Pół wieku w robocie, 30 lat za kółkiem w PKS-ie

 

Zbigniew ma sześćdziesiąt siedem lat. W tym roku mógłby, teoretycznie, przejść na emeryturę. Pracuje od piętnastego roku życia, od ponad pół wieku każdy jego dzień wypełniony jest robotą. Gdy w 1964 roku rzucił szkołę i poszedł zarobić parę groszy w warsztacie samochodowym, nie spodziewał się takiego obrotu spraw…

W latach powojennych był młody, niezaangażowany w politykę, ale świadom tego, że wiele się zmieniło w polskiej rzeczywistości od czasów młodości jego rodziców. Na wysokich szczeblach wciąż toczyła się walka o stołki, a w mediach szerzono propagandę.
Mimo młodego wieku, to on był odpowiedzialny za wyżywienie rodziny od czasu, gdy ojciec któregoś dnia wyszedł z domu i już nie wrócił. Chłopak często zastanawiał się, dlaczego ich zostawił. Przecież tworzyli zgraną rodzinę – mama zajmowała się domem, tata na niego zarabiał, dzieciaki pilnie się uczyły i chciały zaimponować rodzicom. Owszem, czasem zdarzały się sprzeczki – ale przecież gdzie ich nie ma? Odejście ojca bardzo nim wstrząsnęło. Poczuł też na barkach ogromną odpowiedzialność za siebie i rodzinę.

Zbyszek pracował więc sumiennie, utrzymywał matkę i dwie młodsze siostry. W warsztacie spędzał całe dnie, od świtu do zmierzchu – pomagał w naprawie silników od ciągników, wymieniał klocki hamulcowe w autach z Zachodu, naoliwiał pługi i podwozia przyczep. Mało pasjonujące to było zajęcie, ale szło z niego wyżyć, a co ważniejsze – po pracy mógł pójść do sąsiada na szklaneczkę bimbru. Zazwyczaj po wypiciu jednej czy dwóch miło szumiało w głowie i jakoś tak lepiej się o przyszłości myślało. Chłopak wyobrażał sobie Amerykę, gdzie pieniądze leżą na ulicy, a sklepy wypełnione są luksusowymi towarami. Widział ten świat zza Oceanu na plakatach w kinie, które mijał, gdy raz w miesiącu jechał z matką do miasta na zakupy.
Chciał odłożyć trochę pieniędzy i wyruszyć w podróż do Stanów. Kupić mały domek, szybkie auto i rozpocząć wielką karierę. Wierzył w to, że któregoś dnia będzie bogatszy od wszystkich ludzi z jego wsi razem wziętych. Miał wielkie plany.

W latach siedemdziesiątych, gdy w kraju zaczęto mówić o strajkach, zmianach i nawoływać do walki z ustrojem, on spokojnie się ożenił. Potrzebował kogoś, kto by mu gotował i sprzątał, bo matka już nie miała tylu sił, co kiedyś. Wybrał Kryśkę, mieszkała niedaleko kościoła i zawsze wydawała się miła. Poza tym głośno się śmiała i….nie ukrywajmy – miała czym oddychać. Dla młodego Zbyszka, złaknionego kobiecego ciała – istny ideał.
Przez pierwszych parę lat żyło im się jak w raju. Zbyszek wstąpił do partii, bo choć nie do końca wiedział, o co chodzi w tej całej polityce, wyczuwał, że będzie im łatwiej. Dostali małe mieszkanko, Krysia urodziła rok po roku trójkę dzieci, a jej mąż miał pracę niczego sobie.

Z biegiem czasu jednak coś zaczęło się zmieniać. Dzieciaki wciąż chciały nowe ubrania, wyprawkę do szkoły trzeba było kupić, a Krystyna… cóż, ciało już nie to, uśmiech gdzieś zniknął, nad górną wargą pojawił się wąsik, na brzuchu – coraz więcej fałd, a na twarzy – zmarszczek. Ameryka gdzieś uleciała, a marzenia o wielkim świecie – prysły wraz z nią. Już nie kupował bimbru od sąsiada, a butelkę wódki u pana Włodka w sklepie na rogu.

Miło było wyłączyć się po całym dniu, wyciszyć myśli, nie słyszeć narzekań żony i jęczenia dzieciaków. Zbigniew już wiedział, dlaczego ojciec wyszedł któregoś dnia z domu i nie wrócił. Sam najchętniej by to zrobił.

