Gdy emocje opadają, a pozostaje niesmak – Londyn to nie jest dobre miejsce

Siedzę w małym parku w samym centrum Londynu. Jest godzina 9.30 rano, a mimo to wokoło kręci się mnóstwo pań i panów w garniturach i białych lub niebieskich koszulach. W myślach, codziennie, gdy ich mijam, tak właśnie ich nazywam: „Niebieskie Koszule”. Ludzie niczym klony, mężczyźni nawet fryzury mają takie same. Wszyscy przycupnęli na moment na ławeczce i tępo wpatrują się w swoje telefony. Nie usiedli na trawie, pewnie boją się, że pogniątą sobie spodnie albo ubrudzą marynarkę. Może są skupieni na pracy, a może scrollują tablicę na facebook’u…to wiedzą tylko oni. Idylliczny obrazek ludzi biznesu z zielonym parczkiem w tle psuje (bardzo skutecznie) rozwalony na różowym śpiworze jegomość, który wkładając palce głęboko do gardła, wywołuje wymioty. I nikt nie podejdzie i nie spyta, czy wszystko w porządu czy może czegoś mu potrzeba. Wydaje się, jakoby pomiędzy tymi ludźmi wyrosła ściana. Ignorancji, a może niechęci. Nauczeni tego, by dbać o swoje sprawy, za nic mają innych.

Taki jest Londyn – pełen skrajności. Mieszkańcy żyją w ciągłym biegu i pędząc przed siebie, potrącają zdezorientowanych (i jakże irytujących swą ślamazarnością) turystów. Każdy jest zajęty sobą i dba o siebie, ze świecą szukać prawdziwych przyjaźni i szczerej życzliwości. Lepiej uważać, z kim się rozmawia i o czym, bo prędzej czy później to może być obrócone przeciwko Tobie.

To nie jest dobre miejsce dla ludzi naiwnych, o wrażliwym sercu. Szybko zostaną zgnieceni na miazgę i wypluci przez wielkomiejską dżunglę niczym flegma po popołudniowej herbatce.

To nie jest miejsce do życia. Tu się pracuje, zarabia i…goni. Wciąż za czymś się goni. To nie tutaj się zestarzeję. Nie urodzę tu Amelii ani Kostka, nie wyjdę za mąż i nie założę knajpki. Nie chcę robić tego ani swoim dzieciom ani małżeństwu, ani tym bardziej sobie.

Dziś, mając dwie godziny nadprogramowej przerwy położyłam się na ławce w wyżej opisanym parku i słuchając wykładów z psychologii, patrzyłam na zielone liście migające na tle błękitnego nieba. Udawałam, że jestem w Polsce, wśród swoich; wśród ludzi, którzy mnie kochają i którzy się o mnie troszczą. Tak prawdziwe, prosto, od serca.

Jeszcze nie tak dawno spędzenie dwóch godzin na ławce w parku byłoby dla mnie nie do pomyślenia! „Ale jak to, jestem w Londynie i nie biegam po mieście, po galeriach, nie cykam zdjęć i nie zapisuję w notatniku co ciekwszych myśli do opublikowaniu na blogu? – skandal!”. A jednak tego nie robię. Bo zrozumiałam, że ja nic nie muszę. Że nic się nie stanie, gdy coś mnie ominie – bo to naturalna kolej rzeczy. Pozwoliłam sobie na odrobinę luzu. Bo już nic nie muszę udowadniać, ani komuś ani tym bardziej sobie.

I druga sprawa – nie przyjechałam do Londynu po to, by zwiedzać. Przyjechałam tu, by zarobić pieniądze i móc spełnić marzenia. Bo nikt tego za mnie nie zrobi. Jeśli chcę coś w życiu osiągnąć, muszę do tego dojść ciężką pracą. Zarówno fizyczną jak i psychiczną. Nie wierzę, i nigdy nie wierzyłam w półśrodki, więc oczywistym dla mnie jest fakt, że nic nie ma za darmo. Więc nawet jeśli jest źle, nie poddaję się, a zaciskam zęby i idę dalej. Coraz bliżej końca, i tego się trzymajmy.

Bo spójrzmy prawdzie w oczy – to miasto, ten wyśniony Londyn, spełnienie marzeń niejednego młodego człowieka, to tylko jedno z tysięcy miast na świecie. To żaden skarb czy wyjątek. Oczywiście, nie mówię o wydarzeniach kulturalnych czy sporotowych, bo tych jest tutaj mnóstwo. Każdego dnia coś się dzieje i gdyby tylko człowiek miał czas i ochotę, mógłby nie wracać do domu, gnając od imprezy do imprezy i od wystawy do wystawy. Nie mówię też, że stolica nie zachwyca – bo i owszem, tak jest. Szczególnie, gdy przyjedzie się na tydzień lub dwa i nastawi na odkrywanie tajemniczych zakątków. Wówczas, nie powiem, że nie – można się nim rozkoszować. Sama przecież tak robiłam, na samym początku, gdy nie miałam jeszcze pracy, za to – do mojej dyspozycji była masa wolnego czasu.

