Dużo motywacji, w odpowiedzi na Wasze maile, pełne łez i zazdrości

Czego ludzie pragną w życiu najbardziej? Spełnienia marzeń

A czego ludzie najbardziej się w życiu boją? Spełniania marzeń.

Maile z rozpaczy

Dostaję od Was sporo maili. Z pytaniami. Z prośbą o pomoc. Czytam, że jestem odważna, że ktoś mi zazdrości tego, co robię. A ja nie czynię niczego niezwykłego.

Piszą młodzi ludzie w moim wieku lub parę lat starsi. Tacy, co to nie wiedzą, co ze sobą począć po liceum albo rzucili studia, na studia nie poszli, tudzież obudzili się na czwartym roku i nagle pojęli, że to nie jest ich świat, a na pewno nie ten kierunek na życie.

I stoją w miejscu, nie wiedząc, co dalej. Czytają blogi, oglądają filmy. O osobach, które spełniają ich marzenia. Robią muzykę, podróżują, zakładają księgarnie.

Czytam w mailach:

„Zośka, błagam Cię dziewczyno, powiedz, jak Ty to robisz, że żyjesz, podróżujesz, robisz rzeczy…tylko skąd wziąć odwagę do tego wszystkiego?”

„A czuję się, jakbym zatrzymała się dwa lata temu w życiu i usnęła”.

„Co mnie trzyma? Strach”.

„Dzięki ludziom takim jak Ty życie wydaję się o wiele prostsze”.

„Naprawdę masz 19 lat?”

„Podziwiam ludzi, którzy zmienili swoje życie i odnaleźli siebie. Wiedzieć, czego się chce, to ogromny dar i ulga, która pozwala w pełni cieszyć się życiem. Ja, póki co, błądzę i jeszcze długa droga mnie czeka”.

Wiem, co mają na myśli. Przecież piszą dalej:

„Ojciec mnie nie zrozumie”.

„Gdybym to zrobiła, mama nigdy by się do mnie nie odezwała”.

„Raz spróbowałem. Ale nie wyszło”. 

„Bo oni mi kiedyś powiedzieli, że nie dam rady”.

Kiedy powiesz sobie dość?

Wiem, co czują, bo sama kiedyś czułam podobnie. Czułam pragnienie zmian, które miażdżone było przez lęk. Bałam się pierwszego kroku na szczyt, a jednocześnie z podziwem spoglądałam na tych, którzy mieli za sobą zdobytych pięć gór. Zaczytywałam się w historiach o ludziach, którzy nie żyli szarym życiem, robili coś wielkiego, innego od ogólnie przyjętych norm i założeń. Podziwiałam podróżników, pisarzy, muzyków, fotografów. Wzdychałam do owoców ich prac, po czym wczołgiwałam się pod kołdrę i płakałam cichutko. Bo to, co robili, dla mnie było nieosiągalne, ja nie miałam możliwości, no i nie umiałam. Myślałam, że takich ludzi jedynie się podziwia, ale nie naśladuje. Bo jak naśladować himalaistę? Albo nagrodzonego Pulitzerem reportażystę? No jak? Lepiej jest poużalać się nad samym sobą.

Aż któregoś dnia dotarłam do skraju wytrzymałości. Miałam dość swojego narzekania i utyskiwania na to, że innym się poszczęściło. Miałam dość gadania, że mnie nie stać i na pewno mi się nie uda. Po dziurki w nosie miałam swojej żółci i braku wiary. Braku odwagi.
Postanowiłam sobie, że teraz moja kolei i…klękajcie narody! Oczywiście, nieco koloryzuję. Jednak to tego dnia przestałam się bać. Dotarło do mnie, że te wspaniałe rzeczy nie są własnością garstki ludzi – nie, one mogą należeć do każdego, kto po nie sięgnie.

I zaczęłam obserwować. I słuchać. Wiecie, co mówili mi wszyscy nudni dorośli?
„Tak, tak, każdy z nas w twoim wieku był idealistą, a później musieliśmy zacząć żyć naprawdę. Jeszcze zobaczysz”.
„Marzenia? Też miałem marzenia. Ale nie miałem odwagi i nigdy nie udało mi się wyjść za próg swojej codzienności. A przecież nie raz łapałem za klamkę”.
„Daj spokój! Do tego potrzeba pieniędzy i znajomości”.


A ja wówczas powtarzałam jak mantrę: „to, że tobie się nie udało i dałeś się ściągnąć w dół, to nie znaczy, że ja poddam się presji życia pod wymiar”.

