Proszę pani, nasz rząd pracuje w nocy

Za trzy miesiące o tej porze będzie pisała do Was Dorosła Zosia. Może niekoniecznie już dojrzała, ale w świetle prawa traktowana jako pełnoprawny obywatel. Czort wie, dlaczego akurat po przekroczeniu magicznego progu osiemnastu lat człowiek uznawany jest
za gotowego na ponoszenie konsekwencji swoich czynów i będącego zdolnym decydować
o sobie. Przecież niektórzy już koło szesnastki zachowują się odpowiedzialnie, podczas gdy inni po dwudziestych pierwszych urodzinach nadal nie wiedzą, co to znaczy być „dorosłym”. No ale cóż….ja prawa nie ustalałam, ja je tylko mogę negować.

Po magicznym dniu osiemnastych urodzin zamierzam wcielić w życie parę wyśnionych planów. W końcu będę mogła w pełni zrealizować niektóre z dawno uszeregowanych założeń. Jednym z nich jest zdanie egzaminu na prawo jazdy. Już na trzy miesiące przed osiemnastką można rozpoczynać kurs przygotowawczy, a miesiąc przed – podejść (i zdać) egzamin państwowy. Skoro tylko zaczął się marzec, postanowiłam zacząć działać.

Najpierw musiałam udać się do lekarza medycyny pracy o orzeczenie o mojej zdolności
do prowadzenia pojazdów. Taka przyjemność kosztuje szarego człowieczka bez znajomości co najmniej 200 zł. To niemało, zważywszy fakt, że za te same pieniądze mogłabym polecieć w tę i z powrotem do Barcelony. Trzeba mieć w życiu priorytety, prawda?
Toteż stwierdziłam, że nie pójdę do kogoś, kto zmierzy mnie wzrokiem od góry do dołu, każe poczytać literki z odległości dwóch metrów, podpisze papierek i zainkasuje równowartość dwóch tygodni mojej pracy. Takiego wała.

Z pomocą przybyła znajoma, szepcząc, że znalazła doktora, który za wizytę bierze 80 zł. Przyjmował co prawda w jednej z okolicznych wiosek, ale nawet z dojazdem koszty były
o wiele mniejsze. Postanowiłam, że jadę do niego. Wybrałyśmy się z mamą. Po drodze udało nam się zgubić, gdy zapatrzone w ogromny klucz przelatujących dzikich gęsi, minęłyśmy właściwy zakręt. Po chwili jednak przepiękny widok ze wzgórza, po którym wiła się droga, na leśne jeziorko wynagrodził nam wszelkie niedogodności. Gdy dojechałyśmy pod podany adres, naszym oczom ukazał się betonowy szary budynek. Jedna z pamiątek „nowoczesnych” lat ’70 powojennej Polski.
Wnętrze przychodni zdawało się pamiętać czasy Wojciecha Jaruzelskiego. Przyznajcie sami…mało to takich w kraju?

Po krótkim oczekiwaniu, bez rejestracji, weszłam do nieco bardziej przyzwoitego gabinetu. Czekał tam na mnie starszy siwy pan. Miał donośny głos i jak na swój wiek był bardzo żwawy. Pomyślałam sobie wtedy, że świetnie by było mieć takiego dziadka. Albo faceta, tylko jeszcze z dziesięć lat młodszego. Usiadłam naprzeciwko lekarza, który po spisaniu wszelkich potrzebnych danych osobowych, powiedział coś, co rozwaliło mnie na łopatki.

Pijąca? Paląca? Bierze dragi? Pewnie tak, ale niech panienka odpowie nie, bo po co sprawy komplikować. Teraz proszę od góry do dołu zaznaczyć „brak” w ankiecie.

– Jak leci? – wolałam się upewnić, w końcu ankieta dotyczyła przebytych chorób i dolegliwości.

– Jak leci. – szelmowski uśmiech wystarczyłby za odpowiedź.

