Jacy są Brytyjczycy? Pięć cech narodu -ish

Anglię znam już nie najgorzej. Trochę tu mieszkam, jakiś czas podróżowałam po kraju.  Odkąd tu jestem, mój zmysł obserwacji pracuje na wzmożonych obrotach, bowiem nie chcę zatrzymywać dla siebie tego, czego doświadczę w podróży i w codziennym życiu gdzieś w świecie. Od zawsze wychodziłam z założenia, że podróżuję nie tylko po to, by zachwycać się miejscami i zakochiwać w świecie, lecz także po to, by ten cudny świat pokazywać innym. Dzielić się nim z ludźmi, którzy, być może, nigdy nie będą mieli okazji dotrzeć wszędzie tam, gdzie ja zawitam.

Moim celem jest dzielenie się z Wami tym, co widzę, słyszę i doświadczam. Dawać Wam na talerzu kawałek świata, który pysznie smakuje nawet bez soli.

Dziś pogadamy o Brytyjczykach.

O ich wadach i zaletach oraz o tym, co mnie w nich drażni.

  1. Nie znają języków.
    Język angielski to podstawa dla większości mieszkańców świata. Dla Brytyjczyków jednak – to jedyny język, jakim się posługują.
    W zamierzchłych czasach dostojnicy państwowi, królowie i każdy, kto chciał coś w świecie osiągnąć, musiał znać łacinę. Królowała ona wszędzie: w medycynie, kościołach, pismach prawniczych. Dziś językiem międzynarodowym jest angielski. Raczej nie zdarza się, by nie znali go ludzie, którzy pracują w dużych firmach lub podróżują. Angielski jest wszędzie: w radio, w telewizji, filmach, artykułach  internetowych. Używa się go w hotelach, restauracjach i turystycznych miejscowościach. Dzieci już od przedszkola poznają jego podstawy.
    Skoro więc angielski jest wszędzie, to po co uczyć się innych języków, jeśli zna się ten najważniejszy od kołyski? Brytyjczycy, jadąc za granicę, porozumiewają się po angielsku. Ludzie „muszą” ich zrozumieć. Z kolei, gdy obcokrajowiec przyjeżdża do ich kraju, to on uczy się zastanego języka. I koło się zamyka. Większość mieszkańców Wysp nie zna języków obcych, sami zresztą głośno o tym mówią. Niektórzy dorośli wykupują lekcje prywatne, gdy wymaga tego od nich sytuacja życiowa, jednak dzieci nie przykładają się do nauki hiszpańskiego czy francuskiego w szkole. Brytyjczycy są wygodni, ale jednak podziwiają tych, którzy posługują się wieloma językami. Dla nich jednak „it’s too hard”.
  2. Nie lubią kierunkowskazów.
    Ostatnio miałam okazję parę razy kierować autem. A jak wiadomo, w Anglii: „trzymaj się prawa, znaczy lewa”. I wszystko byłoby dobrze (nawet z uciekającą do zmiany biegów prawą ręką, która drapie drzwi), gdyby nie fakt, że ruch na rondzie to tutaj zupełnie nieporozumienie!
    Wiadomo, że jak się na rondo wjeżdża, to trzeba spojrzeć, przepuścić tych, którzy już na nim są. Jednak wypadałoby włączyć kierunkowskaz, by zasygnalizować, gdzie będzie się jechało, prawda? Opcji jest wiele: prawo, lewo, prosto, zawróć, a ja nie jestem Alfą i Omegą za kółkiem, by wiedzieć, gdzie skieruje się kierowca przede mną. Jak tłumaczył mi to, ze stoickim spokojem (gdy ja się darłam i złorzeczyłam na wszystkich Anglików), Buddysta: „po co włączać kierunkowskaz, gdy osoba za tobą i tak obserwuje, co robisz?”. Noż serio?
  3. Nie ma „hello”, jest „how are you”.
    Najpierw byłam w siódmym niebie, że okazują tyle troski, później mnie to bawiło, teraz uważam, że to zwykłe lekceważenie. Każdego ranka, gdy przychodzę do pracy, słyszę „How are you?”. Ale nie, nikt nie oczekuje od mnie odpowiedzi, często mijamy się i na tym kończy się rozmowa. Jeszcze częściej wygląda to w ten sposób:
    – Hello – to ja.
    – Hi, how are you?
    – I’m fine, thank you.
    – Oh, that’s great!
    – And you?
    – Perfect! Thanks. – to rozmówca, o ile nie ulatnia się po swojej pierwszej kwestii.
    Niestety, uwierzcie mi, nikogo nie obchodzi to, jak się macie. Często, gdy zadają to pytanie, patrzą zupełnie w innym kierunku lub rozmawiają przez telefon. Ta maniera była miła do momentu, gdy zrozumiałam, że jest zupełnie nieszczera.
  4. Wszystko jest „-ish”.
    Szybkie wytłumaczenie: „-ish” to końcówka, która znaczy tyle co „około, mniej więcej”. Jest green – zielony, i greenish – zielonkawy. Jest five – piąta (godzina) i fivish – około piątej.
    Nikt nie złości się na nikogo za spóźnienie, bo przecież „let’s meet eightish”. I bądź mądry, pisz wiersze. Sixish kończę i nie wiem, jak mam się umawiać na wieczór, bo czy to będzie pół do szóstej, czy kwadrans po – tego nie wiem. Godziny są tutaj bardzo płynne. I nikt z tego powodu nie łamie rąk (niestety).
  5. Jedzenie nie jest najmocniejszą stroną życia.
    W zasadzie, jeśli mowa o jedzeniu, pojawiają się tutaj dwie skrajności – z jednej strony mamy półki w supermarketach uginające się od azjatyckich i egzotycznych oraz wegańskich produktów. Wybór jest ogromny i naprawdę na talerzu można wyczarować zdrowe, pyszne cuda. Jednak, z drugiej strony, większość ludzi je bezrefleksyjnie. Królują dania gotowe, do odgrzania (pod ciężarem których ugina się jeszcze więcej sklepowych półek). Popularne są tak zwane „take away” – kupujesz na wynos. Mało kto robi sobie do pracy kanapki, a jeśli już to są one z napompowanego, białego chleba (innego to w Wielkiej Brytanii ze świecą szukać). Chipsy na lunch je prawie każdy. I nie ma w tym absolutnie nic dziwnego.