Bo gdyby ludzie marzenia spełniali…

Dotarło do mnie, że każdy na tym świecie ma marzenia. Ktoś pragnie śpiewać, inny ktoś chciałby polecieć do słonecznej Hiszpanii. Ona śni o tym, by robić piękne zdjęcia, a on śni o niej. I marzą sobie i…marzą. A później dochodzą do wniosku, że to bez sensu i wtedy już przestają marzyć, a jedynie co jakiś czas z melancholią wspominają te „mrzonki”.

A pomyślcie sobie teraz, jaki piękny byłby świat, gdyby ludzie zaczęli spełniać marzenia. Gdyby wyszli z cienia, w którym chowali się całe życie. Gdyby zamiast mamrotać „nie”, krzyczeli „tak”! Na każdą propozycję, na każdą szansę. Dawali szansie szansę i nie poddawali się po pierwszym nieudanym podejściu. Widzicie oczami wyobraźni te uśmiechnięte buzie i twarze pełne wdzięczności? Nikt nie musiałby narzekać, nie byłoby zawiści i frustracji. Bo każdy żyłby swoim wyśnionym życiem i nie płakał za niedoścignionym. Nikt by nie żałował szalonych decyzji i nie przepraszał za swoje wybory. Takie zachowanie byłoby na porządku dziennym.

A zamiast tego, ludzie zamykają się w czterech ścianach smutku i wzruszania ramionami i udają przed sobą, że im wcale nie zależy. No w ogóle.
U mnie też nie zawsze było kolorowo. I, im dłużej w tym tkwiłam, tym bardziej sobie mówiłam, że jest mi źle i w gruncie rzeczy to jestem najbardziej nieszczęśliwą dziewczyną na ziemi. My – ludzie, lubimy użalać się nad sobą i pławić się we własnym nieszczęściu… Też taka byłam!

Pasja na pierwszym miejscu

Ludzie pytają, jak odnaleźć siebie. Ja mam na to jedną receptę.
A tą receptą jest zmiana myślenia („patrz ponad to, co widać”). I pasja. Pasja przede wszystkim. Pasja życia. Podróże, które dały mi lekcję lepszą niż wszystkie szkolne wykłady razem wzięte. Fotografia, dzięki której mogę wyrazić siebie poprzez ukazanie świata z mojej perspektywy. Pisanie – chyba nie muszę nakreślać tego tematu…
Gdy zaczęłam robić w pełni to, co kocham, okazało się, że opinie innych i wydarzenia z ichniej codzienności przestały się liczyć. Poczułam się wolna. Bo, tak naprawdę, jeśli wybijemy sobie z głowy wszelkie zobowiązania: „bo muszę”, „bo co powiedzą”, „bo kariera”, ” bo kasa”, „bo rodzina” – codzienność nagle okazuje się być tak łatwa, miła i przyjemna.

Złośliwe uśmieszki nie mają znaczenia, gdy ja wiem, że sama do siebie uśmiecham się szeroko.

Jak odnalazłam siebie? Długo szukałam. Plątałam się, klęłam i płakałam. Miałam bulimię, zaczątki depresji, samobójcze myśli na moście z bezsilności. Odrobina dramatyzowania jest przecież zawsze w cenie… Pomogli mi ludzie, całkiem niedawno. Ostatni rok okazał się być przełomowym. Prawdziwe przyjaźnie, miłość. Szacunek do siebie i swojego ciała. Perskie oko puszczone Zośce.

Bowiem, by realizować swoje marzenia, trzeba mieć w samym sobie tego najwłaściwszego sojusznika.

Twoje życie nie ma tu większego znaczenia

Dużo piszę o wolności. Wolność…tak, to moja Przyjaciółka. Najlepsza. I to z poczucia ogromnej wolności i niegodzenia się na niesprawiedliwość świata i na bezsens systemu bierze się moja szczerość, bezkompromisowość i idealizm. Uważam, że nie mam nic do stracenia. Naprawdę. System chce pionków w grze, robotów działających wedle zasad i reguł spisanych drobnym druczkiem.

