Minimalizm wygrał

Przeprowadzałam się w życiu dwadzieścia parę razy. Taki ze mnie nomada od kołyski. Gdy inne dzieci drżały na myśl o pójściu do nowej klasy, dla mnie to był chleb powszedni – w końcu nazbierały się trzy przedszkola i sześć szkół – doświadczenie jak widać mam niemałe. Nigdy nie miałam trudności z zaadoptowaniem się do nowej sytuacji. I jak widać – przysłowie „czym skorupka za młodu nasiąknie…” ma piękne odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Bowiem powoli zaczynam wcielać w życie 82 punkt z mojej Bucket List: „82. Co pół roku będę zmieniać kraj zamieszkania.” – dopuszczam kilkunastomiesięczne wahnięcia, ale ważne jest to, że zrozumiałam niedawno, iż takie życie jest możliwe i że wyprowadzka za jakąkolwiek granicę jest takim samym krokiem, jak zawinięcie się do innego miasta. Po prostu – jedziesz gdzieś, szukasz pracy i mieszkania (co wcale nie jest trudne) i…żyjesz. Tylko że mówisz po innemu. Bierzesz walizkę i pakujesz się w świat.

I tutaj właśnie pojawia się zagadnienie, które od paru dni spędza mi sen z powiek. Pakujesz się w walizkę. Jedną. Walizkę. JEDNĄ. WALIZKĘ.

Ta myśl od samego początku napawała mnie przerażeniem – bo choć marzeniowy rozsądek mówił, że tak będzie najlepiej, przecież nie będę włóczyć się po świecie z furgonetką pełną sprzętów i kartonów, to jednak przez ostatnie lata stałam się zbieraczem. Ci, którzy znają moje poddasze, wiedzą, że jest tu wszystko. Pewnie z tysiąc książek, dziesiątki płyt, setki pocztówek, cytaty popisane na kalkach, mnóstwo świec, drewniane rzeźby, ceramiczne cuda i masa innych bibelotów, o meblach nie wspominając (bo po co komu dwa fotele bujane, dwa stołki barowe, trzy krzesła i pufa w miejscu, gdzie najczęściej przebywa jedna – słownie: jedna – osoba?) i ciuchach (setki sukienek, dziesiątki koszul, spodni, spódnic i swetrów – w sam raz na ubieranie paru dorosłych kobiet codziennie w coś innego przez okrągły rok). Nie, nie przesadzam.

„Ależ ja tak kocham te pierdółki!” myślałam i załamywałam ręce. Do tej pory moje wyprowadzki wyglądały zupełnie inaczej: pakowałam cały pokój i rozpakowywałam te same kartony w innym mieszkaniu; lub wyjeżdżałam na chwilę z małym plecakiem- bez zamiaru zadomowienia się czy stworzenia swojego kąta i przeniesienia do niego mojego życia codziennego.
A teraz – miałam połączyć te dwie skrajności w jedno i zabierając minimalną ilość gratów, stworzyć swoje miejsce na ziemi w innym kraju. (Tak jak, pakując co wyjazd ten sam sprawdzony sprzęt do plecaka ze stelażem, sprawiam, że każda podróż jest udana).

Mimo że wylatuję pod koniec grudnia, zaczęłam pakować się już dwa tygodnie temu. W końcu przezorny zawsze ubezpieczony. I się zaczęło: wezmę to, ale w sumie to wolałabym tamto; nie, wypakuję ten album i wezmę tamten obrazek; po co mi obrazek, jak bardziej będę potrzebować książki; ale przecież tak lubię tę miseczkę, żal byłoby nie zabrać. Pakowałam, rozpakowywałam, plątałam, kluczyłam i płakałam. Wściekła byłam na siebie nieziemsko.
Nagle rzuciłam to wszystko i szeroko otartymi oczami rozejrzałam się dookoła.
Skoro biorę ze sobą te wybrane przedmioty, a na innych w zasadzie wcale mi nie zależy, to po co przez tyle lat się nimi otaczałam? Składowałam, kupowałam, a one się kurzyły… Po co mi one, skoro nawet mi ich nie żal? Czy nie powinno być tak, że otaczamy się tylko tym, co ma dla nas ogromne znaczenie? Co jest użyteczne i jednocześnie miłe dla oka?
Tak mi się zdaje.

I zaczęłam działać.

Najpierw pozbyłam się 3/4 ciuchów. Zaprosiłam dwie przyjaciółki i każda wyszła ode mnie obładowana. Zabrały prawie całą garderobę, większość ubrań na wieszakach i tych złożonych. Sobie zostawiłam tylko to, co rzeczywiście noszę. I okazało się, że wcale nie potrzebuję dwunastu par spodni „na kiedyś”, bo te cztery noszone na okrągło w pełni stykną. A sukienkom, nienoszonym od trzech lat, lepiej będzie u kogoś, kto je ubierze i doceni. Tak więc zniknęła mi przeważająca większość ciuchów.
Bałam się własnej reakcji – ale okazało się, że nagle poczułam się wspaniale. Tak lekko, beztrosko i swobodnie. Jakby ktoś ściągnął mi z pleców parokilogramowy ciężar.

Nie, bibelotów nie wydałam.
Lecz postanowiłam ograniczyć się do minimum. Zabieram parę książek, listów, figurek, wisiadełek, biżuterię i elektronikę. To, z czego korzystam na co dzień i to, co cieszy oczy. Nic poza tym.

Wyprowadzam się w nowe miejsce, by zacząć żyć na nowo – na własny rachunek i z głową pełną planów. Nie potrzebuję więc ogonów w formie fotela i sekretarzyka. Jeśli chcę być wagabundą, to muszę nauczyć się, poza szybką asymilacją ze środowiskiem, tworzenia domu wszędzie tam, gdzie jest moje serce. Czyli – receptą na ciepło domowego ogniska, nie jest szukanie szczęścia w przedmiotach, a odnalezienie w samej sobie – szczęścia, poczucia bezpieczeństwa i spokoju.

Toteż podróż przez życie rozpoczynam z plecakiem i jednym kartonem. Ni mniej ni więcej.

Planuję też nie kupować niczego, co nie będzie mi potrzebne. Wspomnienia, miejsca, emocje i napotkane osoby nie muszą być zaklęte w przedmiotach. Mogę uchwycić je, i uczucia i ulotne chwile, w słowach spisanych na papierze i w zdjęciach. Zawsze będę mogła do nich wrócić i przy kominku i w towarzystwie iskier ognia opowiadać dalekie historie.

Toteż nie zamierzam trwonić pieniędzy na łapacze kurzu – wolę zainwestować w sprzęt fotograficzny, podróżniczy. W siebie i w moje pasje.
Przecież to nie przedmioty świadczą o tym, kim jesteśmy. Nasze doświadczenia, myśli i działania wypadają w tej roli o niebo lepiej.

Cześć jak czapka, Konsumpcjonizmie. Witaj – Lekkości.

A cytując klasyka: „Jedynie nie mając nic, możemy wszystko”.

Z.

 

Podobało się? To udostępnij i polub stronę na FB 😀 

3 Comments Add yours

  1. Magda pisze:

    Ładnie… Pięknej podróży Z.

    Lubię to

    1. Dziękuję dziękuję 🙂

      Lubię to

  2. Forest Brownie pisze:

    Zajmę się Twoimi pierdółkami tylko po to żeby było Ci fajnie wracać do Naszego Domu.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s