Odejście od społeczenej zasady decorum

Dzień dobry!

Rozmyślałam dziś nad zasadą decorum – mówi ona o dopasowaniu stylu do treści i formy dzieła. Zapoczątkowana przez Arystotelesa, kontynuowana przez kolejnych twórców
w starożytności a później także w renesansie, kazała trzymać się określonych ram. Pisałeś
o wielkim i doniosłym wydarzeniu – musiałeś użyć wyszukanego języka i przedstawić to w postaci poważniejszej od fraszki. Z kolei, rozprawiając o lekkich i przyjemnych sprawach, można było pozwolić sobie na mniej wzniosłe, proste słowa i przyjemną formę.

Idąc dalej tym tropem, zaczęłam się zastanawiać, czy zasada decorum obejmuje też dopasowanie treści do pory dnia lub pory roku? Czy można pisać o śmierci w piękny wiosenny dzień pełen słońca czy też lepiej zostawić publikację takiego teksu na mglisty i szary zimowy wieczór? Myślę, że poruszenie przygnębiającego tematu, mogłoby zachwiać poczucie estetyki niejednego odbiorcy. A, że ja nie umiem pisać o sprawach nieprzyjemnych na wesoło, jak to czyniła Szymborska, to przedstawię Wam dziś nieco inny problem.

Well…[edit] po napisaniu go, wcale nie wydaje mi się, by był dla niektórych przyjemny.

Czy wiecie, jaki dziś mamy dzień? Niedzielę, trzeciego kwietnia. Na dworze jest ciepło, za moim oknem w najlepsze ćwierkają sobie ptaki, rano biegając, widziałam cytrynka i powoli zazieleniający się krzak agrestu.
A wiecie, co działo się rok temu o tej porze? Był trzeci kwietnia. Pewnie wspaniale świeciło słońce, a ludzie radowali się, widząc wiosnę w ogrodach.
A co w takim razie miało miejsce pięć lat temu? Tak, był trzeci kwietnia. Może to weekend, może nie – nie pamiętam. Zapewne, tak jak i dziś, uśmiechałam się wtedy do błękitnego nieba i pozdrawiałam kwitnącą naturę.

Jaki z tego wniosek? Życie to nieustanne koło. Nie chcę Was rozczarowywać, ale to, co przeżywacie dzisiaj, mnóstwo ludzi przeżyło już przed Wami i równie sporo przeżyje to samo w przyszłości. Tak naprawdę nie ma rzeczy, która wydarzyłaby się „po raz pierwszy”. Ile to na świecie było już pierwszych pocałunków, pierwszych dni lata, pierwszych urodzin i pierwszych żałób? Miliony, jeśli nie miliardy.

Życie większości ludzi to codzienna monotonia. Żyją od rana do wieczora, od zimy do lata, od wyprzedaży do wyprzedaży i od weekendu do weekendu. Wciąż to samo, cały czas nudna praca, narzucone obowiązki, smętne marudzenie małżonka i widzimisię znajomych. Rutyna i niezmienność – oto, jaką wyznają zasadę.
O nie, mnie z listy chętnych proszę wypisać.

Egzystencję 95 % społeczeństwa można zasadniczo podzielić na pięć etapów, które powtarzają się co dwanaście miesięcy, każdy z osobna. Czas trwania tych okresów można wyodrębnić przy pomocy reklam na wielkich bilbordach. Na początku roku kuszą nas one wspaniałymi ofertami na Walentynki, po chwili serduszka zostają zastąpione przez zieloną trawkę i żółte kurki – mamy Wielkanoc. Po jakimś czasie widać napis: „jedziesz na wakacje? wpadnij do nas po super sprzęt i urlopy last minute!”; a gdy ludzie wracają z urlopów, na afiszach rozkwitają promocyjne ceny wyprawek szkolnych – w końcu zbliża się pierwszy września. A później to już w listopadzie widać, że nadchodzi Gwiazdka. I tak apiać od nowa, rok w rok to samo. Zmienić się może tylko miejsce wakacji, goście przy świątecznym stole czy ukochana osoba w lutowy wieczór. Poza tym – wszystko jest niezmienne.

Czas od urodzenia do śmierci dla tych ludzi sprowadza się do „przeżycia„. Chcą zarabiać pieniądze, zakładać rodziny, spłacić kredyt i od czasu do czasu się zabawić. Bez wychylania się ze skorupy bezpieczeństwa i stabilizacji.

NUUUUDA. (uroczy infantylizm, powinnam położyć się na ziemi i potupać nóżkami)

Gdzie tu frajda, gdzie prawdziwe ŻYCIE?

Może i z moim ateizmem jest mi łatwiej wyrwać się ze schematu, bo ani Wielkiejnocy ani Bożego Narodzenia nie obchodzę należycie, a facetów traktuję jako mieszkańców zapomnianej planety „Nie-ogarniam„, więc problem Walentynek rozwiązuje się sam. Jednak, uważam że ten bunt przeciwko „normalności” (czy raczej temu, co zostało dawno temu uznane przez społeczeństwo za normalne) siedzi w głowie. Bo…

Dobrze mi z moją przynależnością do 5 % społeczeństwa.

Dobrze mi z moim marzeniami, które stopniowo nabierają realnych kształtów.

