Kto mnie stworzył?

Nie, nie, dziś nie będzie o Bogu. Ani o biologicznych rodzicach, którzy mnie spłodzili
w procesie tworzenia. Dziś będzie o ludziach, którzy mnie ukształtowali. O ludziach, których los postawił na mojej drodze w danym momencie życia i dał tym samym porządną lekcję na przyszłość.

Dzięki nim jestem, jaka jestem. Nie gram, nie udaję, mam dużo pewności siebie, nie boję się oceny ani nie jestem naiwna. Nie przywiązuję się i nie biorę wszystkiego na poważnie. Jestem inna. Nie szlajam się po imprezach, mam swoje zdanie, nie zależy mi na akceptacji, ubieram się dość ekstrawagancko. Kto za tym stoi?

Najcudowniejsza Kobieta pod Słońcem.

To na Mamie przez lata ciążył obowiązek wychowania mnie na ludzi. To ona czytała mi powieść za powieścią i śpiewała co wieczór do snu. Ona nauczyła, że najważniejsze jest to, co czuję, a nie to, co inni o mnie powiedzą. Zamiast delikatnie głaskać po głowie, gdy bywam w dołku, każe brać się w garść i zagrać życiu na nosie. Nie boi się rozmawiać – nie raz udowodniła, że dialogi są najważniejsze, a niedomówienie to najgorsze, co może nas spotkać. Chwali, ale nie przechwala, czym dała mi prawo do wiary w siebie.
Od zawsze zachęca do spełniania marzeń i nawet gdy cały świat bywa przeciwko, Ona stoi za mną murem, gotowa na każde poświęcenie. Co dzień, mieszkając z niezrównoważoną emocjonalnie dziewuchą, pokazuje mi, co to znaczy kochać mimo wszystko. Ona – wieczna wojowniczka – jest dla mnie wzorem do naśladowania. Dzięki niej wiem, że mogę wszystko. Że nie wolno mi się poddawać. Że trzeba zawsze być sobą. Liczyć się tylko
z własnym sumieniem. I cenić szczerość.

Pan B.

Mój ojciec. On dał mi siłę, której się po sobie nie spodziewałam. Od bardzo długiego czasu nie mam z nim kontaktu. Dzięki tej sytuacji wiem, że przetrwam wszystko. Nauczyłam się, że płacz daje oczyszczenie, ale prawdziwą potęgę daje słuchanie serca i kierowanie się własnymi zasadami. Podczas jedynej rozmowy, którą przeprowadziliśmy przez te parę lat, zrozumiałam, że nawet wewnętrzny strach można pokonać i stawić czoło najgorszym lękom, które czają się w podświadomości, jeśli tylko uwierzymy, że nasze słowa oddają całą prawdę. Paradoksalnie – to brak „tatusia”, a nie jego obecność, mnie wychował.

Rówieśnicy

Mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. To prawda. Z rówieśnikami też nigdy nie było łatwo. Tak się złożyło, że przez sześć lat chodziłam do klasy z ludźmi, których zraziłam
do siebie na samym początku (tak, byłam rozwydrzoną dziesięcioletnią mendą). Wzajemna niechęć i fakt, że grupa społeczna zawsze musi mieć kogoś do hejtowania, sprawiły, że nie żyliśmy ze sobą w najlepszych stosunkach. W gimnazjum nieprzespane noce pełne płaczu i śniadania zwrócone z nerwów były na porządku dziennym.
Ale któregoś dnia wstałam odmieniona, dosłownie. Zacisnęłam zęby, podniosłam głowę wysoko i założyłam zbroję. Uodporniłam się na krytykę, zrozumiałam, że ludzie zawsze będą gadać i że mają swoje racje. Nauczyłam się żyć dla siebie i nie zwracać uwagi na opinie innych. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, więc mogę być tak niezależna, jak mi się podoba. Urządzili mi piekło na ziemi, które przeszłam i wyszłam z tego z…wdzięcznością. Nie będę mazgaić się przez głupoty. Z perspektywy czasu czuję do nich nawet swojego rodzaju sympatię, no bo gdyby nie ten okres w życiu, nadal byłabym głupią dziewczynką bojącą się ocen innych.

