#bez telefonu, czas podsumowania

Na początku lutego poszłam na pocztę – jestem tam częstą bywalczynią, w końcu listy i kartki do kochanych Postcrosserów same się nie wyślą. Już miałam oddać kopertę, adres już napisany, już nakleiłam znaczki (czy tylko ja nie uznaję pojemniczków z wodą do namaczania kleju i zawsze je liżę?). Nagle – BACH na cementową posadzkę spadł mój telefon. Przeżył dotychczas  wiele: zalanie, podtopienie, wizytę w popiele i zjechanie połowy kraju. Niestety – setny upadek przeważył czarę goryczy. Komórka się zbuntowała i wydaje mi się, że zdążyła jeszcze krzyknąć: „spieszmy się kochać smartphony, tak szybko poddają się prozie życia!”.

Pierwsze uczucie – panika! Co ja teraz zrobię, gdzie moje kontakty, gdzie wydarzenia w kalendarzu?! Lecz już chwilę później zaczęła mi w głowie świecić pewna myśl: a gdyby tak odciąć się zupełnie? Rzucić komórkę  w kąt i zająć się życiem?

Po słabych protestach Mamy („no bo jak to – bez telefonu? A jak ja się z tobą, Zońka, skontaktuję?”) – zdecydowałam się. Znajomych nie mam, więc nie musiałam drżeć na myśl o niemożliwości porozumienia się i…poszło.

Pisałam Wam tutaj o moich zamierzeniach. Dziś czas na parę słów podsumowania. Niestety – na dzień dzisiejszy nie mogę powiedzieć, że jestem w stanie funkcjonować zupełnie bez telefonu. A to dlatego, że poza szkołą także pracuję i poza domem bywam po 12 – 14 godzin. Mam za dużo „oficjalnych” spraw do załatwiania, by zupełnie odpuścić sobie posiadanie komórki.

Całkowicie „odcięta” byłam przez ponad tydzień, przez kolejnych parę dni nosiłam przy sobie starą „cegłę”.

Do jakich wniosków doszłam?

  1. Nie pojmuję moich rówieśników.

Wystarczy przez chwilę zachować przytomność, gdy idzie się szkolnym korytarzem lub czeka na autobus na przystanku – wówczas, gdzie nie spojrzysz: ludzie wpatrzeni w ekrany swoich telefonów jak cielę w malowane wrota. Ciekawi Cię, jak wygląda świat, w którym za niedługo ludzie zapomną, do czego służy język i nawiązuje się relacje międzyludzkie w realu a nie jedynie w sieci? Proszę bardzo – spójrz przed siebie: pewnie w pobliżu znajdzie się grupka młodzieży. Kiedyś siedzieliby razem, śmiali i żartowali, dziś – każdy zatopiony w swojej komórce, zamknięty na innych. Nie, nie mówię, że wszyscy się tak zachowują, jednak to przykre, gdy na korytarzach i na ulichach nie słychać rozmów a tylko „klik klik klik”.

Druga sprawa – nawet jeśli już zbiorą się w grupkę, czy to dwu- czy dziesięcioosobową, to podczas rozmowy każdy trzyma klikadło w dłoni. I gdy ty do niego mówisz, on mruczy pod nosem jakieś „uhm” i scrolluje Insta czy FB. Dla mnie to oznaka całkowitej ignorancji i lekceważenia. Skoro już rozmawiamy, to mieć przynajmniej na tyle przyzwoitości, by na mnie spojrzeć!

