Peckham – Londynie, dzień dobry.

Jak niektórzy z Was już wiedzą, przeprowadziłam się do Londynu. Na razie – na parę miesięcy, a później – cóż – czas pokaże.
Z racji tego, że moje życie uległo naprawdę dużej zmianie, forma bloga też nieco się zmodyfikuje. Na czas bliżej nieokreślony moja strona stanie się pamiętnikiem młodej dziewczyny, która próbuje swoich sił w jednej z najbardziej pożądanych stolic na mapie świata. Robię to, ponieważ chcę, by moi najbliżsi (a wiem, że czytają to, co tu naskrobię) byli na bieżąco z moim zachwytem. Bo już dziś mogę śmiało powiedzieć, że jestem w siódmym niebie. To miasto zawładnęło moim sercem.

Niedawno na zajęciach z języka francuskiego z ukochaną panią profesor, analizowałyśmy tekst o Francuzach szukających wytchnienia na wsi. Autor artykułu podsumował całość dość dosadnie i bardzo trafnie, parafrazuję: „nie poczujesz się w pełni mieszczuchem, jeśli nie wyjedziesz na wieś ani w pełni Francuzem, nie wyjechawszy za granicę”. Byłam wtedy akurat świeżo po powrocie z Rumunii i miałam opowiedzieć kim, w świetle powyższych słów, się czuję. To było łatwe. Bo ja nie odbieram siebie jako Polki czy jako Europejki. Nie myślę o sobie „Pilanka” (fuj!) ani mieszczuch. Ja to, po prostu…Zosia. Gdybym miała określić, kim jestem, powiedziałabym: kobieta, feministka, buntowniczka. Ale nigdy nie nazwałabym się odgórnie przyjętą modyfikacją jakiegoś miejsca. Jestem Zosia i nie będę wpasowywać się w szufladki. Nie czuję się też kosmopolitką czy obywatelką świata – dla mnie dom jest tam, gdzie aktualnie przebywam, choć serce zawsze będzie należałodo Mamy.

Odkąd pamiętam, nie miałam problemów z aklimatyzacją w nowej przestrzeni. W końcu parę przedszkoli, kilka szkół i kilkadziesiąt mieszkań (od dwudziestki już się to tak szumnie nazywa, prawda?) zrobiło swoje.

Tutaj zjawiłam się, by pracować, ale też pokonać demony przywiezione z kraju, odnaleźć siebie i przede wszytskim – poznać miasto, od którego kiedyś uciekłam, a dziś daję mu drugą szansę. Tym razem – myślę, że nasza miłość rozkwitnie. Powiem Wam, że nigdy nie czułam w brzuchu takich motyli. Żaden facet, żaden pierwszy raz nie wprawił mojego serca w tak wielkie palpitacje.

Wyruszyłam ze Szczecina. Lotnisko w Goleniowie to, co tu dużo mówić, lekkie nieporozumienie. Myślałam, że jest równe temu w Poznaniu, czy chociażby Bydgoszczy, a tu proszę – zjawiwszy się w terminalu, poczułam się, jakby czas stanął w miejscu w okresie panowania Gierka. Trzy bramki do odprawy, jedna kafejka, sklep bezcłowy wielkości Żabki. Niebieskie barierki, praktycznie żadnych zabezpieczeń – brakowało tylko drewnianych paneli na podłodze i poczułabym się jak na wczasach pod gruszą.

Stolicę Anglii powitałam późną nocą. Dwa tygodnie temu, gdy przyleciałam po raz pierwszy, zmęczenie wzięło górę i przespałam całą drogę z lotniska do centrum. Tym razem  – było zupełnie inaczej. Jadąc Victoria Embankment, po lewej mijałam rozświetloną Tamizę – kolorowe London Eye, opactwo Westminster… Gdy okolo drugiej w nocy zgubiłam się w centrum, przemiły facet pomógł mi się odnaleźć, a w momencie, kiedy, już na przystanku, dopadły mnie wątpliwości co do strony jezdni, na której powinnam czekać na autobus, znikąd pojawił się czarnoskóry przystojniak i ze spokojem wypytał co i jak, sprawdził w internecie i podsunął odpowiedni numer autobusu. Na moment się odwróciłam, a gdy chciałam mu podziękować – zniknął. Do chwili obecnej nie jestem pewna, czy go sobie nie wymyśliłam – możeto swoisty anioł stróż, który pilnował, bym bezpiecznie dojechała na miejsce…?
Później był jeszcze pracownik korporacji ze słuchawkami w uszach, tańczący o trzecej nad ranem na pasach.

Dziś miałam wolne, więc udałam się na odkrywanie okolicy. Peckham, bo o niej mowa, to coraz popularniejsza wśród hipsterów i arytstów wszelkiej maści dzielnica. Bellenden Road pełna jest (jak zresztą większość ulic w Londynie) kolorowych sklepów, kawiarenek i punktów uslug wszelakich. Jestem zachwycona. To miasto co rusz zaskakuje niespodziankami i niezwykłymi zakątkami.
Chcesz kupić coś do jedzenia? Ale co?! Do wyboru sklepy azjatyckie, amerykańkie, polskie, indyjskie, włoskie, afrykańskie… Tofu, noodle, dziwnie wyglądające warzywa, pasta sezamowa, tapioka na wyciągnięcie ręki za śmieszne pieniądze, perskie przyprawy, świeże owoce. Czego dusza zapragnie!
A może trochę kultury? Książki w charity shopie za 30p (lub pięć za funta). Sklepy muzyczne na każdym rogu. Zaułek z malutkimi lokalami, gdzie znaleźć można się: odzież afrykańską, starocie, ciuchy diy, antykwariat, studio nagrań, jubilera i mnóstwo innych. Wychodzę stamtad i postanawiam wejść w wąską, długą bramę. Raz kozie śmierć, myślę.