Dobrze mi z tatuażami, które „przeszkodzą mi w znalezieniu pracy i nie są niczym innym, jak oszpecaniem się”.

Dobrze mi z moim nieszablonowym pisaniem.

Dobrze mi z nieobnażaniem się z problemami przed całym światem.

Dobrze mi z moim kolorowymi sukienkami i niepomalowanymi paznokciami, brakiem makijażu.

Bo… wiecie co? Ja nie żyję dla innych, ja żyję dla siebie i daleko mi do „koła”.

Peace!

Z.

8 Comments Add yours

  1. A może życie zgodnie z rytmem, nie tym supermarketowym, a rytmem natury, jest właśnie ciekawe? Bo to jednak aż 12 miesięcy – każdego dnia jest inaczej i każdego roku w tym samym momencie koła jest nieco inaczej. Dopiero niedawno nauczyłam się doceniać zmiany następujące wokół. Mi akurat fajnie z cyklem rocznym.

    Lubię to

    1. Nie pisałam tu o życiu zgodnie z rytmem natury. Oczywiście, że jest to ciekawe – sama staram się co prawda żyć w zgodzie ze swoim własnym „zegarem wewnętrznym” nawet mimo tego że czasem nawala.
      A co do zauważania zmian w naturze – zaczęłam dostrzegać je dopiero po przeprowadzce na Wieś.

      Lubię to

  2. Małgosia G pisze:

    Mnie osobiście szlag trafia jak widzę te wszystkie serduszka z okazji walentynek, kurczaczki i jajeczka z okazji Wielkanocy, itd. Tym bardziej, że te wszystkie reklamy z Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania zrobiły święta określane przez, jak już napisałam, zajączki, jajeczka, choineczki, świętego Mikołaja i coca colę. Beznadzieja.
    Co do trybu życia – takie ono jest. Czy tego chcę, czy nie, co roku mam urodziny. Co rok mamy wakacje… Mi jest z tym dobrze. Żadna z tych rzeczy nie jest ta sama. Przynajmniej w moim przypadku.
    Nawiązując do tatuaży – mam nadzieję, że już za rok będę cieszyć się jednym. Zamierzam zrobić sobie prezent z okazji osiemnastki! 😛

    Lubię to

    1. Tatuaże to coś wspaniałego (no ale nie będę Cię demoralizować 😉 ).
      Masz rację – świat się skomercjalizował. Coraz mniej ludzi czeka na święta przez wgląd na wydarzenia, których dotyczą – częściej czekają na wolne/żarcie/prezenty/spokój. Chyba nikt temu nie zaprzeczy…

      Wiadomo, że pewne rzeczy się w życiu powtarzają. Ja jednak niecierpliwie czekam na moment, w którym pieprzę to wszystko, spakuję plecak i na parę lat zniknę z życia, by być w podróży po świecie. I najchętniej – nigdy z niej nie wracać.

      Lubię to

    2. Asuda pisze:

      Jak dla mnie to kwestia ukierunkowania energii/uwagi. Nie musimy obchodzić nawet urodzin. Sam wybiorę się na jakąś eskapadę i na jakiś czas pobędę tam gdzie czas płynie inaczej. Bez urodzin, bez etykiety imienia i nazwiska. Apropo pierwszych pocałunków, to jak dla mnie zetknięcia się ust dwojga ludzi po raz pierwszy (tych konkretnych) wywołuje skrajnie nieprzewidywalne doświadczenia, coś nowego, nie dającego się powielić. Fizycznie to tylko pocałunek, ale gdyby wejść w to głębiej… Ah, oftop sieję 🙂

      Lubię to

      1. Każde robienie czegoś po raz pierwszy z Tą Osobą to niezapomniane przeżycie, włączając w to pocałunki, ale jednak…tak naprawdę nawet one nie są „pierwsze”.
        A urodziny…dziś akurat o tym myślałam – to miły czas na podsumowanie i ewentualną dobrą zabawę. Finito.

        Siej, siej!

        Lubię to

  3. Myślę, że warto znaleźć dla siebie odpowiedni rytm. Mnie nie przeszkadza podział roku na święta Bożego Narodzenia, Walentynki, Wielkanoc, wakacje i czas szkoły moich dzieci. W między czasie są urodziny poszczególnych członków rodziny, czas na wiosenne porządki w ogrodzie, czas na jedzenie na tarasie itd. Uwielbiam spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi, a odpowiedni rytm roku mi pomaga. Ale zgodzę się z Tobą, że bombardowanie nas ciągłymi reklamami, wymuszanie pewnych zachowań jest męczące. Jedyna rada to myśleć o tym co Ty chcesz robić i nie ulegać różnego mediom.

    Lubię to

    1. Ja nie pisałam przeciwko ustalonemu rytmowi. Ja pisałam szyderczo o społeczeństwie (lubię ukrywać ważne treści między wierszami). Masz rację, że czas w ciągu roku wypełniony jest mnóstwem zajęć. A reklamy atakują z każdej możliwej strony. Dobrze jest jednak się od tego wszystkiego odciąć i (tak jak ja w tym tygodniu) zapomnieć nawet, co to za dzień tygodnia. Bo po co mi kolejny grill?

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s