Ciało to płótno, a malarz orze Ci skórę igłami

Za wysokie progi

Dzieci inaczej postrzegają świat. Rodzice są dla nich bohaterami, którzy zbawiają ludzkość, mama to najpiękniejsza modelka, a tata to prawie-Bóg. Przedszkolaki widzą w nastolatkach synonim dorosłości i dojrzałości. Dzieci nie boją się też marzyć. Są do bólu szczere i bezkompromisowe. Snują wielkie plany.
Lecz nie zawsze wierzą w siebie, a raczej w to, że ich zamysły mogą kiedykolwiek stać się prawdą. Świat przecież jest mały, ale nie dostępny dla każdego, pewne tajemnice pozostają poza zasięgiem przeciętnego człowieka. Ba! niejeden dorosły myśli w taki sam sposób.

Słyszymy o ludziach, którzy coś osiągnęli. O podróżnikach, odkrywcach, naukowcach, artystach, lecz mimo zachwytu nad ich sukcesami, my twierdzimy, że te wspaniałe rzeczy nigdy nie będą dla nas, że nie zasługujemy, że nam się nie uda. To przecież inny świat, dla nas jest to zbyt nierealne. 

Sama tak myślałam. Nie dlatego, że w domu ze mnie kpiono i ściągano w dół czy też podcinano skrzydła. Nie dlatego, że nie byłam zdolna. Nie dlatego, że bałam się marzyć. Nie – tak chyba już mamy zakodowane głęboko w głowie, że rzeczy wielkie zdarzają się tylko nieznajomym, nam nie są one pisane. Toteż dużo marzyłam, oglądałam tysiące zdjęć i czytałam książki i na tym kończyło się moje działanie.

A może progi jednak nie są takie nie do przeskoczenia?

Kiedy coś się zmieniło w moim postrzeganiu świata? Zdaje się, że w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że naprawdę nie mam nic do stracenia. Że nawet, gdy się potknę, będę mogła wstać i iść dalej. A jak się sparzę, to będzie mi przez moment nieco cieplej niż zazwyczaj. To nabrało sensu – do tej pory były to jedynie puste słowa. Puste słowa dziecka.

A później powiedziałam dość! I się zaczęło. W końcu skoro innym się udaje, to dlaczego mi miałoby nie wyjść. Skoro inni mogą żyć niesztampowo, to dlaczego ja miałabym nie móc.

O tatuażach jeszcze nie pisałam. A przecież kocham je nad życie. One także swojego czasu wydawały się być daleko poza moim zasięgiem. Widywałam na ulicach (niekoniecznie oszałamiająco) wydziaranych facetów i panienki; słuchałam, że tatuują się jedynie kryminaliści. I to siedziało w głowie.
Jednocześnie – co rusz natykałam się w sieci na zdjęcia pięknych kobiet z kolorowym ciałem, czytałam wywiady i opinie. Ciągnęło mnie bardzo – w końcu zakazany owoc smakuje najlepiej.

O co tu w ogóle chodzi?

Ludzie, którzy siedzą w temacie jakiś czas, zgodnie twierdzą, że pierwsze dziary w zamyśle mają mieć znaczenie i odzwierciedlać osobowość właściciela, a każda kolejna – być piękną ozdobą.
Sama tatuażów mam dziesięć i śmiało mogę powiedzieć, że tylko przy pierwszym szukałam wzoru pod swój światopogląd. „Przecież nie wytatuuję sobie nic nieznaczącego ptaszka” myślałam. Summa summarum mrówki były wypadkową wielu inspiracji i godzin przemyśleń. Bo przecież to na całe życie, bo nie ma gumki, co by zmazała. Bo co ludzie powiedzą, bo mam tylko 16 lat… Bzdura!
W lutym 2015 pierwszy tatuaż. Mrówki i wiele znaczący tekst. I nagle – pojawienie się ogromnej pewności, iż to jest to. Tego chcę i tak się widzę. Kolejny malunek miał być za rok, na 18-stkę w czerwcu. Nie wytrzymałam. Matrioszka zagościła na moim ramieniu po pięciu miesiącach – w lipcu. Chwilę przed wyjazdem na stopa na Jurę Krakowsko-Częstochowską. Goiła się w pełnym słońcu, nakryta jedynie cienkim materiałem koszuli. Myłam ją w leśnych jeziorkach lub w brudnych toaletach przydrożnych stacji. I co? I do tej pory ma się cudnie. Czy ruska laleczka coś znaczyła? Nie, była przepiękna i musiałam ją mieć. Ani ze mnie Matka Polka, ani fanka wschodniej potęgi.
Kida na łydce musiała znosić skwar Kornwalii i deszcze Szkocji. Spanie pod namiotem i muczenie krów-sąsiadek.
Pan Elegant biegał ze mną drugiego dnia po lesie i po powrocie do domu cały był w szyszkach, patykach i igliwiu.
Z Podróżniczką dzień po tatuowaniu lazłam o szóstej rano na pociąg, który nie przyjechał. Zimno, mokro, mgła i jakieś trzy stopnie na plusie.