Wchodzę w podwórko, gdzie ceglane ściany pokryte są muralami, a jakiś Latynos karmi niemowlę. Chcę już wracać, gdy nagle para lesbijek pyta się mnie, czy dobrze idą na rooftop (dla niewtajemniczonych – to bary na dachu, klimatycznie urządzone, których w mieście pojawia się ostatnio coraz więcej). Mówię szczerze: „I’ve no idea”, ale zaciekawiona podążam za nimi. I faktycznie – po wdrapaniu się na piąte piętro Bussey Building mogę stanąć na dachu i rozkoszować się chwilą. Drewniane podłogi, kolorowe drinki, okrągłe lampki i oklejony papierowymi liśćmi bar to jest to. Obok, wytatuowany pan przygotowuje włoskie przekąski, a mnie przygąda się ciemnoskóry ochroniarz. Pewnie dlatego, że stoję od paru minut w bezruchu i tylko oczy w zachwycie latają mi na wszytskie strony.

Jak się okazało później, CLF Art Cafe – 21st Century Church of Chill – (kościół wyluzowania XXI-ego wieku) mieści się w starym magazynie (the Bussey Building – to nazwa znana szerszej publice) i jest  kulturalno-artystycznym sercem tej części Londynu. Akurat dziś wieczorem można wpaść na koncert soulu na żywo – ale są też wystawy, warsztaty, spotkania z aktywistami i twórcami, joga, nocne kluby koopertywy (na każdym z czterech pięter dzieje się coś ciekawego) i kino na dachu, gdzie wybiorę się przy najbliższej okazji. A to wszysko schowane w mizernie wyglądającej bramie. Jak widzicie, Londyn to idealne miejsce dla takich amatorów-odkrywców, jak ja.

Po wyjściu z nowo odkrytego raju, zaczepił mnie niski dwudziestoparolatek. Zagaił rozmowę, chwaląc kochane mrówki, po czym skrupulatnie obejrzał każdy z tauaży. Okazało się, że niedługo sam otwiera studio (w sąsiedztwie Bussey). Pogadaliśmy, pośmialiśmy się i rozeszliśmy – każdy do swoich zajęć, życząc sobie „miłego dnia”. Nie wiem, jak jego, ale mój okazał się być bardzo miły.
A wspomniałam już o Peckhamplex? To niszowe kino z klimatem z lat 80′ i biletami…za 5£. Czy ktoś już wie, gdzie spędzę kolejny wieczór?

Ja jestem tu dopiero pierwszy dzień, a już zobaczyłam tyle, ile nawet sobie nie wyobrażałam. Co będzie dalej…?

IMG_3424.JPG
Stać mnie nawet na prywatny double-decker.

Na szczęście, wielkie miasto okazało się nie być wielkim koszmarem. Znam język, mam ściągniętą aplikację citymapper (pozwala odnaleźć się w całej stolicy – pokazuje jak dojechać, jakim autobusem/metrem/lub na piechotę) i dojo (na bieżąco uaktualniane najlepsze miejsca do odwiedzenia, sklepy, eventy, parki, festiwale etc, etc, etc…).

Czy mi się podoba? A nie widać?!

Stay tuned,

Jeszcze wiele przed nami,

Z.

10 Comments Add yours

  1. Raven pisze:

    Świetny post! Od bardzo dawna Londyn woła mnie swoim wyniosłym głosem, będąc tam pierwszy raz, niestety nie miałam czasu na szukanie perełek, ale już niedługo :)).

    Polubione przez 1 osoba

    1. Koniecznie tu przyjedź! Londyn jest pełen perełek. Jedna na drugiej 😉

      Polubione przez 1 osoba

  2. Laura pisze:

    Zosiu! Jestem urzeczona i właśnie stwierdzam, że to niezwykłe i tak piękne i inne, że muszę to zobaczyć na własne oczy. Nie mogę uwierzyć, że coś tak tak wspaniałego może się znajdować w jednym mieście. Biżuteria, dachy, kina, murale, dachy, afrykańskie ciuchy, jedzenie…czy mówiłam już o dachach? Czekam niecierpliwie i będę pożerać kolejne części pamiętnika z Londynu, tak długo aż samej uda mi się w nim wylądować. 😀 Napisz koniecznie o kwestii mieszkaniowej i w ogóle o wszystkim napisz! ❤
    Ściskam ciepło,
    Laura

    Polubione przez 1 osoba

    1. W ogóle o wszystkim będę pisać 😉 słowo! Za dużo się dzieje, bym mogła to zachować dla siebie 😀

      Polubione przez 1 osoba

  3. Byłam w Londynie kilka dni i też byłam pod wrażeniem, a nie odkryłam nawet ćwierci tego co ty ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Warto, naprawdę warto! Każdy, nawet najbardziej wymagający, zaspokoi tu swoją ciekawość i żądzę przygód.

      Polubione przez 1 osoba

  4. Zapraszam do siebie, też naskrobałem już kilka słów o Anglii. 🙂 Ja akurat mieszkam na północy, podobno tutaj jest najładniej.

    Polubione przez 1 osoba

  5. nomad pisze:

    Zośka…uważaj na siebie…😊

    Polubione przez 1 osoba

  6. Wercia pisze:

    Od razu chce się pojechać do Londynu.. Nigdy nie byłam przekonana do tego miasta, ale zaciekawiłaś mnie. Będę tu wpadać i czytać twoje dalsze przygody w Londynie 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wpadaj – zapraszam serdecznie! W Londynie jest w czym wybierać.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s