Jaki Nowy Rok, taki cały rok

Dni końca i początku

Jak minął Wam sylwester? A pierwszy dzień nowego roku? To drugie pytanie jest znacznie ważniejsze – bowiem, jak mówi przysłowie – jaki Nowy Rok, taki cały rok.

Ja nie narzekam. Jeśli 2017. będzie taki jak pierwszy stycznia, to za dwanaście miesięcy będę mogła powiedzieć z czystym sumieniem, że to był czas przeżyty na sto procent.

Sylwestra spędziłam w Glasgow, z pozytywnie zakręconymi ludźmi w przepięknym mieszkaniu. Były rozmowy, śmiechy, tańce, medytacje. Spotkamy się jeszcze ze dwa razy, i poczuję się jak wśród swoich 😉 Tak, tak, to buddyści. Coś mi się zdaje, że warto było czekać całe życie na to „coś”. Powoli się ono zaczyna i przyszłość zapowiada się nie najgorzej.

Ostatniego dnia grudnia byłam grzeczna, toteż następnego ranka nie obudziłam się z bólem głowy i mogłam normalnie funkcjonować, a na dodatek szykowała się świetna wyprawa.
Koło południa pojechaliśmy jeszcze bardziej na północ – do Loch Lomond and The Trossachs NP. To jezioro jest największym w UK. A jadąc jeszcze dalej, powoli dociera się do Highlands. A to – podobno – zapierająca dech w piersiach kraina nie z tej ziemi.

 

Ku Północy

W Wielkiej Brytanii zasada jest jedna – im bardziej na północ jedziesz, tym jest bardziej dziko, mokro, niezamieszkale i…niesamowicie pięknie. A przy tym ludzie…
Ludzie gór to zupełnie inny typ od „południowców”. W mieście – panuje pęd, egoizm, zamknięcie na innych. Tutaj – otwartość, uśmiech (idę po Grange, każdy mówi mi „Hello” – a ja czuję, że rosnę), pomoc są na porządku dziennym. Wiecie, do czego dojrzałam?

Do mieszkania w małym mieście. Tutaj czas płynie spokojniej, mieszkańcy są dla siebie życzliwi. I tak, po prostu, zwyczajnie, dobrzy. Pasuję do małych mieścin.
Wielu mówi, że do dziur zabitych dechami uciekają ludzie, którzy nie radzą sobie z problemami, którzy boją się żyć naprawdę, nie lubią towarzystwa. Być może… Ale nie wszyscy muszą uciekać od kłopotów, niektórzy po prostu szukają ciszy i spokoju, miejsca do zrelaksowanego życia. A mi jest dobrze bez tłumów i hałasu.

 

Pewne obrazy lepiej zachować w sercu

W Szkocji, co jest zupełnie oczywiste, miałam ze sobą aparat. Ale nie wyciągałam go zbyt często. I nie żałuję. Zrozumiałam jeszcze jedną rzecz. Czasem lepiej jest rozkoszować się chwilą, być „tu i teraz” i zapisywać obrazy w pamięci, niż zastanawiać się, jaki kadr wybrać do fotki – wybaczcie.

Nie pokażę Wam zdjęć pięknego, pełnego dobrej energii, domu-ośrodka buddyjskiego w Glasgow, gdzie z całą pewnością mogłabym mieszkać. Miał wysokie sufity, nieregularne ściany, wielkie okna, kuchnię z genialnym obitymi boazerią barkiem i stołami dla przyjaciół. Był rzutnik, by razem oglądać filmy, i kuchenka z płytami jak z ubiegłego wieku. I były kolory, i świetne książki.
Nie zobaczycie drogi przez Szkocję, która wije się malowniczo. Jest wąska, kręta i dzika. Po lewej stronie rozciąga się na wzgórzu mroczny las niczym ze starych filmów. Nagie drzewa otulone są bluszczem i miękko wyrastają z brunatnego mchu. Delikatna mgła spowija konary… Po prawej zaś króluje ogromne jezioro, wzburzone niczym morze podczas sztormu. Fale wywołują niepokój, ale na szczęście nie zalewają szosy, bowiem ta wznosi się na skarpie. Na drugim brzegu wody – malownicze góry, a za nimi kolejne i kolejne szczyty. Porośnięte drzewami, paprociami, otulone blaskiem zachodzącego słońca. Niebo jest koloru różowo-fioletowego, a baranki z chmur mają złocistą poświatę. Magia w najczystszej postaci.

Nie podzielę się też obrazami z porannego biegania przy wschodzie słońca. Skąpaną w złocistym blasku promenadą wzdłuż zatoki. Mostkiem nad torami, który pamięta początek XX wieku. Torfowiskami przy brzegu i wysepkami na wodzie. Górami majaczącymi na horyzoncie. I tym uczuciem, że jestem częścią tego krajobrazu i czuję się jak u siebie – zresztą, jak miałabym ubrać to uczucie w zdjęcie?

Wkraczam w nowy rok pełna dobrej energii i czuję, że z każdym dniem będą otwierać się przede mną coraz to nowe drzwi możliwości. I Wam także tego życzę. Uśmiechu, i pewności, że wszystko się uda, w swoim miejscu i czasie.

 

Nekropolia w Glasgow

 

Bo przecież coś tam jednak dla Was mam.

 

Loch Long

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s