Rumunia to kraj pogranicza. Już nie Europa, ale jeszcze nie Azja.

Dziś kolejna część relacji z wyprawy po Rumunii. Wcześniejsze znajdziecie tutaj: fotorelacja, podróż ku granicyjazda przez Europę ciężarówką i poznanie kultury „tirowców”.

Rumunia to kraj o specyficznej urodzie. Gdybym miała określić ją w dwóch słowach, byłyby to: przestrzeń i owce. Po przekroczeniu granicy naszym oczom ukazały się ciągnące się kilometrami pustkowia. Wszędzie kipi zieleń, droga prowadzi wciąż w górę i dół, bowiem cały teren to nieustanny melanż wzgórz i dolin. Na ich stokach – niezliczone stada owiec. Jezdnie są wąskie, nierzadko wiją się niczym węże. Jak wzrokiem sięgnąć, ani żywej duszy. Gdyby głębiej się nad tym zastanowić, Rumunia to miejsce „na pograniczu”. To już nie Europa, ale jeszcze nie Azja. Inna niż u nas roślinność, bardziej dziko, ludzie bardziej przyjaźni, a jednak – za bardzo tu „cywilizowanie” i „z umiarkowanej strefy”, by mówić
o obcości.

IMG_1615.JPG

Z tego, co powiedział mi Jarek – państwo w ostatnich latach bardzo się rozwinęło. Po wejściu do Unii w 2007 roku (przy ogromnych namowach ze strony Niemiec) – ta część kontynentu stała się idealnym tranzytem pomiędzy Europą kontynentalną, a Grecją i Turcją. Stąd – tak wiele inwestycji modernizujących drogi czy wspierających rozwój transportu. W ciągu czterech lat dało się zauważyć ogromne zmiany. Kiedyś – rzeczywiście – główne drogi były piaszczyste, a nieraz- nagle kończyły się w polu. Dziś – wszystkie trasy szybkiego ruchu są asfaltowe, odnowione i porządne. Co z tego, że często spotkać można tu wozy drabiniaste ciągnięte przez wychudłą szkapę?

Rumunia nie jest bogata. Po przejechaniu całej jej północno-zachodniej części mogę powiedzieć, że czas się tu zatrzymał. Mijałam po drodze niezliczoną ilość miasteczek i wsi, które wglądały jak żywcem wyjęte z połowy ubiegłego stulecia. Domy w wyblakłych na słońcu kolorach, kryte różnoraką dachówką. W prawie każdym ogrodzie – pnące winorośle. Mury obrośnięte bluszczem. Mnóstwo barwnych kwiatów, a przed domostwem – starsze panie i panowie przycupnięci na ławeczkach. Byliśmy nawet świadkami pogrzebu – osiołek dreptał przodem, na wozie leżała trumna, wszędzie dało się zauważyć naręcza kwiatów,
a żałobnicy – bawili się.
Podobnie wyglądało wesele 😉 Mnóstwo kolorów, tkanin i przepychu, a na zdjęciach przed kościołem – lśniąco białe zęby.

Spodziewałam się widzieć wszędzie Cyganów (tak jeszcze w Polsce sugerowały przestrogi znajomych) i niestety – musiałam się rozczarować. Naliczyć ich można tyle, ile w Polsce.
A Rumuni szczerze nie cierpią, gdy ktoś mówi o nich „gypsy” – to przecież dwie zupełnie różne nacje. Jedna drugiej stara się nie wchodzić w paradę.  Jest taka wieś – Huedin się zowie. To cygańska enklawa – miejsce pełne kontrastów: małe, skromne domki stanowią tło dla wielkich, rzucających się w oczy rezydencji. Turkusowoniebieskie ściany, krwistoczerwone albo słonecznożółte. Koniecznie – pokryte srebrnymi lub złotymi dachówkami. Co było dość przerażające – większość z nich stała pusta. Jakby je ktoś wybudował, wykończył i…porzucił. Stały niczym panny na wydaniu – gotowe na przyjęcie męża, już wyszykowane do ślubu, gdy nagle uciekł im pan młody.

Z dziennika: „Płaczę ze szczęścia, a to uczucie jest jeszcze spotęgowane przez fakt,
że jestem tu sama. Na stopa. Udało mi się i już wiem, że mogę wszystko, co tylko mi się podoba. Nie wiem, czy jest na świecie ktoś szczęśliwszy ode mnie w tym momencie.”

Rumuni są narodem bardzo sympatycznym. To ludzie szalenie żywiołowi i porywczy – widać to szczególnie na drodze. Wyprzedzanie pod górkę, na podwójnej ciągłej, gdzie jest zakręt to dla nich chleb powszedni. Posterunek policji jest w każdej, nawet najmniejszej wsi, a mimo to – piratów drogowych nie brakuje. Kultura autostopowa jest tutaj także nad wyraz rozwinięta. Tylko że działa to w nieco innym znaczeniu niż u nas. Tam po prostu transport miastowy i międzymiastowy kuleje i mieszkańcy, aby dostać się do domu, wyciągają rękę, robiąc palcami znak ku ziemi. My mamy kciuka, oni – machanie całą dłonią. Niedziwnym widokiem jest ktoś łapiący stopa na samym środku autostrady, między polami, najczęściej – w okolicach wiaduktu. Wiadomo, że albo za chwilę podjedzie jakiś busik,
albo zatrzyma się auto. Kierowcy zabierają bardzo chętnie i mimo ogólnego przekonania,
że każą sobie płacić za transport – ani razu nam się to nie zdarzyło.