Przyjaciele

Ci, którzy byli (mieli zostać na zawsze|sic!|człowiek zawsze będzie naiwny) i się zmyli.
To prawda, że ludzie pojawiają się w naszym życiu w określonym momencie życia i wtedy gdy są nam po prostu potrzebni. A później idą dalej. A my nie powinniśmy rozpaczać, tylko czekać na kolejnych wspaniałych ludzi. Nic nie trwa wiecznie. Przyjaciele (nie, nie uważam, że przyjaźń, która dobiegła końca, była nieprawdziwa) nauczyli mnie radości
z życia, dali niezliczone godziny rozmów, pokazali, że mogę być dla kogoś naprawdę ważna. Wspierali w trudnych momentach. Pokazali, że są ludzie, którzy – z początku obcy – nagle stają się najważniejsi w życiu. Szanuję wszystkich moich dawnych Przyjaciół razem i każdego z osobna. Złagodniałam i nauczyłam się szanować innych, nie oceniać. lecz próbować zrozumieć.

Faceci

Przyznaję bez bicia – lubię płeć brzydką. Uważam ich za interesujące zjawisko, niezgłębioną tajemnicę. Mężczyźni mnie fascynują – nigdy nie da się powiedzieć, o czym myślą i czy w ogóle. Zazwyczaj nie da się z nimi dojść do ładu. Ale życie bez nich byłoby smutne i bez smaku. Kilkoro facetów odegrało naprawdę ważną rolę w mojej egzystencjonalnej edukacji. Wiem już, że nie warto wierzyć w zapewnienia „na zawsze”, ale warto kochać i być kochaną. Miłość uskrzydla. Wiem, że wierność i lojalność to podstawa. Wiem, że panowie to istoty proste w obsłudze, przekonane o własnej wielkości i…nie bójmy się tego powiedzieć – czasem trzeba się długo nakopać, żeby wśród ton węgla odkryć diament. Nauczyłam się też, że do miłości nie można się zmusić i nie należy robić niczego wbrew sobie. A jeśli będzie umiało się żyć z konsekwencjami – nic nie stoi na przeszkodzie, by zaszaleć.

 

 

Przez życie każdego z nas przewijają się setki ludzi. Jedni są jak drzewa migające w oknie podczas jazdy pociągiem – mijamy ich, nie przywiązując zbytniej wagi do ich obecności. Są też tacy, którzy zaznaczają się bardzo mocno w naszym życiorysie. Wszyscy oni przyczyniają się do kształtowania naszego charakteru i przekonań. Często z perspektywy czasu możemy dostrzec, że mimo przebytego bólu (jakiego byli sprawcami), zyskaliśmy niepodważalne doświadczenie. Trzeba umieć je docenić i pamiętać, że można nie żyć
dla społeczeństwa, ale zawsze będzie się żyło w społeczeństwie.

 

A Was, kto ukształtował?

 

Z.

Jeśli Ci się tu podoba, zaobserwuj mnie na Google+ i na Insta! No i koniecznie: skomentuj, zostaw po sobie ślad 🙂

12 Comments Add yours

  1. Mnie pewnie matka (pierwsza lekcja mamy, która mi się przypomniała, to żeby robić swoje dobrze, a nie tak, jak chcą inni), brak taty, babcia (randomowo: nauczyła mnie nie przechwalania się), pewien nauczyciel historii (,,możesz nie interesować się polityką, polityka na pewno zainteresuje się tobą”), zajęcia plastyczne (szkoła życia!) i powieści Szklarskiego (wiele z rzeczy, które widzę w jego książkach to dziwne poglądy, ale jest pochwała pracowitości, odwagi, patriotyzmu…), Goodkinda (ubrał w słowa wiele z moich poglądów, których nie umiałam ładnie powiedzieć ani uzasadnić) i mnóstwo innych ludzi, książek i wydarzeń 🙂

    Lubię to

    1. Gdybym ja miała pisać o sztuce i ludziach kultury, którzy mieli na mnie przemożony wpływ, to chyba miejsca by mi nie wystarczyło, a czytelnicy zanudziliby się na śmierć. SDM, Hey, „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Winnetou”, „Bajarka”, Coetzee, wartościowe blogi, „Wysokie Obcasy”…etc…etc…

      Lubię to

  2. Śliczne słowa. I śliczny blog. Według mnie „tworzą nas” wszyscy ludzie, z którymi mamy styczność. „Kto z kim przystaje, taki się staje” – nieśmiertelna maksyma. Widzę to zarówno po sobie, jak i po znajomych. Wciąż ewoluujemy, zmieniamy się 🙂

    Lubię to

    1. Dziękuję za ciepłe słowa – dla takich reakcji chce się pisać dalej i więcej 🙂

      Akurat na mnie ta nieśmiertelna maksyma nie działa – ja zawsze szłam swoją drogą i często robiłam na przekór – Wy tak, to ja w drugą bańkę…
      Z.