To oczywiście nie wszystkie cechy Brytyjczyków. Warto wspomnieć, że są dla siebie bardzo serdeczni, mimo że każdy do każdego podchodzi z dystansem. Nie narzekają. Nie przeszkadza im zła pogoda. Są uczciwi, jeśli chodzi o pieniądze.
W gruncie rzeczy, to dobry  naród. Nieco głupiutki, bo mało wiedzą o świecie i bywają naiwni, ale można im wybaczyć.

Jakieś inne cechy przychodzą Wam do głowy? A może macie pytania? Piszcie w komentarzach.

A na stronie na Facebooku możecie poczytać o innych ciekawostkach z UK. Polubcie, zapraszam. 🙂

Z.

6 Comments Add yours

  1. Forest Brownie pisze:

    Anglicy kochają się w syfie i bałaganie i za nic na świecie nie zniżą się do tego by, po sobie posprzątać a jeśli (prędzej czy później ) nadejdzie taki dzień , że we własnym domu, nie mogą znaleźć telewizora lub ich własną pupa nie może odkleić się od muszli klozetowej….wtedy wołają obcokrajowców .
    I dobra nasza bo nieźle płacą za sprzątanie a i tak zupełnie się na nim nie znają.
    Świetny post !

    Polubienie

  2. xxx pisze:

    Co do drugiego punktu; to nie jest tak, ze Anglicy zle jeżdżą (ze swojego doświadczenia i obycia na drodze i wiedzy kilku innych kierowców). Angole są mniejszością za kółkiem, ale oczywiście nie wykluczam, ze tez są perfekcyjni za kierownica. Przypadki, które opisałaś, bardziej pasują do ludzi, którzy pochodzą ze wschodu. Tak wlasnie ja postrzegam sytuacje, co oczywiście niczego nie wyklucza 🙂

    Polubienie

    1. Pewnie każdy jeździ inaczej. Może ja zbyt szybko się irytuję, ale naprawdę – dla mnie zjazd z ronda = kierunkowskaz 😉

      Polubienie

  3. freshimport pisze:

    „…Wiadomo, że jak się na rondo wjeżdża, to trzeba spojrzeć, przepuścić tych, którzy już na nim są…”

    Kierowcy co jeszcze nie znajdują się na rondzie (z kierunkiem albo i bez!) a nadjeżdzają z twojej prawej również mają pierwszeństwo. Może gdzie indziej na świecie, czy też w Polsce, jest inaczej, jednak „lokalne” prawo ruchu drogowego jest takie i wypadałoby znać choć trochę.

    Ogólnie ujmując to zabawnie się czytało. Mieszkasz w Anglii kilka tygodni, spotkałaś garstkę osobowości a masz opinię o 75 milionach ludzi. Haha.

    Polubienie

    1. Znam prawo ruchu drogowego, a w tekście przecież nie chodziło o pierwszeństwo, a kierunkowskazy (a raczej ich brak – sic!).

      Niektórzy umieją spojrzeć na rzeczywistość i wyciągnąć wnioski. A Anglię znam…trochę dłużej niż kilka tygodni.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s