Mężu, właśnie wróciłam z randki z kochankiem. Było nieziemsko.*

Tilda Swinton – każdy chyba kojarzy tę oryginalnej urody aktorkę wywodzącą się z potężnego rodu szkockiego. Mało powiedzieć, że jest to intrygująca kobieta i wspaniała aktorka. To także człowiek żyjący w przekonaniu, że „w życiu jedyną zasadą niech będzie brak zasad”. Tak oto – jest mąż, ojciec jej dzieci, z którym mieszka i który się nią opiekuje oraz kochanek, przy którym „odżyła jako kobieta”, sypia z nim i chodzi po czerwonym dywanie. Każdy o każdym wie, nikt nie ma pretensji – ba, niejednokrotnie spotykają się na wspólnej kolacji, bowiem panowie żyją w przyjaźni. Chyba wolę nie wiedzieć, na czyim ramieniu Swinton trzyma wówczas dłoń…

Brzmi nierealnie? To prawda. Ale to historia prawdziwa. Być może nie najczęściej powtarzany schemat rodziny na świecie, ale jak widać, i taki układ ma rację bytu. To się nazywa Związek Otwarty.

W Związku Otwartym w rolach głównych występuje para – przyjmijmy, że to małżeństwo i nazwijmy ich Panią i Panem Y. Mieszkają w dużym modernistycznym domu. Albo może i w starej kamienicy… To przeważnie ludzie wykształceni, ciekawi świata, tolerancyjni. Otaczają się książkami, mądrymi filmami i ambitną muzyką. Nie są zwolennikami konwenansów. Czują się bezpiecznie w swoim związku, jest im dobrze, są zadowoleni z tego, co mają.
To jednak jedynie główny wątek tego przedziwnego dzieła – wokół niego kręci się bowiem cała masa pobocznych perturbacji. Sprawa otóż wygląda następująco: jako ludzie otwarci, oboje Pan i Pani Y., wciąż chcą próbować czegoś nowego, dają sobie prawo do „rozwoju i wzrostu”, do nieustannego poszukiwania szczęścia i spełnienia.

Mamy tu więc Pana G., przystojnego studenta, chłopaka grzeszące autoironią i dowcipem, z którym Pani Y. chadza do kina i na spacery. Kochają się oni namiętnie przy drgającym ogniu kominka, a na śniadanie jedzą gofry. Jest też Pan Z., starszy mężczyzna – lecz jak wino, wiadomo…, z tym to z kolei Pani Y. szaleje na koncertach i śmieje się jak nastolatka, słuchając utworów tworzonych specjalnie dla niej.
Pojawia się także Panna J., młoda seksowna dziewczyna, odkrywająca przed Panem Y. uroki niewinnego szaleństwa i seksu na plaży. Jest i Pani W., wytworna, oczytana, taka co to ma wyrobione zdanie na każdy temat – idealny partner do dyskusji przy whiskey.
No…i jest jeszcze Panna K., z którą Pani Y. nadrabia zaległości z lat studenckich: używki, wolny seks, romantyczne wiersze…

Mąż wie o kochankach żony, żona zna kochanki męża, przynajmniej ze słyszenia. Nie, nie wypada nazywać ich kochankami – to po prostu inni, pełnoprawni, partnerzy. I naszym głównym bohaterom nie jest z tym źle. Ba! Akceptują to. Wspólnie cieszą się, że druga osoba realizuje skrywane głęboko fantazje (których nie mogliby spełnić razem) oraz, że może na nowo odkryć to, kim jest. A czy ci drugoplanowi bohaterowie wiedzą o sobie, to już kwestia drugorzędna – to zależy od woli Pana i Pani Y.

Żyją sobie. Całkiem nieźle im się wiedzie, zważywszy na fakt, że Pan i Pani Y. dzielą swój czas na wielu partnerów, nie spełniając kryteriów „normalnego” związku. I mogłabym się w tym miejscu rozwodzić nad tym, czym w istocie normalny związek jest, ale to chyba nie ma sensu – wszak każdy wie, co to. I zakładam, że wielu z Was, czytelników, jest dość zniesmaczonych tym, co tu się, w tym Związku Otwartym, wyprawia. A nawet jeśli nie jest to niesmak, to swojego rodzaju niezrozumienie na pewno.

Porozwodzę się jednak nad inną zgoła kwestią. Pojawia się otóż pytanie: czy historia tego typu aby na pewno wygląda tak kolorowo? Czy takie układy naprawdę dają szczęście?