      Lubię to

  3. CJ- pisze:

    Cudny post. Mnie na pewno wszyscy muzycy, z którymi miałem styczność, ale zdecydowanie najbardziej przyjaciele. Trochę mi się smutno zrobiło jak czytałem o tym ich przemijaniu, bo ja najchętniej to bym ich wszystkich zatrzymał. Ale powoli dociera do mnie ta smutna prawda. Z drugiej strony, jeśli bardzo będę chciał, to nic nie stoi na przeszkodzie w pielęgnowaniu tych relacji. Trochę też matka, ale jak patrzę na siebie, to chyba nie miałem do końca taki być. Ale to nieważne, uważam, że jestem odpowiedni.

    I wbrew pozorom – tak, my myślimy! Często nawet za dużo.

    Lubię to

    1. Przyjaciele nadają życiu smak. Ale na każdym etapie życia potrzebna jest nam inna przyprawa (pisałam o tym wcześniej: http://przezzycieinaczej.blogspot.com/2015/06/monogamia-xxi-w-przyjazn.html)

      Myślicie? Pewnie wiesz na ten temat więcej ode mnie. Ale czy nie jest to myślenie tylko o jednym? 😉

      Lubię to

      1. CJ- pisze:

        Zależy kto. Są i tacy. Ale większość raczej z reguły nie. Ale ćśś, to tajemnica!

        Lubię to

      2. Sekret będzie bezpieczny, nikomu nie powiem. Słowo zucha! (harcerzem nie byłam…)

        Lubię to

  4. EMdżik pisze:

    Mnie pierwsi ukształtowali -wiadomo- rodzice i również starsze rodzeństwo (a później też młodsze). Wychowałam się słuchając dobrej muzyki (choć będąc małą dziewczynką uważałam, że piosenki Starego Dobrego Małżeństwa są okropne – dopiero teraz odkrywam ich sens i wspaniałości 😛 ) i wśród kochających mnie ludzi- a potem przyszły pierwsze problemy- prześladowanie w szkole. Dopiero w drugiej gimnazjum poznałam masę wspaniałych ludzi, dzięki którym stałam się osobą którą jestem teraz. Czasem zastanawiam się kim byłabym bez kilku moich wspaniałych przyjaciółek. Ale nie ma co gdybać, ważne, by być szczęśliwym! 😉

    Lubię to

    1. O tak! Gdybanie jest do bani – co się stało, to się nie odstanie, nic na to nie poradzisz. Przeszłości nie zmienisz, ważne, że możesz wpłynąć na teraźniejszość i przyszłość.
      U mnie w domu Stare Dobre leciało praktycznie bez przerwy i śmiało mogę powiedzieć, że szybciej umiałam recytować „ichnie” wiersze niż czytać.
      Zawsze byłam ciekawa, jak to jest mieć rodzeństwo, ale wiem też, że jestem zbyt samolubna, by być dobrą siostrą 😉

      Lubię to

      1. EMdżik pisze:

        Powszechnie uważa się, że rodzeństwo jest okropne i jednocześnie wspaniałe 😉 Ja uważam, że moje rodzeństwo jest wspaniałe 😛 Mam siostrę starszą o dziewięć lat i z nią mam najlepszy kontakt. Jest kreatywna, inteligentna itd. 😉 Skończyła trzy kierunki studiów i jestem z niej dumna. Tak samo z mojego starszego brata (siedem lat różnicy). On jeszcze studiuje i właśnie stał się inżynierem. Jest bardzo szanowany i lubiany przez przyjaciół i jest moim wzorem, choć nie mam z nim większego kontaktu. I jest jeszcze młodszy brat, który właśnie wkracza w wiek dojrzewania i jeśli go nie uduszę przez ten czas, to sobie pogratuluję 😀

        Lubię to

      2. Brzmi cudnie! Ja zawsze jak się rozmarzałam o rodzeństwie, to chciałam albo młodszą siostrę albo starszego brata – ale to chyba przypadłość każdej jedynaczki? :p
        Trzymam kciuki za wytrwałość i gratuluję genialnych ludzi wokół Ciebie!

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s