IMG_1592.JPG

Bezdomne psiaki, o których nieraz słyszałam w Polsce, nie są tak często spotykane jak by się wydawać mogło. Pierwszy napatoczył nam się dopiero na stacji benzynowej pod Alba Iulia. Biały kundelek, którego przyciągnął zapach mojej zupki chińskiej (wiem, że nie jest
|to najzdrowsze jedzenie – ale w posiłkach w podróży liczą się dwie sprawy: ma być lekko
w plecaku i szybko w przygotowaniu). A po obiedzie (i po umyciu przedniej szyby przez Jarka – gdy luźno rzuciłam, że kiepsko mi się za brudną kręci filmy) – na deser były karmelki – część podróży spędzona z tirowcami będzie mi się kojarzyła właśnie z tymi cukierkami.

Alba Iulia, którą minęliśmy przejazdem, to miasto…pełne kabli. Na styranych życiem słupach wysokiego napięcia zawieszone są dziesiątki, jeśli nie setki, elektrycznych węży. Nie będę rozpisywać się o uroku tego miejsca („raj dla amatorów historii”), bo nie było mnie tam dłużej. Jedyne, co mogę powiedzieć o większości miast w Rumunii (Alba Iulia, Oradea, Kluż-Napoka, Sybin) to to, że są…brzydkie. Widać tu ślad bardzo długiej historii komunistycznej. Ceausescu  i jego towarzysze odcisnęli piętno na tym kraju i jego wyglądzie. Budynki są szare, obdrapane, z fasad odłazi farba, wystawy sklepowe proszą
o pomstę do nieba i tylko ludzie – uśmiechnięci i z nadzieją patrzący w przyszłość – zdają się nie przejmować ogólną brzydotą i tchną życie w szarobury krajobraz.

IMG_1659.JPG

Na noc skierowaliśmy się do kanionu nieopodal Brezoi. Gdy tylko do niego wjechaliśmy, zabrakło mi słów. Marek powiedział przez CB, że Marta śpi, a ja nie mogłam uwierzyć, jak ona była do tego zdolna! Tyle wspaniałości wokoło! Jechaliśmy wąską drogą dwukierunkową, gdzie ledwo mieściły się obok siebie dwa auta. Po naszej prawej stronie wznosiła się ściana zieleni, a po lewej – w dolinie płynęła rzeka Aluta. Trasa wiła się między górami porośniętymi bujną roślinnością. W oddali dało się zobaczyć szczyty Fogaraszów, całe pokryte śniegiem.

IMG_1730

Dojechaliśmy na parking. Tydzień wcześniej był tu Marek i wówczas wszystko funkcjonowało jak należy – podczas naszego postoju ani recepcja ani toaleta ani bar nie były czynne. Można by to zwalić na karb świąt Wielkiejnocy, które miały miejsce w pierwszy dzień maja, ale my dojechaliśmy tu we wtorek – 02.05 – późnym popołudniem. Za naszymi plecami płynęła szeroka rzeka, przed nami – wznosiła się ogromna góra, przypominająca te z „Księgi Dżungli” – jestem pewna, że widziałam liany i roślinność lasu tropikalnego ❤
Tym bardziej, że zewsząd dało się słyszeć trele ptaków, których nigdy wcześniej nie dane było poznać, wymieszane z koncertem żab i świerszczy. Istna katatonia dźwięków!
No jakżeby nie dżungla?

IMG_1634

Po krótkiej naradzie, poszliśmy na spacer. Moi kompanii wyrwali do przodu, a ja – zachwycona widokami i wolnością, która wypełniała moje serca – znacznie się od nich oddaliłam. W drodze towarzyszył mi kolejny napotkany bezpański psiak. Został ochrzczony Stopik. I włóczyliśmy się razem.

Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Począwszy od spraw najbardziej przyziemnych – spałam od paru dni w ciepłym wnętrzu kabiny tira, prowadziłam ciekawe rozmowy
z Jarkiem (na przykład o znajomym małżeństwie; któregoś razu mąż założył się z żoną,
że jeśli ta ubierze na wystawną kolację białe rajstopy, to on jej kupi białego Range Rovera – cóż…założyła;) ), spełniłam swoje marzenie – udowadniając tym samym sobie
i niedowiarkom, że gdy bardzo się czegoś pragnie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by po to sięgnąć.
Gdy dogoniłam resztę, spojrzeli na mnie i Marek powiedział, że ktoś, szukając definicji szczęścia, powinien w tej chwili zrobić zdjęcie mojej szczerze uradowanej twarzy
i roześmianych oczu.

