Kochani, poznajcie Kostka

Kayah śpiewała „gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień”, a złota rybka spełniała trzy życzenia. Jaki z tego wniosek? Wokalistka pewnie poprosiłaby zwierzaka o możliwość wejścia w skórę faceta.
Powiem Wam, że to wcale nie taki głupi pomysł. Ile to razy słyszy się: „chłopy to jednak mają w życiu łatwiej!”? Sama nieraz tak mówię. Bo to prawda. Wychowywani przez nadopiekuńcze matki i babki, mają ugotowane, wyprasowane, posprzątane, mniej się od nich wymaga (nie mówcie mi, że to nieprawda). Są urwisami – „taki wiek”, piją – „w końcu to chłopak”, zmieniają kobiety jak rękawiczki – „ale ogier!’. Do tego nie mają co miesiąc czerwonego wodospadu Niagara między nogami, nie cierpią katuszy podczas depilacji, nikt im wnętrzności nie rozdziera, gdy rodzą dzieci. Są panami swojego losu, to też warte podkreślenia.
Kayah byłaby „supermanem”. A ja? Ostatnio obmyśliłam sobie, jakim ja byłabym facetem. Gotowi? Poznajcie Kostka. Konstanty.

 


Jakbym siebie określił? Cóż, nie da się w dwóch zdaniach streścić całej osobowości człowieka, prawda? Nie da się opisać jednym słowem wschodu słońca, „wspaniałe” nie ma tu nic do rzeczy. Tak samo jest z mówieniem o ludziach. Czasami milczenie potrafi wyrazić więcej, niż kulawe słowa. Ale dziś nie będę milczał. Zosia poprosiła mnie, bym napisał coś o sobie. Czego się nie robi dla kobiet…

Jestem studentem. Ale nie prawa ani medycyny, lecz Akademii Wojskowej. Plan jest taki, że za parę lat zostanę żołnierzem. Nie zamierzam siedzieć w biurze czy robić za sekretarkę generała. Nie, ja wyjeżdżam na misję – jedną, drugą, piątą. Chcę uratować świat. Wiem, że go nie zbawię, ale mogę pomóc. Kiedyś dużo pisałem, walczyłem słowem. Dziś – chcę wziąć sprawy w swoje ręce, działać aktywnie, pełną parą. Żałuję, że nie załapałem się na Afganistan. Ale nie ma tego złego… Wiele uczyłem się, słuchając radia, czytając gazety, rozmawiając z oficerami. Miałem to szczęście, że ojciec był wojskowym. I tego farta, że nie był typowym trepem. W domu panował spokój i przyjazna atmosfera. Mama była artystką – pięknie malowała, pisała wiersze, szyła. Złoty człowiek. Z tatą tworzyli idealnie zgraną parę – mimo wielu różnic i na pozór braku wspólnych tematów świetnie się dogadywali. Połączyli dwa odmienne światy w jeden.
Dzięki nim nauczyłem się, że płacz to żaden wstyd, kobiety należy szanować, na używki uważać, a kultura to podstawa. Najpierw z musu (kochana mamusia), później dla czystej przyjemności czytałem książkę za książką. Takie wychowanie to skarb, naprawdę.
W życiu nie ma półśrodków. Albo coś robić porządnie, albo wcale. Dlatego jeśli nauka – to na najwyższym poziomie, sport – do utraty sił, a miłość – Człowieku… na zabój…
Kochałem nie raz i pewnie jeszcze nie raz będę. To cudowne uczucie – kochać. Być dla kogoś całym światem. Jako facet, jestem opoką. Daję schronienie. To ja otaczam opieką i gwarantuję bezpieczeństwo. Komplementuję i zapewniam, że pięknie wygląda. Umiem przepraszać, wybaczać (prawie zawsze), ale nie daję sobie wleźć na głowę. Najważniejsza jest dyskusja, ale na poziomie – bez rzucaniem mięsem. Cenię kobiety inteligentne, oczytane. Puste blondynki mnie nie kręcą. Za moją dziewczyną skoczę w ogień, o ile będę wiedział, że ona dla mnie zrobiłaby to samo.
Mama malowała na płótnie, ja – dałem pod igłę moje ciało. Mam dużo tatuaży. Niektóre wiele dla mnie znaczą, są upamiętnieniem ważnych chwil, osób, miejsc. Tatuaże to sztuka, której mało co jest w stanie dorównać. Mam niczego sobie brodę – ciemną, po ojcu. Gdy nie mam munduru, wkładam koszulki z guzikami przy dekolcie (wiem, brzmi kretyńsko, ale faceci też mają dekolty!) albo swetry dziergane przez babcię do tego bojówki lub wąskie spodnie i ciężkie buty. Na górę skórzana kurtka i kolorowy szal. Bo mogę. Kto powiedział, że mężczyźni mogą biegać tylko w czerni?
Na palcu noszę pierścień rodowy, po dziadku.
Udało mi się, bo „moje wojsko” nie wymaga ogolonej głowy, gładkiej żuchwy i „czystego” ciała. Mam być dobry w tym, co robię. A że jestem – mogę wyglądać, jak chcę.
Wcześniej wspomniałem, że sporo pisałem. Nadal piszę, ale już nie pod publikę. Nie piszę ręcznie, nie mam cierpliwości. Wszędzie noszę ze sobą pendrive’a i tam, gdzie jest okazja, siadam do komputera i tworzę. Czasem wyślę jakiś tekst do przyjaciół, niekiedy podeślę coś zaprzyjaźnionej redakcji.
Gdy tylko mogę, podróżuję. Jak się da – autem, pociągiem, samolotem, na stopa. Mieszkam w kawalerce, nie chciałem siedzieć w koszarach. Dom mam otwarty dla gości i łasy na wędrowców z całego świata. Kanapę udostępniam każdemu, kto jest w potrzebie, nie tylko przez couchsurfing. Najchętniej pakuję plecak i wyruszam w dzicz. Lasy, łąki, pola, góry i jeziora. Tylko ja i świat. Śpiwór, namiot i wegańskie żarcie (nie, roślinożercy to nie zniewieściali geje).
Żyję pełną gębą i niczego nie żałuję.
Zośka, może być?

