Weekend przy odbiorniku #6 + relacja z Poznań Tattoo Konwent 2016

 

 

Witam Was gorąco w nieco opóźnionym  poście muzycznym.

Ci, którzy śledzą mnie na Insta, wiedzą, że sobotę i niedzielę spędziłam na Poznańskiej (pierwszej w stolicy Wielkopolski!) edycji Konwentu Tatuażu. To cykliczna impreza, odbywająca się w największych miastach kraju, zrzeszająca artystów i pasjonatów sztuki,m jaką jest tatuaż. Pierwsza konwencja miała miejsce w Krakowie w 2001 roku i od tej pory jej zasięg znacznie się powiększył. Od paru lat na konwentach goszczą tatuażyści zarówno z kraju jak i ze świata. W ubiegły weekend na Międzynarodowych Targach Poznańskich zjawiło się ich około 200. Gości i wystawców łączy jedno – miłość do tatuażu. Sztuki, która przybierać może najróżniejsze formy – od bajkowych postaci Pliszki i yadou, przez kolorowe prace Andreya lub realistyczne Fabiana po graficzne wzory Kuby . O szkicach Oli, DOTarcie Born Too Late nie wspomnę. A jeszcze dołóżmy do tego kolorowe kwiaty i naturę Kasi oraz tę samą tematykę, lecz w zupełnie innym wykonaniu – Oli

I teraz (zakładam, że weszliście w choć część linków, które Wam podesłałam) niech mi ktoś powie, że tatuaż nie jest sztuką. Często spotykam się z opiniami, że dziary szpecą, są nieładne czy sprawiają wrażenie „brudnych”. To przekonanie wyrosło na fundamentach krzywdzących stereotypów. Kiedyś tatuaże nosili głównie kryminaliści, więźniowie i panienki spod latarni. Byli to ludzie z szarego światka, gdzie lepiej się nie zapuszczać. Dziś  – malunki na ciele ma spora część społeczeństwa, począwszy od śmietanki towarzyskiej, poprzez ludzi pragnących zamanifestować siebie i wyrazić swój indywidualizm, na dyrektorach i prezesach wielkich korporacji skończywszy. Cały świat w ostatnich dekadach poszedł do przodu – tatuaże również. Dziś są to piękne obrazy, niemalowane na płótnie, a na skórze, materiale bardzo wdzięcznym.
Aby zrobić sobie tatuaż, potrzeba wielu godzin przemyśleń, jest to bowiem decyzja wiążąca, na całe życie. Jednak gdy człowiek zdecyduje się na jeden, momentalnie myśli o kolejnym, bo – uwaga – dziary uzależniają! Zauważcie, że nie ma chyba na świecie osoby, która miałaby tylko jedną. (Ok, moja Mama ma tylko nasz napis, ale to wyłącznie dlatego, że za tydzień idziemy na kolejny).

Wróćmy jednak do samej konwencji – jako jeden z wystawców (Mamcik tworzy skórzaną biżuterię i zegarki) mogę powiedzieć, że organizacja była przednia! Poza wieloma atrakcjami poświęconymi stricte tatuażowi, można było kupić ciekawe ciuchy, smacznie zjeść na zlocie food truck’ów (Papuvege – mistrzowskie burgery!) i obejrzeć pokaz podwieszania Miss Crash. Koncerty też było, ale niestety zupełnie nie przypadła mi do gustu muzyka wykonawców.

Atmosfera, która panuje na konwencji, jest trudna do opisania słowami. Ludzie są dla siebie życzliwi, z każdym można porozmawiać, uśmiechnąć się. Wszystkich łączy coś pięknego – pasja jaką jest tatuaż artystyczny. Tutaj nie ma miejsca na krzywe spojrzenia, czy głupie komentarze rzucane pod adresem wydziaranych. Panuje szacunek i wzajemna ciekawość poznania siebie. Pamiętam, że podobnie było w ubiegłym roku na Woodstock’u . Gdy wróciłam do „prawdziwego” świata po tych imprezach, trudno było mi się przestawić na „panowanie” sobie, ogólną niechęć do drugiego człowieka i obojętność. Dla mnie – te eventy to czas naładowania akumulatorów i zebrania sił.

A Wy? Byliście?

A teraz już czas na „Weekend przy odbiorniku”!