Wiecie, życie pojedynczego człowieka ma niewielkie znaczenie dla całej ludzkości i wszechświata. Naprawdę. To, czy pójdziecie w lewo czy prawo, a może w ogóle nigdzie nie pójdziecie, a jedynie usiądziecie na kamieniu – to nie obchodzi nikogo poza Wami. Skoro więc cały świat ma mnie (pozytywnie!) w dupie, to ja mogę swoim życiem pokierować jak tylko zapragnę. To proste – chodzi o to, by być szczęśliwym. To cała filozofia. Jak być szczęśliwym? Ja robię to, co kocham. Uwolniłam się od systemu. Wyprowadziłam się. Pstrykam zdjęcia, czytam książki, wyszukuję muzyki i kupuję bilety donikąd. Cudnie jest.

Bo ja nic nie muszę, wszystko mogę. Będę ślizgać się po powierzchni, pewnie nie zostanę dyrektorem korpo i długo długo pracować będę w knajpach, ale nie przeszkadza mi to. Bo czuję, całą sobą, że taka włóczęga i brak stabilizacji to moja droga. Jestem jak satelita – lewituję, ale nie zahaczam nigdzie na dłużej. Od nieswojego domu do cudzego mieszkania. Od nieobcego człowieka do mało znanej osoby. Just flow… Z każdym żyję, od każdego się uczę, przywiązuję się, ale idę dalej. Bo to jest ścieżka, którą wybrałam.
A człowiek, który wybiera ścieżkę, której jest pewien, nie ma hamulców, nie boi się. Bo wie, że zrobi wszystko, by dojść do celu. 

Pamiętam, jakiś czas temu zastanawiałam się, czy Zosia z przedszkola byłaby dumna z tej Zosi, która po świecie chodzi dziś.  Wtedy: nie byłam tego taka pewna – dziś, z czystym sumieniem, mogę powiedzieć, że stanęłam na wysokości zadania. I jeśli chodzi o myślenie, i o niezależność, i o podróże, i o spontaniczność. Zofia – zdałaś egzamin – piąteczka.

Wy też go zdajcie, bo warto. Jego ukończenie liczy się bardziej od zdanego testu na prawko.

O, i piszcie: zofia.lenczewska.samotyj@gmail.com

I lubcie na Facebooku. Bo tam dużo się dzieje.

2 Comments Add yours

  1. M. pisze:

    To tak działa. Chcemy zmian, wszyscy mówią, że się nie uda, żebyśmy przestali marzyć, planować, zacząć żyć tu i teraz, tyrać w pracy, której nie lubimy, rozmawiać z ludźmi, z którymi nie mamy o czym rozmawiać, udając kogoś kim nie jesteśmy. Wracamy do domu tuż przed północą, siadamy na łóżku zakrywamy podkrążone oczy i zadajemy sobie pytanie ‚co ja do cholery robię’. Nie raz, nie dwa, nie trzydzieści taka sytuacja ma miejsce. Budzi się w nas chęć walki, zmiany, kipi w nas energia i chęci. Podajemy tą informacje światu, czekamy na wsparcie, dobre słowo, pokrzepienie, dostajemy w zamian kubeł lodowatej wody, a potem zostajemy zmiażdżeni pod ich (mamy, siostry, znajomych) butami. Dlaczego? Wydaje mi się, że oni chcą odebrać ludziom to, czego im samym zabrakło-wiary w siebie. Mówiąć WIARY, mam na myśli-nie ważne co mówią Ci najbliżsi, jak reagują i nie popierają. Nie zrobi im różnicy kiedy nie pojedziesz, nie będą wiedzieli, że przepłakałeś 3 noc z kolei, że nad ranem byłeś pewien, że nie chcesz żyć. A więc jakim prawem mogą oni decydować w JAKIKOLWIEK sposób o Twoim życiu? Dlaczego Ty masz potem zderzać się z konsekwencjami ICH wyborów? Dziękuje Zosia za ten post, z każdym Twoim słowem odnajduję siebie i odkurzam swoje myśli, które schowałam na bardzo długi czas. Za długi.
    Całuje i mocno ściskam.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Forest Brownie pisze:

    Zosiu…ja najlepiej wiem ile razy wątpiłaś i z czym musiałaś się boksować by osiągnąć ten stan i to miejsce w którym jesteś . Jedyne co mogę powiedzieć to to, że dumna jestem z tego, że się nie poddałaś. I poraz setny proszę, nigdy tego nie rób. Wiele mnie nauczyłaś, dzięki Tobie mam inne spojrzenie na wiele spraw. .. Rób to co kochasz i wyciśnij życie jak cytrynę i pamiętaj, że jestem i że nie pozwolę Ci się wycofać.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s