Jak zawsze, dzięki Kostek.

Z.

13 Comments Add yours

  1. Pewnie byłabym Tomkiem, moim alter ego, które lubi być bohaterem wymyślanych historii. Tomek nie poszedłby do wojska, bo nikt nie atakuje Polski, a on nie chce zabijać z innych powodów. Pewnie studiowałby biologię, albo wylądował na ASP, ale wątpliwe, by chciał w ogóle studiować, może stwierdziłby: olać, jadę gdziekolwiek, gdzie dogadam się po angielsku czy rosyjsku (a tak, zna rosyjski), pracuję na zmywaku i za tydzień w inne miejsce.

    Lubię to

    1. Konstanty nie działa w siłach zbrojnych RP, on wyjeżdża na misje. A Tomka chętnie bym poznała – popracowałabym z nim na zmywaku i przejechała się Koleją Transsyberyjską.

      Lubię to

      1. *wołam Tomka*
        – Chcesz coś?
        – To jest Zosia. Napisz do Zosi.
        *Tomek myśli*
        – Cześć, Zosiu, Kolej Transsyberyjska ma tę wadę, że jest na Syberii, a tam jest zimno. Pojedźmy lepiej razem gdzieś, gdzie jest ciepło, na południe. Tam też mieszka więcej ludzi i jest więcej naczyń do zmywania.

        Lubię to

      2. Cześć Tomku,
        Sławka co prawda mało o Tobie mówiła, ale to moja wina – nie prosiłam, by Cię przedstawiła.
        Słuchaj, przecież Syberia jest piękna! „100 pocztówek z Syberii” to świetna książka. Mam pomysł – pójdziemy na kompromis: na Syberię skoczymy, gdy będzie względnie ciepło, a całą resztę czasu spędzimy na południu. Może by tak o Tajlandię zahaczyć?

        Lubię to

      3. Slawka
        *puka się w głowę, bo może trzeba było Tomka przedstawić*
        – Mogłabym pojechać na Syberię, bo tam jest pięknie.