Warto w tym momencie zadać parę pytań.
A czy Panna J., Pan G., Pani W. nie czują się w pewien sposób wykorzystani?
Czy aby na pewno nie ma tutaj ani krzty zazdrości (przez wielu zresztą uważanej za oznakę zdrowej, uczciwej miłości)?
Czy nie powinno być tak, że dwoje ludzi, żyjąc w spełnionym, „pełnym”  związku, nie musi szukać podniet wśród innych?
Czy „pełen” związek nie powinien oznaczać zaspokajania potrzeb wszelakich: zapewniać poczucie bezpieczeństwa, miłości, chęć inteligentnej rozmowy, igraszek w sypialni (albo i w kuchni)?
A jeśli nie spełnia tych wszystkich kryteriów to czy aby na pewno jest „pełnym” związkiem.
A jeśli takowym nie jest to czy warto  w nim tkwić?

Kiedyś byłam bardzo hej i do przodu, jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. Nie wstydziłam się mówić o sprawach łóżkowych (zresztą zostało mi to do dziś), nie obce były mi myśli o rozmaitych konfiguracjach w relacjach. Głośno mówiłam, że nie boję się eksperymentów etc… Ale dorosłam, i się ogarnęłam.

Dziś wiem, iż bycie z Kimś, to bycie z Kimś. To nie jakieś tam gierki i bajery. To wzajemne zaufanie, rozmowa, pożądanie, wspólnie spędzany czas, dzielenie się bolączkami i radościami. We dwoje. A nie w siódemkę. To szczerość i niezdradzanie. To wzrastanie i rozwój. To stałe docieranie się i służenie rękawem do wypłakania.
W prawdziwej relacji nie ma miejsca na skoki w bok – jakkolwiek „naturalnymi zachowaniami” by one miały nie być. Bo gdy pojawia się myślenie o zdradzie (nie mówię tu o fantazjowaniu na temat osoby mijanej na ulicy, bo akurat w tym nie ma niczego niezwykłego) – to coś tu nie gra. A gdy coś nie gra – to chyba niepotrzebnie marnujemy czas. I swój, i partnera. Bo przecież nie ma sensu tkwić w czymś, co nie daje stuprocentowej satysfakcji. Nie mam przypadkiem racji?

Idę sobie pofantazjować,

Z.

Podoba się? To pomóż! Polub stronę na Facebook’u, udostępnij znajomym, udzielaj się w komentarzach 🙂

*tekst nie jest poprzedzony rzetelnym researchem pod kątem zagadnień socjologicznych czy psychologicznych; w paru miejscach mogła nieco ponieść mnie fantazja; jednak ogólny zarys jest zgodny z prawdą

*a ikona wpisu ma sens – w końcu miś nie jest jeden…

4 Comments Add yours

  1. Sławomira pisze:

    Nie spodziewałam się takiego podsumowania sprawy związków otwartych 🙂
    ,,A czy Panna J., Pan G., Pani W. nie czują się w pewien sposób wykorzystani?”
    Zapewne Pan i Pani Y dbają o uczucia wszystkich partnerów, są z nimi szczerzy itd. Czy to wystarczy – nie wiem. Ja nie zamierzam angażować się w taką formę związku.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zapewne dbają, ale jakoś nie przemawia do mnie różowość tych słów :/
      I nie, odpowiadając na Twoje pytanie, to nie wystarczy…

      Polubione przez 1 osoba

      1. Sławomira pisze:

        Żadna z nas nie ma kompetencji, by odpowiedzieć na to pytanie, więc odpowiedź może brzmieć ,,sądzę, że nie wystarczy” lub ,,mi by nie wystarczyło” 🙂

        Pomyślałam też o odwróceniu sytuacji. Pani Y może być w szczęśliwym związku z Panem Y i Pan Z nie jest jej do niczego potrzebny. Jednak Pan Z:
        – chce być z Panią Y;
        – nie chce wszystkich tych nieprzyjemnych elementów bycia w normalnym związku, wolałby odesłać kobietę komu innemu, gdy tylko jest mniej różowo;
        – wie, że nie wygra z Panem Y.
        Dlatego Pan Z przekonuje Panią Y by uczyniła swój związek otwartym i to on czerpie wszystkie z tego korzyści. Przy takim odwróceniu to Pan Y wydaje się wykorzystany…

        Polubione przez 1 osoba

      2. W tym odwróconym układzie – jakoś słabo wypada mi tu Pani Y. Jeśli nie jest w otwartym związku, to jej relacja z Panem Z to nic innego jak romans. A nie wiem, czy dałoby się przekształcić romans w związek otwarty (u Państwa Y) – bo co w tej sytuacji ma sobie Pan Y pomyśleć? Najpierw go zdradzała, a teraz chce to zalegalizować? Nie…

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s