Małe podróże – fotograficzne pocztówki

Całkiem niedawno, a właściwie to wczoraj, dotarło do mnie to, co się dzieje. Mam osiemnaście lat i wyprowadzam się z domu. Zabieram jeden karton i lecę w świat. Nie do miasta za rogiem, a za morze. Nie na trzy miesiące, a na życie. Nie będę pracować w korpo, a jedynie – nie znać jutra. To nie ot tak sobie, kolejna przygoda (to znaczy, nie tylko), lecz decyzja zmieniająca życie, decyzja wpływająca na przyszłość. Nie każdy wybywa z domu mając naście lat, by całkiem samodzielnie zaczynać dorosłość. Jednak nie boję się, bo wiem, że dam radę. I jeszcze będę sobie za ten krok nie raz dziękować.

Moje wyobrażenie o własnej przyszłości może być nieco spaczone, ale co mi tam – chcę żyć tak, jak żyję. W moim „Pasjoplanie” pojawiają się coraz to nowe pozycje. Pieniądze rzecz nabyta, a żyć należy chwilą. Może to idealizowanie rzeczywistości, lecz na ten moment dobrze mi w mojej szklanej bańce bajki.  Mam ludzi, którzy mnie wspierają i są obok w każdym momencie, a to chyba kluczowa w życiu sprawa, prawda?

Dużo także czytam – o pracy zdalnej, pisaniu za pieniądze, sprzedawaniu zdjęć (więc jeśli macie kogoś, kto byłby zainteresowany współpracą, nie bójcie się podesłać mu kontaktu do mnie – odwdzięczę się z pewnością). Tak chyba należy robić: sięgać po swoje, ciężką pracą, prawda?

Zanim jednak wyjadę z kraju, chciałam zrobić parę szalonych rzeczy i pooglądać po raz ostatni przed kolejnymi odwiedzinami kilka miejsc, do których mam swojego rodzaju sentyment.

Oto co się działo całkiem niedawno 🙂

 

Wroclove

 

W ten weekend szwendałam się po moim ulubionym ostatnimi czasy mieście, odkrywając jego kolejne zakamarki  ❤

 

Pisałam listy w maratonie organizowanym przez Amnesty International, walcząc o prawa człowieka i mocno wierząc w lepszy świat

 

 

Gościłam u cudnej duszy (i urody) Agaty – tak, ta od królowej na czterech metrach kwadratowych

 

 

 

I razem poszłyśmy się wydziarać (cśś, nie mówcie mojej Mamie 😉 )

 

 

 

I piłam pyszną herbatę w Machina Organika z jeszcze pyszniejszą życiowo Anią (tak, tak, Babo, pozdrawiam Cię serdecznie!)

 

 

 

Warszawa

 

A w poniedziałek…dwie wariatki wsiadłyśmy w pociąg, który zawiózł nas na walk-in w Gulestus Tattoo. Uwielbiam takie akcje! Cały myk polega na tym, że bierzesz udział w wydarzeniu: wybierasz jeden z zaproponowanych motywów, tatuator przenosi go na Twoje ciało, Ty płacisz, a pieniądze przeznaczone są na jakiś charytatywny cel. My pomogłyśmy zwierzakom z Przystani Ocalenie. Nie ma zapisów, obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy. Nam się poszczęściło.

 

 

 

Weekend minął bardzo szybko. Wiem, że tak będzie mijać mi kolejne parę lat życia (aż nie mogę uwierzyć we własne szczęście!).

 

(Czasem zawita tu nieco prywaty, mam nadzieję, że nikt się nie obrazi :))

 

Pozdrawiam Was serdecznie mocno,

Z.

O, na Facebook’u jestem tutaj.

 

A tu możecie do mnie pisać: zofia.lenczewska.samotyj@gmail.com

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s