IMG_1817

Rano, o świcie, ruszyliśmy w dalszą drogę. Za parę godzin mieliśmy dotrzeć do Bukaresztu. Tak, do Bukaresztu, bowiem w ciągu tych paru dni diametralnie zmieniły się plany naszej podróży. Odrzuciłyśmy wszystkie początkowe założenia, by zacząć od północy i kierować się na wschód. Teraz chciałyśmy zobaczyć stolicę, śmignąć do Braszowa, by odwiedzić autostopowiczów po rajdzie i stamtąd z Witkiem i Piotrem pojechać w stronę Wesołego Cmentarza.

Z dziennika: „Może i nie zobaczyłam Rumunii tak, jak chciałam, ale znowu poznałam życie. Poznałam facetów – a czy doświadczenie nie jest ważniejsze? Kraj nie ucieknie. A ja wiem już, jak reagować w niekoniecznie bezpiecznych, dwuznacznych sytuacjach. A to może okazać się przydatne, prawda? To, i nauka życia w podbramkowych sytuacjach. Widoki są sprawą drugorzędną.”

Nasi kierowcy jechali na rozładunek do firmy leżącej na obwodnicy Bukaresztu.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce – całe niebo zaciągnięte było chmurami i powoli zaczynał siąpić deszcz. Cóż było robić? Ubrałyśmy się ciepło (tak, był trzeci maja, a ja miałam na sobie gruby szal, rękawiczki i wełnianą czapkę) i pożegnałyśmy się z dotychczasowymi kompanami. Każdemu kręciły się łzy w oczach. Tyle razem spędzonego czasu! Godziny wspólnie zagadane, zaśmiane, zadumane. Będzie co wspominać. Od tego momentu zaczęła się druga – bardziej „samodzielna” część podróży. Niedługo się o niej dowiecie.

Stay tuned!

Z.

Jeśli ciekawi Cię moja podróż i zwyczajnie – podoba Ci się tu, polub mnie na Facebook’u  albo zajrzyj  na Instagrama. A swoimi odczuciami podziel się w komentarzach – nie gryzę, słowo!

13 Comments Add yours

  1. Introweska pisze:

    Pięknie…Miło się Ciebie czyta;)

    Polubienie

    1. Dziękuję 🙂 Miło to czyta się takie słowa.

      Polubione przez 1 osoba

  2. To, co piszesz przypomina moje wrażenia z jednego dnia w Montenegro, brakuje tylko opisu dużej ilości billboardów i to na zmianę pisanych alfabetem łacińskim i cyrylicą. Jedyna rzecz, która była warta zobaczenia ze wszystkich wrażeń tamtego jednego dnia to właśnie te dwa alfabety obok siebie 🙂 Również było widać dużo śladów komunizmu.

    Polubienie

    1. Chyba cała Wschodnia Europa jest skażona tym niechlubnym piętnem. Mi najbardziej w pamięci został obraz Ukrainy. Bo gdy się tam wjeżdża, otwiera się przed człowiekiem zupełnie inny świat, starej epoki…

      Ale billboardów to tam nie było aż tak wiele 😉

      Polubienie

  3. Czytając twojego posta miałam wrażenie jakby czytała jakąś bajkę. Dawno tak nie miałam czytając posta, także gratuluje stylu i daru opowiadania. Jedyne to co Ci mogę zarzucić to długość (jestem zwolenikiem, któtkiej formy), no i więcej zdjęć najlepiej w normalnych rozmiarach a nie miniaturkach 😀
    Pozdrawiam
    Blondynka

    Polubienie

    1. Dziękuję!
      Co do długości…staram się ograniczać, ale zawsze mam tyle do opowiedzenia i nie chcę niczego ominąć i…i…i…że za każdym razem wychodzi „jak zwykle” – długo (mam nadzieję, że nie nudno).

      Nad zdjęciami nadal pracuję – dzięki za uwagi (klikając w fotki, można je powiększyć)

      Z.

      Polubienie

      1. Rozumiem, sama prowadzę bloga więc znam ten ból…:) Akurat jadłam leniwą kolacje więc doczytałam do końca ale normalnie nie mam czasu na długie posty. Pracuj, pracuj bo super się czyta!
        Blondynka

        Polubienie

  4. Ola pisze:

    śliczne zdjęcia. I intrygujący kraj. Warto odwiedzić !

    Polubienie

    1. Oj, zdecydowanie warto! I to jak najszybciej, zanim nie nastąpi tam zalew turystów 😉

      Polubienie

  5. w. pisze:

    Kluż brzydkim miastem? Rumunia nie europejska? Byłaś w tej Rumunii w ogóle? 🙂

    Polubienie

    1. Byłam. I mogę mieć swoje zdanie, inne od Twojego 🙂

      Polubienie

  6. C pisze:

    „Większość miast jest brzydka „. Ile ich widziałaś, że piszesz większość? i ile czasu byłaś w kluż napoce?

    Polubienie

    1. Według mnie, te miasta są pozbawione uroku. Nie ma w nich nic, co mogłoby mnie przyciągnąć kolejny raz. Ale – weź pod uwagę to, że ja naszej rodzimej Warszawy nie lubię, a Kraków dla mnie to żadna wspaniałość. Są gusta i guściki – o których się nie dyskutuje.
      Z.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s