Po ’89, gdy w Polsce na dobre rozpoczęły się zmiany, odszedł z polityki. Zatrudnił się jako kierowca PKS  i tym samym – odnalazł ciszę i spokój. Miał swoje miejsce, gdzie nikt niczego nie wymagał i nie marudził nad uchem. Wsiadał co rano do autobusu, polerował kierownicę i wyruszał w drogę. Przed sobą miał szosę asfaltową (szutrowe też się zdarzały, ale dużo rzadziej), pola i lasy. Wokół cisza i spokój. Z czasem tylko pojawiło się liche radyjko. Kursował głównie na trasach miasto – okoliczne wsie, ale nic innego nie było mu do szczęścia potrzebne.
Codziennie woził do szkoły dzieciaki z okolic. Za każdym razem, gdy wsiadały, patrzył na nie i nie mógł uwierzyć w to, co widzi na twarzach. Malowało się na tych młodych pyskach tyle emocji! Radość, wdzięczność, nadzieja. Oczy były pełne miłości, a głowy pękały od marzeń.

Co jakiś czas przypominał sobie siebie w ich wieku i z kpiną wspominał Amerykę i pieniądze na chodniku. Wiedział, że za parędziesiąt lat ta młodzież będzie miała takie samo podejście do życia jak on.

W PKS-ie jeździ już prawie trzydzieści lat, co dnia pokonując tę samą trasę. Może i twarze dzieci, które wozi, zmieniają się, ale emocje i uczucia malujące się na nich pozostają niezmienne. Co jakiś czas, gdy widzi swoich starych pasażerów, dostrzega ich trzeźwe spojrzenie i zawód w oczach. Wyczuwa nawet nic porozumienia.

Bo  życie rozczarowuje i obdziera ze złudzeń. Dobrze chociaż, że sklep pana Włodka wciąż funkcjonuje.

 

Jeszcze nieobdarta ze złudzeń,

Z.

8 Comments Add yours

  1. jak się nie dba o swoje życie, marzenia, związek to tak to zaczyna wyglądać. warto jeszcze dodać, że tynk mu się zaczął ze ścian obsypywać.

    Polubienie

    1. Niestety czasem zapomina się o ich pielęgnowaniu, a później tynk z życia zaczyna odpadać. Osobiście sobie tego nie wyobrażam, ale przykłady można by mnożyć ,prawda?

      Polubienie

  2. Mój wuj ma na imię Zbigniew. I 67 lat, bo jest chyba rok młodszy od babci (tak w zasadzie to wuj przybrany, nie brat mamy). Pracował w PKS-ie, dopóki mógł, bo teraz kręgosłup nie pozwala.
    Pierwsze zdanie tego wpisu mnie mocno skonfundowało, a potem czytam i stwierdzam, że to nie o nim.
    Smutne jest życie tego drugiego Zbigniewa. Szkoda że nie próbował spełnić swoich marzeń.

    PS. Jeśli twój Zbigniew jest ochrzczony, to nie jest w kościele Zbigniewem. Wtedy jeszcze nie akceptowano imienia, które nie ma swego świętego.

    Polubienie

    1. Sławka, tak nie można – nie dość, że życie obdarło go z marzeń i złudzeń, to Ty go jeszcze pozbawiasz imienia…
      Zbieżność przypadkowa. Mój Zbigniew to biedny człowiek, żyjący w tłumie, a wciąż samotny. Poddał się i nie walczył. Źle się dzieje w tym świecie, w którym żyjemy. Ale przecież wszystko zależy od nas, prawda? On mógł walczyć, ale tego nie zrobił.
      Ja tam nie zrezygnuję z marzeń i swoich założeń.

      Polubienie

      1. W kościele tacy mają inne imię – nie pozbawiłam go imienia, dałam mu drugie 😛
        Mój wuj nie jest samotny, ma dzieci, ma babcię, ma mnie 😀 Wydaje mi się, że w życiu Twojego Zbigniewa zabrakło choć jednej bliskiej osoby.

        Polubienie

      2. Twój Zbigniew to szczęściarz, jednym słowem. Tylko pozazdrościć. Mojemu gdzieś po drodze się poplątało. Hmm…może by tak wyciągnąć do niego pomocną dłoń?

        Polubienie

  3. Ania Kania pisze:

    Dobrze piszesz. 😉

    Polubienie

    1. Robię, co umiem i staram się, by było jak najlepiej 🙂 Dziękuję!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s