 

  1. Fais – Hey ft. Afrojack

 

Czy właśnie zszargałam sobie opinię tym kawałkiem? Chyba nie… Natknęłam się na niego dziś przypadkiem i wpadł mi w ucho. Odezwała się we mnie księżniczka z dzieciństwa, czekająca na księcia na białym koniu. A gdy tylko się pojawi, na scenę wkracza Trey Songz i moje ukochane „Na Na”. Do tego utworu mogę tańczyć zawsze i wszędzie – ma w sobie ogromną moc. Podobnie jak AronChupa i „I’m an Albatraoz” – z tym, że tu już muszę być w odpowiednim nastroju.

 

2. The Kelly Family – Break Free

 

A propos nastroju, znacie The Kelly Family? Zespół, który kiedyś robił furorę, dziś jest zapomniany. A szkoda. Ich płyta „Over the hump” jest niesamowita. Zawsze przy ich akompaniamencie chcę ulecieć gdzieś daleko. Marzyć, śnić i spełniać marzenia. Nie ma nic ważniejszego. Jak w piosence:
„I want to break free with my heart
With my soul with my hands
I’ll do it all with my hands
With my will there’s a way”.

„Why Why Why” także jest zacne, co z tego, że zalatuje latami ’90. A „Key To My Heart” to po prostu mistrzostwo.

 

3. Counting Crows – Mr. Jones

 

Pisałam już nie raz, że dla mnie jednym z najważniejszych czynników w muzyce są słowa – tak jest i tym razem. Ten śmiesznie podrygujący facet mądrze śpiewa – „Chcę być lwem, każdy z nas pragnie zwyciężać niczym koty. Wszyscy pragniemy być wielcy, wielkimi gwiazdami, mimo że każdy ma ku temu inne powody. Więc uwierz we mine, bo ja już  nie wierzę w nic. A chcę być kimś, kto wierzy. Kimś, w kogo sie wierzy.” Czy łatwo przychodzi nam wypowiadanie takich słów? Nie, przyznanie się do słabości wywołuje lęk niekiedy gorszy nawet od strachu przed pająkami. A on? On wołał o ratunek przed milionami ludzi. Chapeaux bas.

 

4. 4 Non Blondes – What’s up

 

Skoro już jesteśmy przy muzyce z ostatnich lat poprzedniego stulecia… Kiedyś tworzyło się „po coś”,  nie dla pieniędzy, nie dla sławy. Artyści chcieli przekazać światu wiadomość swoim śpiewem. W teledyskach nie chodziło o gołe piersi i pośladki, ale o sens. Dziś…zatraciliśmy go. Tak jak wokalistka 4 Non Blondes mogę zapytać „Hey! What’s goin’ on?”  i zatęsknić za Shanią Twain i jej „Ka-Ching”.

We live in a greedy little world
that teaches every little boy and girl
To earn as much as they can possibly
then turn around and
Spend it foolishly
We’ve created us a credit card mess
We spend the money we don’t possess
Our religion is to go and blow it all
So it’s shoppin’ every Sunday at the mall

All we ever want is more
A lot more than we had before
So take me to the nearest store

Can you hear it ring
It makes you wanna sing
It’s such a beautiful thing – Ka-ching!
Lots of diamond rings
The happiness it brings
You’ll live like a king
With lots of money and things

When you’re broke go and get a loan
Take out another mortgage on your home
Consolidate so you can afford
To go and spend some more when
you get bored

All we ever want is more
A lot more than we had before
So take me to the nearest store

Let’s swing
Dig deeper in your pocket
Oh, yeah, ha
Come on I know you’ve got it
Dig deeper in your wallet
Oh

Zapraszam na FB i Insta 🙂 Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami!

 

Z.

3 Comments Add yours

  1. Te tatuaże są śliczne. Ja zawsze uwielbiałam tatuaże z henny – raz mi się udało nosić, potem natknęłam się na tatuażystę ze sztuczną henną i dowiedziałam się, że jestem uczulona. A na stały raczej się nie zdecyduję, więc pozostaje szukać naturalnej henny lub być czystą.
    Pierwsze tak nie działało, że nie dotrwałam do końca. Drugie wprost przeciwnie. Trzecie i czwarte (What’s up <3) znałam.

    Lubię to

    1. A ja wprost przeciwnie – za henną nigdy nie przepadałam, a dziary na dzień dzisiejszy, mam już przecież cztery (tak, to jeszcze ten etap, kiedy je liczę 😉 )

      Lubię to

  2. wydziarani pisze:

    Byłam w Poznaniu, było mega! Nie do opisania, pozdrawiam i może do zobaczenia na następnym konwencie! 🙂 pozdrawiam

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s