Wielkie panisko i głodne dziecko.

Siedział niczym wielkie panisko. Głowa podniesiona wysoko, władcze spojrzenie. Wcale nieduże dłonie splótł na piersi. Znudzonym wzrokiem rozglądał się po pubie i tylko jakby od niechcenia słuchał, lecz nie uczestniczył w rozmowie, która toczyła się przy stole. A przecież mógłby od czasu do czasu wtrącić coś od siebie i spojrzeć w stronę żony i syna.

Co ciekawe, jego partnerka, jakby się wydawać mogło, nie sprawiała wrażenie zastraszonej czy wypłoszonej – w końcu mąż wyglądał na rasowego macho co przy byle okazji rzuca czym popadnie, w tym kobietą, o ścianę. Nie była też równie zacietrzewiona co on – bo tak przecież także się zdarza, że oboje małżonków walczy o miano „gnojka roku”. Kobieta była przeciętna. Ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Miała dobre, pogodne oczy i uśmiech pełen spokoju.
Syn także nie odziedziczył żadnych cech gburowatego ojca. 

Co było wyjątkowo niespotykane – rodzina nie miała położonego na stole ani jednego telefonu komórkowego. W czasach, gdy nawet na pierwszej randce smartfony grają pierwsze skrzypce, a Wigilię spędza się, rodzinnie scrollując tablicę na facebook’u, taka sytuacja była czymś wspaniałym.

Matka z nastolatkiem rozmawiali po cichu, a ojciec zdawał się dla nich nie istnieć. Podobnie zresztą jak oni dla niego. Wyglądało to tak, jakby nagle przy jednym stoliku znalazły się zupełnie obce sobie osoby.

Gdy podano im obiad, mężczyzna delikatnie skinął głową, a kobieta i chłopak gorąco podziękowali.

Po jakimś czasie do gości podeszła kelnerka, by zapytać, czy wszystko im smakuje. Odpowiedź była zgodna – „tak, bardzo!”. Toteż dziewczyna wróciła za bar. Ale jeszcze dwa razy obróciła się za siebie i spojrzała na stolik. Coś bardzo jej nie pasowało.

Jednak nic nie powiedziała, jeszcze nie. Gdy rodzina opuściła lokal, trzeba było zabrać talerze. Młoda kelnerka znowu podeszła do stolika. Wzięła dwa puste nakrycia i ze smutkiem zatrzymała wzrok na trzecim. Sztućce przy nim leżały nietknięte, a danie na talerzu nie było nawet posmakowane. Dziewczyna zabrała jednak wszystko i pokazała menadżerce. Ta spojrzała, pod nosem zmełła przekleństwo i, nie mogąc zrobić nic innego, wyrzuciła jeszcze ciepłe danie do kosza.

***

Niespełna pięcioletnia dziewczynka przymykała oczy, siedząc pod ścianą. Była sama w domu, bowiem jej mama pracowała na trzy etaty i nieczęsto bywała obecna. Kobieta bardzo starała się, by jej dzieciom było jak najlepiej, jednak odkąd mąż zmarł, a ona została sama z siódemką pociech, trudno było jej związać koniec z końcem. Dzieciaki czuły się jak w niebie, gdy w domu pojawiała się chociażby tabliczka czekolady, przeważnie bowiem chleb z margaryną to jedyne, na co mogły liczyć. Nie była to zła czy patologiczna rodzina, wszyscy kochali się i szanowali, jednak bieda zaglądała w okna, drzwi i pod poduszki. Mamy wiecznie nie było w domu, ojciec nie żył. Starsze rodzeństwo wyfrunęło z domu, młodsze całymi dniami siedziało w piaskownicy i czekało na cud. W domu nie było tradycji wspólnych posiłków, bo i posiłków jako takich było tam jak na lekarstwo. Więzy, które zazwyczaj podtrzymywane są podczas rozmów przy pieczeni z pyzami, tutaj rozpływały się jak rozwodniona owsianka.
Dziewczynka, siedząc pod ścianą, pod powiekami widziała śliczne, kolorowe ciastka z witryn pobliskiej cukierni. Wyobrażała sobie ich smak, próbowała jak mogła, lecz nie wiedziała, co znaczy dulche de leche czy panna cotta, bo nigdy nawet nie przekroczyła progu restauracji.

Tego właśnie dnia pięciolatka postanowiła, że gdy dorośnie, będzie na co dzień pracować z jedzeniem. Nie liczyło się dla niej to, jaką formę przybierze jej kariera – miało być jej smacznie i do syta. Już jako osoba dorosła, celebrowała każdy posiłek. Nawet jeśli miał być to w pośpiechu zjedzony batonik – dziękowała za to, że mogła go skosztować.

***

Co łączy oba te obrazy? Postać dziewczyny. Bowiem to głodne dziecko po parunastu latach od pamiętnego popołudnia pracowało w pubie, gdzie…wszystkie resztki lądowały w koszu na śmieci. W wielkim mieście to codzienność – sieciowe restauracje, obsługujące tysiące klientów dziennie, nie mają czasu, ani motywacji ku temu, by resztki oddawać potrzebującym czy też „dojadać”. To, co zostaje na talerzu – trafia do kosza. I nie wiadomo, kogo winić. Czy wielkich dyrektorów, ustalających takie a nie inne zasady, nie mających w rzeczywistości styczności z życiem lokali? Czy pracowników, którzy całkowicie podlegają szefostwu? Czy też klientów, zamawiających porcje, których nigdy nie zjedzą? Wina leży po stronie każdego. Tu nie ma czerni i bieli. Tu przeważają szarości. A samo jedzenie…nadal karmi śmietniki. Tak jak i danie tego zarozumiałego mężczyzny, którym nie wiadomo co kierowało, gdy zamówiwszy obiad, zapłacił, poczekał na rodzinę, a sam widelca nawet nie ubrudził. Dlaczego? W jakim celu?

Kelnerka co wieczór modli się za głodujące dzieci i skrupulatnie odkłada zarobione pieniądze na założenie restauracji, w której porcje będą mogły być zamawiane w wariacji 3/4 czy 1/3, a to, co zostanie na talerzu, o ile goście nie poproszą na wynos, w całości trafi do schronisk dla zwierząt, a nadwyżka zapasów – dla potrzebujących dzieci i rodzin.

***

Dlatego dziś proszę Was, byście trzy razy zastanowili się, nim coś zamówicie czy kupicie – bierzcie tyle, ile zjecie; nie wstydźcie się prosić o zapakowanie na wynos. I proszę, nie marnujcie jedzenia… Myślcie o innych, nie tylko o zasobach swojego portfela – bo to że masz pieniądze, nie upoważnia Cię do nietknięcia zamówionego dania. Proszę!

2 Comments Add yours

  1. Zdaje się, że już w niektórych miastach działają organizacje rozdające te nietknięte dania bezdomnym 🙂 Już jest to legalne, wcześniej był afera z piekarzem rozdającym własne niesprzedane bułki, który łamał prawo tym rozdawaniem.

    Lubię to

  2. hreindyr pisze:

    Wartościowy i mądry tekst. Gratuluję 🙂
    Skoro już jesteśmy przy dawaniu rad na temat jedzenia to warto pamiętać o istnieniu zamrażalnika i przechowywać tam nadwyżkowe potrawy. Jeżeli zaś zdarzy nam się kupić dobre jedzenie, ale nie przypadające nam do gustu, to można spróbować znaleźć kogoś (w pracy / mieszkaniu) komu to będzie smakować. Jest to wykonalne i z pewnością lepsze niż wyrzucanie.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s