        Tomek
        – Tajlandia? Pewnie. Nawet za cenę zimnej Syberii!

        Lubię to

      4. Idealnie, wilk syty i owca cała. A w Tajlandii można będzie porzucić zmywak na rzecz nauki angielskiego w szkole. A pózniej to juz żabi skok do Australii.

        Lubię to

  2. Przyjaciel pisze:

    Jakim ja byłabym facetem…. cóż chyba nie wiele bym dodała, Ty byłabyś ideałem a ja przy Tobie wcale nie chciałabym być facetem a wręcz przeciwnie, marzyła bym o tym by być przy Tobie kobietą 🙂
    Wiesz, po przeczytaniu tego posta i zastanowieniu się jakim ja była bym mężczyzną, doszłam do wniosku, że każda z nas nosi w sobie swój wewnętrzny ideał faceta…szkoda tylko, że szara rzeczywistość tak bardzo daleka jest od prawdy, bo chyba wszystkie już wiemy, że takich facetów (jeśli w ogóle gdzieś są) to jak na lekarstwo…
    W każdym razie, dziś jest Dzień Kobiet w związku z czym i Tobie i sobie i wszystkim kobietom świata, życzę takiego męskiego, czułego i opiekuńczego gostka jakim jest Konstanty 🙂
    Przyjaciel

    Lubię to

    1. Przyjacielu,
      To nie wypada, jest przed 22 😉 Zarumieniłam się od Twoich słów jak pomidor.
      Masz rację – każda z nas nosi w sobie swojego Kostka. Problem tylko w tym, że niekiedy trudno znaleźć takowego w rzeczywistym świecie. A jak już są – to albo geje, albo zajęci. I gdzie tu sprawiedliwość?!

      Dziękuję Ci bardzo za życzenia! Tobie również życzę Konstantego u boku (możesz też wyrobić sobie w głowie nawyk rozmawiania z nim i wówczas to będzie piękna relacja – to jedyny facet, którego kiedykolwiek zrozumiesz!).

      Z.

      Lubię to

  3. Małgosia G pisze:

    Wspaniały post! Zastanowiłam się jakim ja byłabym facetem… Ale zaraz uświadomiłam sobie, że wolę myśleć jaką mogłabym być kobietą. Od zawsze byłam małą „feministką” (w dobrym tego słowa znaczeniu), jestem dumna z bycia kobietą. Podoba mi się określenie „silna i niezależna” w odniesieniu do płci żeńskiej oczywiście. Cieszę się, że Bóg stworzył mnie dziewczyną, choć faktycznie w niektórych rzeczach zazdroszczę chłopcom 😛 Gdybym była mężczyzną na pewno miałabym za sobą niejeden związek. Obecnie jestem tuż przed siedemnastką i nie miałam nigdy chłopaka. A to pewnie dlatego, że jestem chyba lepszą „kumpelą” niż dziewczyną, bo mam kilku przyjaciół płci męskiej 🙂 Wracając – zawsze zazdrościłam chłopcom przede wszystkim sikania na stojąco 😛 I faktycznie, chyba lepiej (czytaj: praktyczniej) byłoby być mężczyzną, ale ja ze swojej płci jestem zadowolona! 😀

    Lubię to

    1. Feministki – kocham, te prawdziwe oczywiście, sama uważam się za jedną z nich.

      Przyjaźni z facetami Ci zazdroszczę, sama zawsze lepiej czułam się w ich towarzystwie, lecz jakoś nie po drodze było mi do zacieśniania więzi. A jak juz jakieś były, to szybko się kończyły czymś więcej z jednej ze stron – dlatego z reguły nie wierzę w bajki o przyjaźni damsko – męskiej.

      Ale masz rację – w gruncie rzeczy bycie świetną babką na głowę bije każdego mężczyznę 😉

      Lubię to

      1. Małgosia G pisze:

        Jeszcze a’ propos piosenki… Idealnym przykładem jest też ‚If I wężea boy’ Beyonce 😀

        Lubię to

      2. Tak, to prawda – jest perfekcyjna 🙂

        Lubię to

  4. Małgosia G pisze:

    Przepraszam – If I were a boy 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s