Po chwili jeszcze tylko szybko zbadał wzrok, każąc mi czytać literki na tekturowej tablicy. Później wypisał papierek, dał pieczątkę ważną do 2031 („maksymalny termin, niedawno prawo się zmieniło i już nie ma dożywotnio”) i wziął pieniądze. Całość nie trwała dłużej niż pięć minut. Cóż…jakie państwo, taka służba zdrowia, prawda?

Po wizycie, szumnie nazywanej badaniem lekarskim, kroki skierowałam do starostwa powiatowego. Musiałam wyrobić numer PKK, indywidualnie przypisany każdemu kandydatowi na kierowcę, który daje wgląd do danych starostwie, szkole jazdy i WORD-owi. Już przy okienku wypełniłam wszystkie potrzebne papiery i wraz z dowodem podałam je urzędniczce – nieco przysadzistej uśmiechniętej blondynce. Czekam. I tu zaczęła się zabawa.

Okazało się, że źle wypełniłam formularz. W miejscu „adresu zamieszkania” powinien widnieć meldunek, a nie rzeczywisty adres. No wybaczcie, ale na logikę bym tego nie wzięła. „Meldunek” to „meldunek”, a „adres zamieszkania” to miejsce, gdzie faktycznie mieszkam. Dobrze rozumuję, czy nie? Zresztą, bezsensem byłoby, bym przy każdorazowej przeprowadzce się przemeldowała, skoro mam ich za sobą ponad dwadzieścia.

Nic to, wypełniłam formularz raz jeszcze, oddaję kobiecie za kontuarem. A ona do mnie,
że zdjęcie mam złe.

– Pani ma tu zakryte uszy i twarz jest z profilu. A powinna być na wprost, a czoło i uszy odsłonięte.

– Dobrze, przyjdę jutro. – wzięłam papiery, ale już się nie uśmiechałam, złość wzięła górę!
U fotografa byłam miesiąc wcześniej i nikt mnie nie poinformował, że przepisy się zmieniły.

Wróciłam następnego dnia i apiać od nowa Polska ludowa. Oddałam dokumenty, dowód, zdjęcie i orzeczenie lekarskie. A właśnie – orzeczenie:

– Ale tu jest pieczątka ważna do 2031 roku, nie szkoda pani?

– Oczywiście, że szkoda, ale zmienili prawo, więc to i tak najdłużej, jak mogłam dostać. – „błysnę inteligencją i znajomością przepisów” pomyślałam.

A nie, w czwartek rano weszła poprawka i jednak przywrócono dożywotnie. – odpowiedziała urzędniczka, a moja błyskająca inteligencja poszła się pobujać na sąsiednim drzewie. (to był poniedziałek, a u lekarza byłam w piątek – najwyraźniej nie zdążył się połapać w nowinkach prawnych)

– Świetnie – mruknęłam pod nosem – a skoro teraz dostanę PKK, to później, już po zdaniu egzaminu, przychodzę tutaj uiścić opłatę i czekam na prawo jazdy, tak? – zapytałam na odchodnym.

Na dzień dzisiejszy tak, ale co będzie nawet jutro rano – trudno powiedzieć. Przecież nasz rząd pracuje w nocy. – Podała mi papierek z PKK, a ja poszłam do domu.

Jakie państwo, taki rząd, prawda? A może raczej, jaki rząd, takie państwo?

Z.

3 Comments Add yours

  1. Nie wiem, co napisać. Może do maja pozmieniają wszystko, co się da. I gdy ja będę mogła się tym zająć, to już będzie okrzepnięta sytuacja.

    Lubię to

  2. Małgosia G pisze:

    O kurczę… Czytając pomyślałam tylko „dobrze, że nie mam zamiaru zdawać prawa jazdy”. A potem uświadomiłam sobie, że jeszcze wiele podobnych sytuacji będzie mnie czekać…

    Lubię to

    1. Podobne sytuacje zdarzają się nagminnie… Ale przy tej konkretnej dopiero otworzyły mi się oczy… Przecież ten kraj jest chory!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s