  1. Ludzie to coś więcej niż „wypełniacz przestrzeni miejskiej”

Jak pewnie większość z Was, całą muzykę trzymam w folderach na telefonie. Zanim dokopałam się do mojej MP4, zostałam pozbawiona możliwości słuchania ulubionych utworów. Przemierzałam więc miasto z uszami szeroko otwartymi, podsłuchując rozmowy przechodniów (nie, nie będę zaprzeczać). Ależ ludzie potrafią ciekawie opowiadać! Wcześniej tego nie dostrzegałam, teraz wiem, że nie ma nic lepszego niż krótka pogawędka w autobusie. Słuchałam każdej możliwej wymiany zdań – od dyskusji moherów o Kościele, poprzez krótką sprzeczkę gimnazjalistek o najmodniejszym kolorze włosów (czy ktoś mi wytłumaczy czym różni się miodowy blond od słonecznego?) po czułe wyznania kochanków w poczekalni PKS (a co on z nią wyprawiał, to nie wypada pisać, bo mnie jeszcze ocenzurują).

O, przytoczę tu pewną anegdotkę. Dziewczyny – to dla Was,  ku przestrodze, bo żaden facet nie pobędzie z Wami dłużej. Młode małżeństwo zaprosiło na popołudniową kawę szefostwo chłopaka. Jego żona, chcąc wypaść jak najlepiej, wyciągnęła serwis po mamie, ułożyła na talerzyku ciastka i poszła przygotować coś do picia. Wsypała dwie łyżeczki kawy („byleby białą, proszę”), zalała wodą, odczekała chwilę i dolała mleka. „Jakieś takie spienione…nie sądziłam, że umiem robić piankę!” pomyślała Pani Domu i zaniosła filiżanki do salonu. W trakcie wizyty goście jakoś niechętnie popijali kawę, ale dziewczyna zwaliła winę na upał na dworze. Gdy szefostwo wyszło, zaciekawiona, spróbowała płyn z ich filiżanek. Czym prędzej pobiegła do łazienki, by umyć zęby. Mleko było kwaśne i zwarzyło się w gorącej wodzie! Więc dziewczyny – pamiętajcie, że gdy w kawie pojawia się dodatkowa pianka, a całość jest jakaś taka…grudowata, to marsz do sklepu po nowe mleko. Bo inaczej mąż Was zostawi po tym, jak odstraszycie mu szefa, albo, co gorsze – nabawi się przez Was rozstroju żołądka.

  1. Świat to coś więcej niż aplikacje i wirtualne media

Kurczę, dopiero teraz widzę, ile czasu w ciągu dnia pożera mi sprawdzanie głupich powiadomień, maili i wchodzenie na stronę publicystyczną, by przeczytać „tylko jeden artykuł”. Zamiast tego mogłabym przecież zrobić tyle rzeczy! Odpisać na listy, które się piętrzą, podszlifować języki, napisać tekst na bloga i wreszcie przeczytać pięć rozpoczętych książek! Niedawno brałam udział w cholernie ważnym dla mnie konkursie (taką sobie nałożyłam presję, że zawaliłam po całości – zdarza się nawet najlepszym, prawda? (tak, teraz jakaś dobra dusza powinna mnie pocieszyć!)). Przez dwa tygodnie dzień w dzień kułam i nauczona doświadczeniami z okresu bez telefonu, oddałam nową komórkę mamie, by mnie nie kusiła i tym sposobem zyskałam parę kwadransów więcej (tak, zobaczcie sami, ile czasu poświęcacie na bzdury).

 

Po krótkim detoksie, wróciłam do użytkowania telefonu. Ale z umiarem, już nie łapię się w panice za kieszenie, gdy przez chwilę nie czuję wibracji, nie sprawdzam co pięć minut „co nowego”. Teraz raczej żyję. Bo życie nie zaczeka, a powiadomienia nie zając, nie uciekną.

Umiem odłożyć go na parę godzin i zapomnieć, gdzie leży. Wychodzę z domu z 20% baterii i nie przejmuję się, że za chwilę nie będę miała łączności. Zamiast muzyki, słucham ludzi. Zamiast przeglądać Insta, wyglądam za okno. Zamiast czytać o pierdołach, biorę książkę do ręki. Niby to takie oczywiste, lecz kto dokonuje podobnych wyborów?

Może czas na Was? #beztelefonu to dobra rzecz.

 

Z.