Z czasem jednak emocje opadają, a zostaje niesmak…

I gdy po raz tysięczny stoi się w korku w centrum miasta i obserwuje wskazówki zegara nieubłagalnie zbliżajace się do punktu, w którym możemy powiedzieć, że jesteśmy spóźnieni do pracy albo gdy nagle, w połowie trasy, kierowca zatrzymuje autobus i mówi „street is closed”, a Ty musisz przepychać się przez kolejną godzinę przez tłum rozanielonych turystów, podczas gdy praca właśnie Ci ucieka, to spadają człowiekowi z oczu różowe okluary. A wraz z nimi klapki, które do tej pory przysłaniały widzenie. I choć zdawałoby się, że bez klapek powinno się widzieć jaśniej, to wcale tak nie jest. Jest ciemno i dość ponuro.

Nagle, Londyn – ta oaza dla przybyszów z całego świata, ten różnorodny miks, kolorowe ulice i bezinteresowna serdeczność – wygląda zgoła ianczej. Zza barwnych fasad wyłaniają się ciemne kąty witryn luksusowych sklepów, które w nocy stają się ulubionym miejscem noclegowym całej gromady bezdomnych. I widać brud i smog na ulicach, i farbę odpadającą z szyldów. I zrazu jasnym staje się, by w autobusie zawsze siadać obok kobiety, bo inaczej dosiądzie się jakiś jegomość z zamiarem bynajmniej nie dwuznacznym.

Ludzie wciąż zachwycają oryginalnym wyglądem, ale już wiadomo, że mimo wspólnych żartów, koleżanki z pracy najchętniej poderżnęłyby Ci gardło; a faceci nie uśmiechają się do Ciebie, bo mają taki kaprys, a dlatego, że najchętniej poszliby z Tobą do łóżka. I już wiadomo, że lepiej nie prowokować losu i poniekąd rozumiem kobiety chodzące cały czas ze słuchawkami na uszach – dzięki temu łatwiej ignoruje się niewybredne zaczepki. Bo nie chciałabym zostać zgwłacona gdzieś w szarym zaułku krótko po północy. A myślę, że nie jest to nierealny scenariusz.

Bo ten cudny Londyn z Westminster Abbey, London Eye i Madame Tussaud’s to nic innego jak siedziba kanalii i samolubów.

I niech się ze mną nie zgadza tylko ten, kto tutaj mieszkał. Bo reszta, znając miasto z filmów i książek – niech zostanie w świecie ilzuji. Przepraszam.

Tak, ten wyjazd to niezła szkoła życia. Po miesiącu mieszkania i egzystowania tutaj czuję się mądrzejsza niż po dwóch latach spędzonych w liceum. I niech mi ktoś powie, że jakieś papiery są potrzebne do tego, by można było osądzić wartość człowieka. Nie, o tym decydują doświadczenia i wnioski wyciągnięte z pewnych sytuacji. Nie ma nic lepszego niż lekcja realnego świata udzielona przez…realny świat. Bez złudzeń, kolorowania i naciągania faktów. Koniec kropka.

I piszę to, bo nie chcę udawać, że jest kolorowo i cudnie. Bo życie wcale takie nie jest. Ale to dobrze – bo można wiele się nauczyć i być mądrzejszym. Inaczej przecież byłoby nudno.

I trochę zdjęć, bo…jednak nieco latałam 😉

Z.

5 Comments Add yours

  1. Olga pisze:

    Zupełnie przypadkiem odkryłam Twój blog i szczerze mogę powiedzieć, że jestem w nim zakochana. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich wpisów, które stworzyłaś, ale zdobyłaś moje serce swą dojrzałością, otwartością i wysokim poziomem inteligencji (wypełnia szczególnie zakładkę „Wartościowe wpisy”, którą tu zamieściłaś – jak przyjemnie przeczytać coś, co pozostaje w pamięci na dłużej i nauczy czegoś nowego). Pisz dalej – z wielką przyjemnością poznam historie i myśli, które masz do przekazania.

    Polubienie

    1. Olga, dziękuję Ci przeogromnie za takie wspaniałe słowa. Czytając je, poczułam po raz kolejny, że warto robić to, co się kocha i cały czas dążyć do tego, by być lepszą wersją samego siebie.
      Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej.
      Z.

      Polubienie

  2. Laura pisze:

    Zosiu, bardzo Ci chciałam podziękować za ostatni wpis ze wskazówkami do podróżujących osób, jak i za ten dzięki któremu można faktycznie dostrzec naturę tego miasta. Jestem pełna podziwu, że w pierwszych dniach odkryłaś tyle wspaniałych i różnorodnych miejsc, ale pokazujesz też pracoholiczny pęd tego miasta. Tradycyjnie już, bardzo ciekawe i dobre ujęcia, które pokazują, że warto na chwilę zwolnić.
    L.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s