Każdy z malunków na moim ciele ma się świetnie, więc chyba mam fuksa 🙂

Gotowe szkice czy nowa jakość? Odpowiedź jest prosta.

Z każdym kolejnym tatuażem czuję się „pełniejsza”, bardziej sobą – wiem, że dla tych, którzy dziar nie mają, takie słowa mogą być niezrozumiałe, chore. Myślcie, co chcecie, Miśki. Skoro w XXI wieku można zdecydować czy chce się być facetem czy dziewczyną, to ja mogę pokolorować się cała, od stóp do głów. Bo mogę.

A jak to jest dziś z planowaniem kolejnej dziary? Dziś działam zupełnie inaczej niż na początku. Najpierw szukam artysty, oglądam jego prace, zakochuję się. Myślę, co dany tatuator mógłby mi wydziarać i umawiam się na sesję. Nie szukam prac do skopiowania, pragnę stworzyć nową jakość. W końcu będę miała tę perełkę na ciele przez całe życie, musi być to przemyślana decyzja.

Do kogo?

Uważam, że wschodnia Europa, Polska mają najzdolniejszych twórców. A już kobiety to tutaj wymiatają!

Zresztą, rzućcie okiem na niektóre z prac najwspanialszych artystów (głównie to babki 😉 ). (kolejność przypadkowa, lecz zaznaczyłam mych absolutnych ulubieńców)

Z Polski:

Ze Świata:

Aktualnie moje dziary podzielić można na dwa rodzaje – malunki i napisy. Napisy są po coś, to myśli przelane na skórę; malunki – to dzieła sztuki. Dla mnie – najpiękniejsze.

Traktuję swoje ciało jak płótno. A tatuatora – jak utalentowanego twórcę. Podczas wspólnych rozmów ustalamy, co i gdzie chcemy stworzyć. Skoro jestem świadoma, w jakim stylu tworzy i wiem dokładnie, czego chcę, to tatuaż nie może się nie udać. Najważniejsze to się dogadać, jak w życiu. A później – hulaj dusza piekła nie ma.

A praca? A mówił ktoś,  że będę pracować w banku lub korporacji?
A starość?

Well…

IMG_4840.PNG

Jacy są tatuatorzy?

Jak każdy artysta, człowiek robiący sztukę – to niełatwy do życia przypadek. Oni mają swój świat, nigdzie im się nie spieszy. Na wstępie walą per „Ty”. Kochają to, co robią i robią, co mogą, by było jak najlepiej. Często nie odbierają telefonów lub nie odpisują na wiadomości – ale idzie się przyzwyczaić i wyrobić w sobie odpowiednią dozę cierpliwości. Dużo się śmieją, bije od nich pozytywna energia (czy bierze się ona z codziennego obcowania ze sztuką czy z tego, że żyją tym, co kochają?).
To ludzie odważni, nieco szaleni. Prawdziwi. Sam czas spędzony z nimi nastraja pozytywnie.

A jak wygląda ten świat?

Konwencja Tatuażu w Poznaniu – marzec ’16

Tattoo w Coventry – Jo Baker sierpień ’16

Tatuaż u Kaśki w Sopocie – wrzesień ’16

Tatuaż u Pliszki – listopad ’16

To co my tu mamy?

No to te tego….

Do później,

Z.

6 Comments Add yours

  1. Matrioszka i ta kobieta z sierpnia ’16 podobają mi się najbardziej. Ostatnio myślę o zrobieniu sobie kruka (heh, a kiedyś tatuaże mi się nie podobały), więc zbieram zdjęcia tatuaży w moim stylu i kiedyś może się zdecyduję.

    Lubię to

    1. Tatuaże uzależniają jak mało co! 😉
      Też mam mnóstwo zdjęć pozapisywanych. A przecież tylu jest artystów, a ciało takie niewielkie!

      Lubię to

  2. Dreamer pisze:

    Ja chce tatuaż na nadgarstku. Może popularny, ale mi się mega podoba.
    agnieszka-gromek.blogspot.com

    Lubię to

    1. Każdy robi to, co czuje i z czym mu będzie dobrze 🙂

      Lubię to

  3. Dawid Jarosz pisze:

    Sick rose tattoo! Polecam, Magda jest świetna, jej roślinne motywy bardzo do mnie trafiają. Muszę się pochwalić, że sam mam jej robotę na sobie, aczkolwiek mojego projektu.

    Lubię to

    1. Kto wie, kto wie, czy nie zawitam! Rozpływam się niekiedy, gdy widzę prace polskich artystów, naprawdę.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s