 

P.S. Do 2 marca mam bardzo ograniczony dostęp do Internetu (pozdrawiam dostawcę sieci na Wsi)  i nie jestem w stanie stworzyć kolejnego „Weekendu przy odbiorniku”. Wyjątkowo tym razem ukaże się w środę.

7 Comments Add yours

  1. Miodowy blond jest ciemniejszy.
    1. Przerażające moim zdaniem.
    2. Uwielbiam podsłuchiwać przechodniów 😀
    3. Mnie może telefon tak nie wciąga, ale komputer tak, siedzę w domu chora i trochę za mało moim zdaniem czytam jak na całkowicie wolny dzień. Teraz ,,Wszechwiedza bogów” otwarta i włączony komputer, czytam jedno i drugie. Może to być też efekt tego, że wcześniej miałam książkę o historii sztuki i ilustracje były czarno-białe, nie wspominając o tym, że zawsze były to nie te obrazy, które opisano w tekście, choć tego samego malarza. Wszystko trzeba było guglać.

    Polubienie

    1. Dziękuję.
      Piszesz „przerażające”, ale czy też to zauważasz, czy to tylko moje wrażenie?
      Ja, będąc straszliwie zawaloną przez ostatnie dwa tygodnie, nie miałam czasu by w ogóle zajrzeć do książki…

      Polubienie

      1. Też to zauważam. Jeszcze gorzej jest u ludzi młodszych od nas, zauważyłaś?

        Polubienie

      2. Nie mam z takimi kontaktu, ale pamietam jak było w gimnazjum… Choć tam, to komórki to najmniejszy z problemów…

        Polubienie

  2. Małgosia G pisze:

    Jako użytkowniczka starej Nokii nie mam możliwości scrollować facebooka, instagrama, ani żadnych innych forów tego typu. Kiedyś rzadko kiedy miałam doładowany telefon, więc smsów pisać nie było jak. Komórka służy mi jako budzik i odtwarzacz muzyki. Ale wiesz jakie to głupie uczucie, kiedy stoję w holu i wszyscy wokół mnie gapią się namiętnie w ekrany swoich smartfonów, a ja siedzę sama i nie mam do kogo gęby otworzyć.
    Zresztą ja przeżyłam już swoje #beztelefonu (pisałam o tym pod Twoim pierwszym postem na ten temat, jako EMdżik ;). W konsekwencji zaspałam parę razy do szkoły. Ja musiałabym zrobić sobie #beztabletu 😀

    Polubienie

  3. Fitnesowiec pisze:

    Jeden gość od rozwoju osobistego twierdzi, że im więcej czasu spędzamy na telefonie tym gorsze życie mamy. I faktycznie coś w tym jest. Taka prosta weekendowa sytuacja. Jeżeli wychodzimy do baru bez telefonu to musimy wykorzystać ten czas maksymalnie i bawić się tak jak tylko mocno możemy w tej chwili spędzając czas na przyjemności. Gdy wychodzimy z telefonem to co chwilę sprawdzamy czy nie wyskoczyło powiadomienie z facebooka i czy coś ciekawszego się nie dzieje. Jeżeli nie mamy przy sobie telefonu to sami kreujemy w tym momencie maksymalną ciekawość.

    Polubienie

    1. Masz rację. Wczoraj byłam w barze ze znajomymi.
      Gdy one rozmawiały, ja obserwowałam salę. I miałam świetny widok na dwa stoliki: przy jednym siedziało paru młodych facetów, przy drugim – dwie zaprzyjaźnione pary. Tych pierwszych co rusz oświetlała blada poświata z ekranów telefonów, ci drudzy w komórce chyba nawet nie sprawdzali godziny.
      Młodzi panowie wyglądali na smutnych, jakby czegoś im w tym wieczorze zabrakło, mimo bycia na bieżąco ze swoimi „społeczne społecznościami”; parki bawiły się swietnie i widać było, ze czerpią ze wspólnie spędzonego czasu ogromną przyjemność.
      Jaki z tego wniosek…?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s