Weekend przy odbiorniku #4

Fatalnie wyszło, wiem o tym. Obiecuję Wam i obiecuję, i nie mogę opublikować postu muzycznego. Dziś dorwałam się do komputera w mojej „kafejce internetowej” i mogę szybko dla Was napisać.

Ostatnie dni były bardzo intensywne, prężnie rozwijałam Instagrama (tak, możecie tam podróżować ze mną po świecie i trochę zainspirować się życiowo) i napisałam parę naprawdę dobrych tekstów, które już wkrótce na blogu. Bez internetu też można całkiem przyjemnie spożytkować czas, nie trwoniąc go na głupoty. Podobnie jak w przypadku braku telefonu – nagle otwiera się przed Tobą morze możliwości. Nadrobiłam zaległości w odpisywaniu na listy, znowu pofarbowałam włosy i szlag mnie trafił nie raz i nie dwa. Wiecie dlaczego?
Tak jak kocham tatuaże i uważam, że pięknie zrobione mogą uchodzić za prawdziwą formę sztuki, tak kontakt z samymi artystami jest, eufemistycznie mówiąc, mało przyjemny. To ludzie, którzy żyją w swoim świecie i mają inne problemy niż odpowiedzialne załatwianie swoich spraw. Chciałam umówić się na trzy tatuaże, napisałam do paru miejsc i o ile w ogóle ktoś odpisywał, to po dwóch tygodniach i piętnastu naglących mailach, a w międzyczasie tyle razy zmieniał zdanie, że aktualnie jestem na lodzie. Ludzie, ja rozumiem – sztuka dla sztuki, nie dla pieniędzy ( a może głównie dla nich,co?), ale wypadałoby szanować cudzy czas i usilne błagania.

Cały czas jestem w biegu, za parę godzin pędzę na koncert Marii Peszek, ale w międzyczasie – zapraszam na najnowszy weekend przy odbiorniku!

  1. Hey – Lot pszczoły nad tymiankiem (impresja Jacka Chrzanowskiego)

 

Hey i Kasia Nosowska, zaraz obok Starego Dobrego Małżeństwa, to muzyka, która mnie wychowała. Moja ciotka, paręnaście lat starsza, w liceum miała świetną paczkę znajomych, z którymi często spotykała się w domu babci. Wówczas rozmawiali i grali na gitarach. „Sic”, „Zazdrość”„Ja sowa” „Teksański”.  Gdy tak siedzieli, lubiłam podkraść się po cichu pod drzwi i słuchać, słuchać, słuchać. Przyjaciele K. to były moje pierwsze miłości. Chyba po nich została mi słabość do facetów z długimi włosami, w ciężkich butach i skórzanych kurtkach. Do dnia dzisiejszego – tamta trójka to niedościgniony ideał. Sama chciałam kiedyś stworzyć taką zgarną ekipę, ale dwa razy próbowałam i dwa razy mi nie wyszło. Taki los.

 

2. Romantycy Lekkich Obyczajów – Być wolnym słowem

 

 

 

A tych panów znacie? Piosenki mają głównie o niczym, ale grają tak dobrze, że trudno im się oprzeć. Lubię od czasu do czasu odstresować się i myśleć o głupotach. A muzyka Romantyków jest do tego wprost idealna. „Bez Ciebie odchodzę” samo mówi o „pogadajmy dziś o bzdurach”. Więc gadajmy. Chcielibyście kiedyś być foką? Pływać w lodowatym oceanie i wygrzewać się w słońcu na wielkich kamieniach? Cóż, ja bym nie chciała – chyba że pod skórą miałabym dwudziestocentymetrową warstwę tłuszczu. Kurczę, czy wtedy nie zaliczałabym się już do morsów? Pewnie w dniu z  „Piosenki balkonowej” mogłabym mieć takie myśli… Jak dobrze, że ja twarda sztuka jestem. „Mojej wsi” nie rozumiem,„Kaca” też nie. Ale co kto lubi, prawda?

 

3. Gaba Kulka – Niejasności

 

Kolejna wspaniała wokalistka polska. Jej teksty są równe tym pisanym przez Marię Peszek i Nosowską, czyli – majstersztyk.

„Moje niejasności zamiast się wyjaśnić, utrwaliły się.
Pytasz: „Czy to dobrze?” Spytaj kiedy indziej.
Jestem zbyt zajęta. Nie popełnić błędu staram się.

Ryżu z ulicy nie wyzbierasz, gdy raz rozsypany.
Cholerne gołębie wyjadły wszystko.
Został tylko kurz i kamień.
Dlaczego wszystko
jest tak proste,
jest tak proste,
jest tak proste
Póki nie przytrafi się Tobie?

Wasze wątpliwości pozostaną zawsze w tym temacie.
Brak przynależności. Gdy chcę jedną zyskać, drugą tracę.
Uśpię swoją czujność. Może tak przestanie mi przeszkadzać
Nadmiar możliwości. Gdy nie mogę kochać, nie mam jak zdradzać.”

No powiedzcie sami? A gdy dodać do tego „„Wszystko robi na mnie wielkie wrażenie…”, „Laleczkę” (mistrzostwo świata!), „Królestwo i pół” (nie mogę się zdecydować, co lepsze). A po angielsku jak śpiewa… „Sweet dreams”, „London calling”„Got a song”, „Propaganda”.

 

4. Nahko and Medicine for the People – Warrior People

 

Aby opisać moje uczucia do Nahko… chyba nie znalazłabym odpowiednich słów. To człowiek, który w życiu przeszedł wiele, cierpiał na kryzys tożsamości i jedynie w muzyce odnalazł ukojenie. O nadziei na lepsze jutro śpiewa w Black as Night. Swoją twórczością dzieli się ze światem, bo chce nieść pokój i radość. O walce i wierze mówi w Aloha Ke Akua. Staje w obronie słabszych, woła w imieniu kobiet, Indian bez żadnych praw, ubogich dzieci; w utworach My Country czy One in the Chamber pokazuje społeczeństwo i problemy. Kawałków naprawdę wartych przesłuchania ma dziesiątki, niech wymienię choć parę: I Mua, Budding Trees, Great Spirit, Warrior People. Możecie też posłuchać w wersji akustycznej i poznać Nahko „osobiście”. Swoich fanów uczy współczucia, kreowania samego siebie i odwagi do zmiany swego życia i otaczającego świata.

To, co tworzy to MUZYKA. Znacie kogoś, kto jest w stanie go doścignąć?

 

Dziś wyjątkowo 4 utwory, ale myślę, że są tak piękne i mają w sobie taką moc, że wystarczą do następnego razu.

A Wy, co mi dziś zaproponujecie?

 

Z.

 

One Comment Add yours

  1. Trzeci mi się podoba. Zaproponuję na razie: https://www.youtube.com/watch?v=-EvW9G2PlaE Tata dilera ❤

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s