trujących roślinach i wielu kolorach maków. Szkoda, że nie zdradzili najlepszego przepisu na sernik i jak wywabić plamy z krwi. Nie musiałabym marnować tyle cennego czasu na szukanie naprawdę ważnych odpowiedzi.

O co w tym wszystkim chodzi?

Zamiast tego, szkoła okazała się być miejscem, które przygotowuje do życia w systemie 8/8/8. Od dzieciństwa „uczy”, jak stosować się do poleceń, zbytnio ich nie analizować i bezmyślnie żyć w świecie, gdzie główną rolę gra konsumpcjonizm i „pozycja społeczna”.

Szkoła to miejsce indoktrynacji. Jak powiedział Michel Foucault: „Szkoły spełniają te same funkcje co więzienia i szpitale psychiatryczne – mają zdefiniować, zaklasyfikować, kontrolować i ogłupiać ludzi.” Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie to bardzo trafne spostrzeżenie.

Każdy kraj ma swoją wersję historii, której naucza. O II Wojnie Światowej inaczej będą mówili Anglicy, inaczej Niemcy, a jeszcze inaczej przedstawią sprawę Polacy. Nie ma możliwości wyboru tego, o czym będziesz się uczył. A może ja, zamiast nauki o pantofelku (niech rękę podniesie ten, który choć raz, po ukończeniu szkoły, musiał wykorzystać tę wiedzę w praktyce!), wolałabym poznać różnice pomiędzy poszczególnymi plemionami w Afryce?

Dzieciaki nie słyszą „być może, wydaje mi się, a co wy sądzicie”. Każdy nauczyciel wie najlepiej, wydaje mu się, że jest bogiem. Matematyk nie mówi, do czego w życiu potrzebne są funkcje. Gdy kiedyś (w początkowym stadium mojej niezgody na system, gdy zaczęłam dociekać, o co tu, do cholery, chodzi) zapytałam, po co mam się uczyć o parabolach i do czego mi się to przyda, usłyszałam tylko, że są piękne i na pewno będę miała na maturze zadania z ich wykorzystaniem. No dobrze, ale co dalej? Po co mi to w życiu? Odpowiedziała mi cisza i plecy profesora zwróconego do tablicy.

Bezsens matury

No właśnie – matura. Ten mrożący krew w żyłach egzamin dojrzałości. Przepustka na studia.

A tu: odpowiedzi koniecznie według klucza. Interpretacja musi się zgadzać z tym, co ktoś „mądry” wpisał w rubrykę. Nie ma wyjątków od reguły. Powtarzasz materiał, musisz znać każde ważne nazwisko i datę sięgającą pięć tysięcy lat wstecz; musisz umieć wypisać każdy wzór chemiczny i matematyczny i podstawić je do zadania. Ale przecież w oczy kole ta nazwa: „dojrzałość”!

Więc czy nie lepiej byłoby napisać esej o tym, o czym marzymy i dlaczego? Jak wyobrażamy sobie nasze życie za dwadzieścia lat? Jakie rozwiązanie zaproponowalibyśmy, by zakończyć konflikty w na Bliskim Wschodzie? Jaki wpływ na rozwój cywilizacji miało wynalezienie pisma?

Coś mi mówi, że takie pytania byłyby bardziej stymulujące. I niestety – wielu uczniów, wychowanych w systemie, nie podołałoby temu zadaniu. No bo jak to: muszę przedstawić swoje zdanie? Wykazać się inicjatywą, skrytykować i zacząć tworzyć, a nie tylko odtwarzać wcześniej wyuczone na pamięć regułki?

 

Zastanów się dwa razy

Ja nie lubię, gdy się mnie ogłupia i próbuje wcisnąć w ramy. Dlatego też w październiku, w ostatniej klasie ogólniaka, wiedziałam już, czego od życia pragnę, mimo że nikt mnie z tego w szkole nie odpytywał. Po wielu tygodniach rozmyślań i szukania odpowiedzi, wreszcie zrozumiałam, czym jest (a raczej nie jest) ta słynna „potęga”, o jaką pracę chodziło im, a jaka mnie będzie satysfakcjonowała, a co najważniejsze – dotarło do mnie, że te ichnie definicje do niczego się nie przydadzą i uczenie się ich to jedynie marnowanie mojego, cennego, czasu. Bo to życie mamy tylko jedno.

Potęgą jest wolność i droga. W mojej pracy nie chodzi o karierę i pieniądze, ani o nowy telewizor. W życiu liczy się szczęście i serce. A, jak dotąd, od wyjścia po raz ostatni ze szkoły, nikt nie pytał się mnie o wykształcenie. Więc chyba było warto dokonać tego kroku, by żyć w pełni i uczyć się świata na własnych zasadach.

 

 

Buzi!

Z.

 

A jeśli chcesz wywołać uśmiech na mojej twarzy, polub Życiową na Facebooku. I koniecznie udostępnij wpis znajomym!

One Comment Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s